piątek, 26 lutego 2010

Delicje! Po prostu! :)

Jesteśmy z Lipką bardzo pilnymi uczennicami. Można nawet rzec, że kształcimy się ustawicznie – w maskaradzie, rzecz jasna. Po ostatnich kawowych z marsalowym zabaglione przyszedł czas na „ekskluzywne delicje szampańskie”. Delicje, bo tak nam właśnie pachniało czekoladowo – pomarańczowe nadzienie pomarańczowych maszkaronów. Tym razem warsztaty WSKM, czyli Maskaradowego Klubiku odbywały się z udziałem tylko dwóch person – Lipki i oczka. Miała być jeszcze Gospodarna, ale nie rozmnożyła gospodarnie czasu, więc musiała obejść się smakiem maskarady. Bajdełejem – Moja Droga – weź czym prędzej korepetycje od swoich przepastnych szafek z dziedziny „rozmnażania” ;))

Tym razem, chwalę się, że sama całkiem dużo zrobiłam przy produkcji. Mieliłam, miksowałam, formowałam szprycką ciała i warowałam przy piekle.


Jedynie kawowe mazy robiła już Lipka samodzielnie. I całkiem nieźle jej to wyszło. Nawet odcisk ptasiej nóżki wspólnie zadecydowałyśmy, że zadedykujemy Ptasi :) Ptasiu – niniejszym, masz swojego maszkarona ;)))


A następnego dnia... przyszła pora na wczesno – wieczorną delektację, przy kieliszku (znowu! :)) marsali i filmie o bywaniu w chmurach :) Było słodko.



Tylko Briczka dziwnie łypała okiem, myśląc pewnie pod wąsami: „znowu ci cholerni paparazzi”. Bez względu na swoje kocie myśli, zaprzyjaźniła się jednakowoż z moim szklanym okiem, bez pardonu obwąchując obiektyw. Potem odwróciła się i ostentacyjnie wyszła z kuchni.


Specjalnie mnie to nie zmartwiło. Beztrosko oddałam się dalszemu fotografowaniu i jak słusznie sobie przyznałam rację – w fotografii najbardziej lubię jedzenie ;) Czasem trzeba się poświęcić i robić esy floresy z kręgosłupa. Zdarza się jednak, że stoję, kucam i nachylam się dość normalnie. Tak, czy siak - czego się nie robi dla jedzenia ;)



Maszkarony w wersji: „ekskluzywne delicje szampańskie”

Złota Proporcja Mistrzuni (70 g białek - 170 g cukru pudru - 100 g migdałów) została nieco przeliczona w exelu, bo miałyśmy miej białek. Ostatecznie wyszło... nie pamiętam... Pamiętam tylko, że białek było 60g. Maszkarony były ze skórką pomarańczową i z szafranem, a nadzienie z czekoladą i esencją pomarańczową od Gospodarnej. Niestety, nie jestem tak pilna, jak Buru i nie zrobiłam notatek. Niniejszym – cały przepis zapodam, kiedy Lipka opublikuje go na Szczęściu. Wtedy ja go bezczelnie skopiuję i wrzucę tutaj. Na razie zdjęcia muszą wystarczyć – cóż poradzić ;)


A co na to Lec? ---> ""Że ten, wszystko, co myśli, zapisuje!" Nie wszystko - moi drodzy - nie wszystko."

________________________________________

Edit: 07.03.2010 Przepis za Lipką, szczegóły tutaj

Makaroniki "słoneczne delicje": do makaroników (z ok. 3 bardzo wysuszonych białek przez 5 dni - ok. 66 g) dodana duża szczypta utartego w moździerzu szafranu i ususzona skórka pomarańczy (skórka z 3-4 pomarańczy, starta z nich zesterem, bez albedo, ususzona w piekarniku w 100 stopniach - kilka razy po godzinie, aż wyschła na wiór), a do przełożenia użyta 1 tabliczka roztopionej gorzkiej czekolady z kilkoma kropami ekstraktu (nie zapachu!) z pomarańczy (można też użyć likieru z pomarańczy) i niewielkim chlustem kremówki (lub oleju, jeśli ktoś musi unikać nabiału) tylko tyle by mieć gęstą, ale dającą się przekładać konsystencję. Czekoladę można nakładać albo łyżeczką albo wyciskać z rękawa.


60 komentarzy:

  1. HI hi, właśnie takie pozy przybierasz podczas pstrykania,. Oczkowa! :)))

    Makaroniki wychodząWam śliczne, nie ma co. Mają idealny kształt!

    OdpowiedzUsuń
  2. Eeee! to jeszcze nic - Lipka takie jedno fajne zdjęcie mi zrobiła, jak wyginam kręgosłup, że aż mnie plecy zabolały, jak rzeczone foto zobaczyłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mniej białek? Mniej białek? A mówiłam, ze Ci dam!
    No! To sie pocieszyłam... bo moje dzisiejsze, czekoladowe co prawda, tez mają taką rachityczną falbankę ;)
    Cmok :*

    OdpowiedzUsuń
  4. No rzeczywiście, Mafi - gapa ze mnie! ;) Ale już z Lipką stwierdziłyśmy, że dobrze byłoby upiec babę wielkanocną z obrzydliwej ilości żółtek. A białka wiadomo do czego będą zutylizowane ;) Świat przed maszkaronami chyba nie istniał ;)))

    OdpowiedzUsuń
  5. No, poszalałyście moje Drogie!
    Pozy przy fotach obłędne. Pozdrowienia dla kota. Podjadał Wam? Bo mój lubi ciasto :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba? Na bank NIE!
    Dziś sobie eksperymentowałam... wiesz, pokojowe białka - OK, zimne białka - be. Czekoladowe fajne, zilone inne... itp ;) Krótko mówiąc mam faze na makarony jak smok ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Siostra, coś Ci się kolor włosów do moich siostrzanych podobny zrobił ;) Fajne wygibaski robisz:)
    Tak Cię z tym aparatem widzę jak w "PiKawie" robisz ciachom zdjęcie :) Tylko włoski od słońca jaśniejsze były, nie? ;))

    Ciasteczkiem bym się poczęstowała, bo jeszcze nigdy ich nie jadłam:))

    Ściskam Mała Sis:***

    OdpowiedzUsuń
  8. alez cudne Wam wyszly!!! I_D_E_A_L_N_E!!!!!
    no,prosze-jakie skupienie przy foceniu...a kot....w tym czasie......chrup..chrup....

    OdpowiedzUsuń
  9. Grażka--->niee, Briczka jest raczej z tych bardziej statycznych kotów. Miała wszystko w nosie - spała na parapecie jakby nigdy nic.

    Mafi--->to smoki jadają maszkarony? ;)

    Siostra--->słowo harcerki, że nic z nimi nie robiłam, to zdjęcie, światło, no i lata nie ma - a w lecie one blakną ;)))

    Gosia--->kot był zainteresowany... snem ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Barrrrrrdzo piękne, że tak sobie zawarrrczę z zazdrrrrrości. Też sobie takie ładne upiekę! Za sto lat, rzecz jasna ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiesz... chętnie bym zrobiła podmiankę na ten trupkowo - żurawinowy pasztet,ale... swoją porcję już zjadłam...

    OdpowiedzUsuń
  12. ja to zazdroszczę tych spotkań kulinarnych. I talentu. I chęci. Entuzjazmu. Ech :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Takie poświęcenie, warto! :)
    A makaroników nie komentuję, bo pękam z zazdrości.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oczko, a znacz kogoś/coś kto/co nie jada maszkaronów?;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Rudomi--->no i się wyrównuje, bo ja się nieustannie od jakiegoś czasu zachwycam Marchewką i Ryśkiem ;)

    Moni--->nie pękaj!... bo Cię ominą zdjęcia z kolejnej maskarady ;)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Mafi--->po krótkiej chwili... kto nie zna/nie jadł nadrobi to w krótszym bądź dłuższym odstępie czasu i będzie zastanawiał jak do tej pory funkcjonował bez nich hehe ;))

    OdpowiedzUsuń
  17. Oczęto dokładnie tak, masz rację :)
    Nie pozostaje mi nic innego, w związku z powyższym, jak się udać w objęcia Morfiego :*

    OdpowiedzUsuń
  18. A tak! Niech Ci się przyśnią... maszkarony ;) Słodkich snów! ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Sis , a ja jestem przekorna;) Nie będę ich robić hihihihi;)))

    OdpowiedzUsuń
  20. No serio, mówię Ci:))

    Ps.A włoski CI nie podrosły troszku?;)

    OdpowiedzUsuń
  21. hihihihi:)))))
    Buziol Sis:***

    OdpowiedzUsuń
  22. A propos foty, Siostra - sprawdź gazetkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. O tak, pilne z nas uczennice i jeszcze pilniejsze będziemy jak tą babę wielkanocną przed czasem upieczemy :DDD
    Dzięki Ci Mała za tą zabawę i za późniejszą degustację :) Choć film następnym razem ja wybieram :P

    Buziak cieplutki :*** i masuję Ci kręgosłupik, bo mój aż zapiszczał z bólu jak patrzył na Twój :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja też dziękuję:) A film... no coś Ty! nie był taki zły - nie zakończył się po amerykancku, więc nie był zbyt oczywisty. Gdyby oni... no wiesz - to byłoby za słodko ;) A nam słodycz zdecydowania wystarczyła z maszkaronów, jogurtowego i marsali ;)

    Baba!... tak... :)))

    OdpowiedzUsuń
  25. bingo ;) to efekt wieczoru w rosyjskiej restauracji, gdzie pan z akordeonem usilnie przynaglał nas do wspólnych śpiewów...

    xx

    OdpowiedzUsuń
  26. Uwielbiam tę melodię - kojarzy mi się ze starymi melodramatami :))))

    W ogóle rosyjski cudnie się odnajduje w śpiewie - chóry cerkiewne... można się zakochać :)

    pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  27. Fajnie, ze nie wszystko ;-))) Delicje - delicje. Nóżka ptasia dla Ptasi, boskie. :-)) Całuski :-)))

    OdpowiedzUsuń
  28. Rajt! Bo wyszedłby z tego jeszcze większy bełkot ;))

    cmok, cmok!

    OdpowiedzUsuń
  29. Uważaj, żebym ci paluszka nie włożyła w Oczko. Bo się romnoży ;-)

    OdpowiedzUsuń
  30. Delicje, po prostu. A ja przeczytałam "Delicje Prousta". Taa. Aż dziw, że nie magdalenki:)
    Coraz większą mam ochotę na makaronki:)

    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  31. Gospodarna--->jakąś nerwowość wyczuwam w literkach - jestem pewna, że maskarada ukoiłaby Twoje skołatane nerwy ;)))

    Truflo--->ależ! Magdalenki też... tu widać - palce ;)))

    OdpowiedzUsuń
  32. Pewnie tak, bo nerwowy rocznik jestem. Ale co zrobić skoro się nie mnoży.

    OdpowiedzUsuń
  33. Dlatego warowanie przy piekle, obserwując maszkaronowe spódnice, sprawiłoby, że spłynie na Ciebie zen ;))) Przemyśl to! ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. Taaa rozumiem że Briczkę już zaczarowałaś wiedźmo i mnie już nie kocha?? :)))))
    Nawet za te okruszki czipsów? :(
    A ja się tak starałam :D
    Weźcie się tam nie spotykajcie bo człek zazdrość zżera :P
    Makaroniary Paskudne :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Wymruczała mi do uszka, że tęskni za czipsami ;)))

    Się kuruj Droga Panno, nie mdlej i bystro przyjeżdżaj :)

    cmokam słodko ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Ha, śliczności pomazgroliłyście ;)
    A co do nasennej marsali to może po prostu trzeba ją przyjmować codziennie, o tej samej porze, w coraz większej ilości, bo się organizm przyzwyczaja :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Wiesz Felicjo... chwilowo też miałam takie przemyślenia. Tylko skąd brać takie ilości? ;)))

    OdpowiedzUsuń
  38. Proponuję podjąć próbę nawiązania kontaktów towarzyskich z jakimiś Sycylijczykami :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Pyszny pomysł! Rozpatrzę. Jak Ty ciepło o mnie myślisz ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. No i wreszcie wiem jak Ty robisz te śliczne zdjęcia;))))

    OdpowiedzUsuń
  41. Tak po prostu... sobie pstrykam ;)

    OdpowiedzUsuń
  42. Jakoś tak pod wpływem, odkurzyłam ksiązkę Leca, wczoraj czytałąm, przypominałam sobie te potargańce, które mnie zachwyciły najbardziej wieki temu. Wczoraj jakos przylgnęły do mnie trzy. jedno z nich:
    "W piekle diabeł jest postacią pozytywną" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  43. Taaa, Lec jest genialny w swojej poplątanej, trafnej prostocie ;)

    OdpowiedzUsuń
  44. alez sie u Ciebie oczku zamakaronikowalo i zamaslalowalo zarazem - delicje, oj nie klamiesz :-)

    OdpowiedzUsuń
  45. A to jeszcze nie koniec ;))))

    OdpowiedzUsuń
  46. skadze ja wiedzialam, ze to nie koniec? korespondencyjnie mozna jakos dolaczyc? :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Ciałem, nie tylko duchem, Basia! Bo się obślinisz i tyle z tego ;) Chodź do nas! Marsalą Cię przywitam na Okęciu ;)

    OdpowiedzUsuń
  48. A nie chcecie przyjechac do Wroclawia, jade w niedziele? Zaczyna mi sie rok, co miesiac pare wyjazdow, niestety brak miedzyladowania w Warszawie i jak mi smutno Oczku :-) ale mysl o Tobie z marsala w reku poprawia stan ducha :D

    OdpowiedzUsuń
  49. Ojjj nie! Z żalem, ale niedasie. Trzymam kasę i ciułam - póki co.

    Ale świadomość, że poprawiam stan ducha, unosi mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  50. Mam nadzieje, ze ciulasz kase Oczku na nalewke czekoladowa, co? wiesz jak pachnie - strach pisac :-))

    OdpowiedzUsuń
  51. Aż się boję napisać, że jeszcze nie poczyniłam stosownych kroków ;)

    OdpowiedzUsuń
  52. to chyba Cie wychlostamy, razem z Monika. W najlepszym wypadku zeslemy do Koszelewa na poszukiwanie rdestu :-)

    OdpowiedzUsuń
  53. Błahaha, albo sadzenie tego, co to już rośnie za stodołą ;)))

    OdpowiedzUsuń
  54. Boziu ależ one przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
  55. Byłabyś w większym zachwycie po spróbowaniu ;))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Pozdrawiam
oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...