poniedziałek, 21 lutego 2011

W sieci

Tak w zasadzie nie planowałam się tam wcale wybierać, ale Lipka na fejsbuku napisała, żebym się nie zastanawiała, tylko szła, bo będzie fun, więc poszłam. I generalnie nie żałuję, co najwyżej jakiekolwiek wyrzuty z tego powodu może mieć tylko mój prawy kciuk, bo poniósł podczas tego fun’u krwawą ofiarę na mandolinie.

Zaczęło się od maila, że Makro „zaprasza do udziału w pierwszym spotkaniu z cyklu Warsztatów Kulinarnych dla Blogerów”. Kręciłam początkowo nosem, bo nie chciałabym pisać na bełkotach o konkretnych markach, ale dobra, nawet w naturze wyjątki od reguły bywają.

Ostatecznie było naprawdę zabawnie, całkiem smacznie, choć za mało integrująco, bo czasu na rozmowy z sympatycznymi blogowiczkami jak na lekarstwo (ps. Krokodylu – z tą kawą to ja serio, serio ;)) A było nas całkiem niezłe stadko, bo oprócz Lipki, Princi i Gospodarnej, z którymi nie jedną i nie dwie już kawy wypiłam, ba! nie raz przy stole siedziałam, były jeszcze: Krokodyl, Komarka, Edysia, Amber, Nina, Shinju, Hania Kasia i Lady Aga oraz dwie koleżanki, które mam nadzieję się ujawnią bardziej, czyli Kolcia i Grace :)

Na początku oprócz ekipy, powitał nas jeszcze stół szwedzki: z zupą rybną (całkiem niezła) i cebulową, ceviche, caprese, rybą pod pierzynką, kalmarami, plastrami kurczaka albo indyka nadziewanego szpinakiem z (zdaje się na oko i język) ricottą i desery.


Następnie po odzianiu się w fartuchy nastąpiła lekcja filetowania łososia oraz ogólna wiedza, jak rozpoznawać, kiedy ryba jest świeża. Przy okazji – ryby w Makro najlepiej kupować w yyy.... środę i piątek? (Panie, poprawcie mnie, jeśli byłam złym słuchaczem)

(zdjęcie Oczka ze szklanym okiem oraz z panem Grzegorzem Kazubskim zrobiła Tilia, buziak)
Po dobraniu się w pary (ja z Princi) przeszliśmy do praktyki, pod okiem Grzegorza Kazubskiego, szefa kuchni MAKRO Centrum HoReCa. Porcja z lewej to grlliowany łosoś z jaśminowym ryżem, pomidorową salsą i blanszowanymi warzywami. Druga porcja, to parowany halibut (u mnie z imbirem) z sosem imbirowo-sojowym z puree groszkowym i blanszowaną karotką. Trochę byłam rozczarowana, bo zamiast łososia byłam zapraszana na tuńczyka, ale ponieważ pierwszego wielbię organoleptycznie, to jakoś to przełknęłam bez krztyny posmaku niesmaku.


O! a tak wyglądaliśmy gromadnie. A teraz nasze zdjęcie jest w sieci – zupełnie jak rybki podczas połowu ;)


A co na to Lec?---> „Nie chce mi się wierzyć, że ryby nie wiedziały, co się wokół dzieje. Milczą przecież jak zaklęte.”


ps. jutro też rybka wpłynie na talerz - o 10.00 rano ;)

21 komentarzy:

  1. Ale żałuję... przeszło koło nosa... :(((

    OdpowiedzUsuń
  2. Gutku, a planowałeś? O rany, rodzynka byśmy miały. Buuu, szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  3. było bardzo fajnie, na integrację może będzie czas następnym razem

    OdpowiedzUsuń
  4. Było fajnie, ale za krótko na integrację, potwierdzam. zabrakło mi rozmów przy stole, na koniec. Na początku miałam tremę. :-)
    zdjecia złowionych rybek nie skomentuję. Rybsko.
    :-))

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajna lekcja :)
    Szkoda , że nie mogłam tam być - widzę , że było doborowe towarzystwo :))
    Może następnym razem się uda :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajne spotkanie:))
    Podczas filetowania ryb bym umarła ;)

    Buzia Sis:*

    Ps. Reklamowania konkretnych marek też nie lubię, więc kolejna wspólna rzecz :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zazdroszczę takiego spotkania. Cóż, może kiedyś o do mnie trafi zaproszenie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oczko, oj się działo!
    Fajnie było gotować z Wami po sąsiedzku.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja również dobrze się bawiłam, mam nadzieję, że następnym będzie okazja do porozmawiania trochę dłużej :)

    Zrobiłaś bardzo ładne zdjęcia ze spotkania!

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  10. Pyszna zabawa była :)
    Cmok Cmok Mała :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajnie było, ale też się zgodzę że za mało integracyjnie - będzie wiadomo co poprawić następnym razem ;)

    No i była okazja do skonfrontowania swoich wyobrażeń co do wyglądu tych blogerek, których jeszcze się nie widziało (Ciebie Oczko to całkiem inaczej sobie wyobrażałam czytając Twojego bloga :))) )

    OdpowiedzUsuń
  12. Potwierdzam, najświeższe ryby są w środy i piątki. Bawiłam się świetnie i też żałuję, że nie było czasu by z każdym choć chwilę porozmawiać. Cieszę się Oczko, że jednak się zdecydowałaś przybyć :) Oby do następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Podobają mi się Twoje zdjęcia z warsztatów - nie spodziewabym się, że fotografie ziemniaków czy resztek na talerzu mogą być tak dobre - masz dobrą rękę do zdjęć. Swoją drogą ziemniaki zapiekane były bardzo smaczne - też ich spróbowałam.

    Ja też czuję pewien niedosyt, że za mało było czasu na rozmowy i nie ze wszystkimi uczestniczkami udało mi się zamienić choć parę słów.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Nina--->na to liczę :)

    Krokodillo--->eee! czemu - ładne rybki ;) I nawet głos miały :)

    Abbro--->o! byłoby fajnie :)

    Sisi--->jak to bliźniaczki ;)

    Ag Pe--->a daleko masz do Wawy? Bo na kawę, to i bez zaproszenia makro, by można :)

    Amber--->hyhy! sąsiadko! (nomen omen - bo też mieszkałam w Pia ;))

    Grace--->dziękuję :)

    Lipka--->a jednak dobrze, że mnie namówiłaś :)

    Edyś--->jak?

    Shinju--->środy i piątki, czyli dobrze :)

    Haniu--->dziękuję i do zobaczenia następnym razem :)


    pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  15. Dla mnie do piątku byłaś wysoką brunetką ;)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Uh! to chyba rozczarowałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Te , Oczko, a nie jesteś wysoką brunetką? Z różowymi tipsami jeśli mię pamięc nie myli?
    :)))

    OdpowiedzUsuń
  18. Tipsów sobie nie wyobrażałam, wypraszam sobie ;P

    OdpowiedzUsuń
  19. Moni--->hehe! o to to!!! ;))

    Edyś--->zamaskowałam się ;PP hehe

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Pozdrawiam
oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...