niedziela, 20 marca 2011

Dzień Makaronika

Panie już zdążyły napisać o kolejnym spotkaniu Loży Makaronikowej. Ja zaś z rozmysłem przesunęłam wpis w czasie, gdyż właśnie dzisiaj wypada Dzień Makaronika.
Pan R. powiedział, że powinnyśmy założyć Stowarzyszenie Czarownic Gotujących, bo nie dość, że miewamy zloty, to jeszcze podczas nich albo mieszamy w kociołku, albo wrzucamy coś do piekła – jednym słowem czynimy wielce podejrzane rzeczy ocierające się o czarną magię. No bo jakiś czar musimy rzucać, że z białek powstaje potem coś, co nabiera kształtu, można to śmiało trzymać na dłoni, mało tego - nie ucieka z niej, a i bywa jadalne. Magia i tyle!


Tym razem pod względem liczebności to był największy zlot Czarownic: Krokodyl, Amber, Szellka, Jwsm, Kornik, Princess, Polcia, Felicja, Lo z Mniejszym Czarownikiem zwanym Jantkiem, Ola Kruz, Nina, Lipka z Esem (to oczywiste, bo rzecz miała miejsce w Szczęściu) i ja.
A teraz gotujemy się (sic!) na kolejne mieszanie w kotłach, które już niebawem. To się będzie działo.


Odnośnie tych tutaj makaronów – cytat Tilii:

„Podstawowe proporcje jakie podała mi kiedyś Fellunia i które uważam za najlepsze to: 70 g białek ubite z 35 g cukru pudru, a potem wymieszane z drobno zmieloną mieszanką 100 g migdałów i 135 g cukru pudru. Do tego dodajemy barwniki, dodatki smakowe, ale wszystko w proszku, bo makaroniki nie lubią płynów.

My użyłyśmy trzy razy podwójnej porcji czyli: po 140 g białek + 70 g cukru pudru + 200 g migdałów + 270 g cukru pudru i tak powstały:

- czekoladowe z dużym dodatkiem kakao (dałyśmy 4 czubate łyżeczki, ale to chyba było trochę za dużo, bo mogło to wpłynąć na rozlewanie się masy) - przekładane kremem czekoladowym z dodatkiem wiśni i nalewki wiśniowej oraz znaczną ilością ostrej papryczki.

- kawowe z 2 łyżkami kawy instant, zmielonej wraz z migdałami i cukrem pudrem - przekładane obłędnym kremem karmelowym z solą Lo (który niedługo zagości u niej na blogu)

- różowe - z dodatkiem barwnika różowego (tak ok. 1 łyżeczki, ale dobrze jest dosypywać stopniowo, pamiętając że makaroniki zjaśnieją w czasie pieczenia) - miały być przełożone masą różaną wymieszaną z kremem cukierniczym, ale niestety krem zrobił się za rzadki i przekładałyśmy je kremem maślanym na syropie klonowym (który oryginalnie miał pójść do makaroników cytrusowych). A pozostałe jeszcze na drugi dzień makaroniki różowe przełożyłyśmy z Polą kremem czekoladowo-orzechowym Amber i mmmmmm ależ to był wspaniały smak :) Amber, wielki Ci buziak za ten krem :)

Miały być jeszcze cytrusowe z dodatkiem wysuszonej i zmielonej skórki cytryny, ale na te czasu i sił już nam zabrakło :)”

***


Zlot Czarownic Gotujących (i Dwóch Czarowników) z odłamu Loży Makaronikowej uważam za bardzo udany :)


A co na to Lec?---> "A co by było, gdyby Bóg z żebra Adama zrobił drugiego Adama?"



wtorek, 15 marca 2011

Zupa na stole!

„- Niech mnie pan weźmie ze sobą.
- Po co?
- Nie można czegoś zrobić bez powodu? Ot tak? No dobrze! Będę Kucharzem. Gotuję dobre zupy. Lubisz zupy? (...)
- Jesteś kucharzem?
- Jeśli trzeba – jestem.
- Ale kim jesteś z zawodu?
- Mam ręce, nogi i głowę. One robią, co trzeba.”
*

* „Grek Zorba”, reż. Mihalis Kakogiannis


Ostatnio odezwał się znowu mój zupoholizm. Już od jakiegoś czasu ponownie warzę superanckiego, by następnie potraktować go chłodno pakując do zamrażarki. Dzięki tej okrutności mogę mieć potem zupy ekspresem.


Zupa pierwsza: krem pietruszkowo – serowy (przepis własny)


bulion z kurczaka
korzenie pietruszki
ziemniak
ser pleśniowy niebieski

W bulionie ugotowałam pokrojone: pyrę z pietruszkami. Dodałam zahartowaną śmietanę i następnie wyżyrafinowałam na krem razem z serem. Doprawiłam kolorowym pieprzem.

Dzięki dodatkowi sera zupa wyszła wyrazista w smaku.

***


Zupa druga: serowa (przepis własny)



bulion z kurczaka
serki topione
grzanki z chleba (oblane oliwą i obsypane ostrą papryką)

Nic szczególnego, ot wyżyrafinowane w superanckim serki. Zupa doprawiona pieprzem i podana z grzankami.

Czas przygotowania? Zbliżony do zalania wrzątkiem gorącego kubka, czy innej paskudy, a w smaku nie porównywalnie lepsza.

***


Zupa trzecia: groszkowo – miętowa (przepis własny)


groszek mrożony
ziemniak
duuuuuża garść mięty z krzaka
podprażone na suchej patelni płatki migdałowe

W bulionie gotował się pokrojony ziemniak, w momencie, gdy stawał się już po mału miękki dorzuciłam groszek. Wszystko wyżyrafinowałam z miętą i podałam z płatkami migdałowymi.

***


A co na to Lec?--->”Śliny starczy dłużej na cmokanie niż na plucie z pogardą.”


Przedwiośnie...ijakazupa?IIzaproszenie

sobota, 5 marca 2011

Ta dobra oberżyna

"Pułkownik Cargill, prawa ręka generała Peckema, potężny, rumiany mężczyzna, przed wojną był czujnym, bezwzględnym i energicznym dyrektorem handlowym. Pułkownik Cargill był złym handlowcem. Był tak okropnym handlowcem, że wyrywały go sobie firmy zmuszone ze względów podatkowych wykazać straty. W całym cywilizowanym świecie, od Battery Park do Fulton Street, znano go jako człowieka, na którym można polegać, kiedy chodzi o szybkie obniżenie stopy podatkowej. Jego usługi były drogie, gdyż niepowodzenia są często trudne do osiągnięcia. Musiał zaczynać od szczytu i torować sobie drogę w dół, a kiedy się ma przyjaciół w rządzie, niełatwo jest robić złe interesy. Wymagało to nieraz miesięcy ciężkiej pracy i nieomylnie błędnego planowania. Człowiek dezorganizował, podejmował błędne decyzje, nie doglądał, wszystkie drzwi zostawiał otworem, a kiedy się zdawało, że już zrobił swoje, rząd dawał mu jezioro albo las, albo pole naftowe i psuł całą robotę. Jednak na pułkowniku Cargillu można było polegać. Nawet w tak nie sprzyjających okolicznościach potrafił zrujnować najlepiej prosperujące przedsiębiorstwo. Doszedł do tego własną pracą i swoje niepowodzenia zawdzięczał wyłącznie sobie."*


Czasami odnoszę wrażenie, że co nie zrobię w niektórych sprawach to i tak będzie źle. Z tą jednak różnicą, w odróżnieniu od Pułkownika, że czuję się rozrywana, nie dlatego, że robię źle, tylko dlatego, że nie wiem, co robić, aby było dobrze.

Na szczęście bakłażan wyszedł dobry! :)



Udany zapiekany bakłażan zwany ładnie oberżyną vel gruszką miłosną

2 bakłażany
pół kg mięsa mielonego
zapuszkowane tomaty
czerwona cebula
mozzarella
pasta garam masala (ze słoiczka)
trochę czerwonego wytrawnego wina
sól, pieprz
oliwa

Bakłażany przekroiłam na pół i wydrążyłam, środki i miąższ obsypałam solą, odłożyłam na durszlak i poczekałam aż puści sok, a potem obmyłam wodą.
Na patelni przesmażyłam cebulę i do niej wrzuciłam mięso mielone doprawione pastą garam masala, potem dorzuciłam pomidory i podlałam czerwonym winem, pod koniec dorzuciłam wydrążoną i pokrojoną część bakłażanów. Doprawiłam solą i pieprzem.
Środki bakłażanów nasmarowałam nieco oliwą i włożyłam plasterki mozzarelli, nadziałam zawartością z patelni i wierzch przykryłam kolejnymi plasterkami sera. Piekłam w żaroodpornym naczyniu w 200 stopniach, aż warzywa będą miękkie.




A co na to Lec?---> „Żółw musi być aż tak twardy. Bo jest aż tak miękki.”


* Joseph Heller - "Paragraf 22"


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...