środa, 27 czerwca 2012

Wątróbkowe fantazje. Wątróbka na 3 sposoby

Dla tych, którym wątróbka przechodzi łatwo przez gardło i nawet smakuje - jest polem do popisu. Bo zwyczajna smażona z cebulką, skądinąd smakowita, po pewnym czasie staje się jednak nudna. Dlatego stąd już tylko o krok do poszukiwania nowych smaków.


Wątróbka w sosie musztardowo - śmietanowym (przepis: „Na apetyt? Adamczewski, kalendarz Dilmah 2012, kartka z 31 lipca)

0,5 kg wątróbki kurczęcej (użyłam indyczej)
2 łyżki oleju z pestek winogron (użyłam rzepakowego)
czerwona cebula pokrojona w piórka (mój dodatek)
2 łyżki masła (pominęłam)
ćwierć szklanki śmietany (18%, ilość na oko)
5 łyżek mleka
1 łyżeczka mąki
1 łyżka musztardy (użyłam musztardy z curry)
spora szczypta bazylii i rozmarynu (pominęłam)
sól i pieprz do smaku

Wątróbki oczyściłam, umyłam, wysuszyłam papierowym ręcznikiem i pokroiłam na kawałki. Smażyłam z cebulą na rozgrzanym oleju. W międzyczasie wymieszałam w zimnym mleku mąkę i musztardę i dodałam na patelnię do prawie już gotowej wątróbki. Na koniec dodałam sól, pieprz i śmietanę i trzymałam na ogniu ok 1 minutę ciągle mieszając. Podawałam z domowym chlebem.




Wątróbka w balsamicznym sosie z rabarbarem i konfiturą pomarańczową (źródło: blog Czerwień i błękit; z moimi modyfikacjami)

40 dag wątróbki z kurczaka (indycza)
czerwona cebula pokrojona w piórka
łodyga rabarbaru pokrojona w krążki
łodyga selera naciowego pokrojona w krążki (mój dodatek)
3 łyżki konfitury pomarańczowej ze skórką
szczypta cynamonu
łyżka octu balsamicznego
wrzątek (u mnie bulion warzywny)
sól i pieprz do smaku

Cebulę, rabarbar i seler naciowy usmażyłam z oczyszczoną i pokrojoną wątróbką, podlałam bulionem i dusiłam, pod koniec dodałam konfiturę, cynamon i ocet balsamiczny i redukowałam sos do zgęstnienia. Doprawiłam do smaku solą i pieprzem.



Wątróbka z ogórkami małosolnymi z koperkowymi placuszkami (pomysł własny)

ok 20 dag wątróbki indyczej (drobno pokrojonej)
olej rzepakowy
żółta cebula pokrojona w kostkę
sól i pieprz do smaku
ogórki małosolne pokrojone w kostkę (tutaj przepis)
Wątróbkę usmażyłam klasycznie z cebulą na oleju i połączyłam z ogórkami małosolnymi. Podawałam na koperkowych placuszkach.

Placki koperkowe:

pół szklanki mąki
szklanka płynów (po połowie woda mineralna i mleko)
sól do smaku
jajko
koperek

Wszystkie składniki zmiksowałam na konsystencję jak na ciasto naleśnikowe (tylko gęstsze) i smażyłam z obu stron na rozgrzanym na patelni oleju. Podawałam z wątróbką.




Dodaję do akcji:
,,


środa, 20 czerwca 2012

3 sposoby na smaczne śniadanie. I małosolniaczki

Kiedy budzę się rano do pracy wyglądam mniej więcej tak, jak Pan Kot na zdjęciach. Zieeeewam szeroko, przeciągam się i najchętniej zostałabym w łóżku jeszcze z godzinę dłużej z głową wygodnie ułożoną na miękkiej poduszce.


Ani mi w głowie wtedy jedzenie śniadania. Czynię to dopiero po dotarciu do pracy.
Jak dobrze jednak, że istnieje w tygodniowym rozkładzie coś takiego jak wolne, leniwe weekendy. Wtedy chętnie zasiadam do śniadania z kubkiem mlecznej kawy i omletem lub innymi smakołykami.
Poniżej trzy sposoby na smaczne śniadananie. Natomiast inne moje propozycje na śniadanie, szukajcie pod tagiem "śniadania"


Grzanki z kindziukiem i serem (pomysł Pana R.)

kromki chleba
rozbełtane jajka
mleko (bardzo mała ilość)
przyprawa do grzanek (mieszanka złożona z: czosnku, koperku, natki pietruszki, tymianku, pasternaku, gorczycy i czarnego pieprzu)
kindziuk w plasterkach
żółty ser w plasterkach (rolada ustrzycka)

W roztrzepane widelcem całych jajkach, wmieszana została przyprawa do grzanek i dolana odrobina mleka. W takiej mieszance zostały obtaczane kromki chleba i smażone na patelni z rozgrzanym olejem. Podsmażona jedna strona kromek została przewrócona do góry, na to zostały nałożone plastry sera i kindziuka, a patelnia została przykryta przykrywką. Grzanki gotowe są, kiedy uznamy, że stopień przyrumienia grzanek jest już dla nas odpowiedni.


Libański humus z ciecierzycy z ziołami (źródło: Onet.Kobieta – tutaj znajduje się filmik naprzygotowanie humusu)

250 g ugotowanej ciecierzycy
2 starte ząbki czosnku
2 dymki (zrezygnowałam)
pół żółtej cebuli pokrojonej w drobną kostkę
natka pietruszki i świeża kolendra
świeże chili
podprażony na patelni kmin rzymski
sól, pieprz do smaku
oliwa

Ugotowaną ciecierzycę (z braku blendera) zmiażdżyłam na papkę (tłuczkiem do ziemniaków). Połączyłam z przyprażonym na patelni i utłuczony w moździerzu kuminem, pokrojoną drobno chili, startym czosnkiem, poszatkowanymi ziołami i wymieszałam z taką ilością oliwy, aby masa nie była za sucha. Doprawiłam do smaku solą i pieprzem.


Pieczeń rzymska z oliwkami (źródło: CinCin, przepis Kermidt z moimi modyfikacjami)

¾ kg mielonego mięsa wieprzowego
jajko
cebula pokrojona w drobną kostkę
olej
ok ½ szklanki bułki tartej
mielony imbir, kardamon i gałka muszkatołowa
wrzątek
całe zielone i czarne oliwki (odsączone z zalewy)

Na oleju zeszkliłam cebulę i jeszcze ciepłą połączyłam z mięsem mielonym, dodałam surowe jajko, przyprawy (oprócz soli), bułkę tartą i wrzątek. Wymieszałam na jednolitą masę (konsystencja ma być jak na kotlety mielone). Dodałam całe oliwki, posoliłam mięso i wyłożyłam w keksówce posmarowanej masłem i obsypanej bułką tartą. Dno napełnionej keksówki uderzyłam kilka razy o blat.
Pieczeń piekłam ok 1 godz. w temp. 170 stopni. Upieczoną kroiłam na plastry i układałam na kanapkach. Podawałam z ogórkami małosolnymi i paprykową musztardą.


Ogórki małosolne (przepis z zeszytu)

2 kg ogórków
„zestaw do kiszenia”: liście i korzeń chrzany, koper, czosnek (przekrojone na pół główki czosnku), liście wiśni i czarnej porzeczki
przegotowana lekko ostudzona woda
sól (1 kopiasta łyżka na 1 litr wody)

Ogórki i „zestaw” myję i układam w dużym 5 litrowym słoju warstwami: liść chrzanu, ogórki, „zestaw”. Liść układam też w słoju na sam wierzch. Zalewam wszystko lekko ostudzoną i posoloną wodą, przykrywam talerzykiem, obciążam (np. słoikiem wypełnionym wodą) i czekam. Po ok 2-3 dniach ogórki są już gotowe do jedzenia. Jeżeli chcę, aby były bardziej ukiszone, trzymam je dłużej. Z ogórków „5 dniowych” można ugotować fantastyczną w smaku zupę ogórkową.



czwartek, 14 czerwca 2012

Indyjsko - polska bonanza. Marchwianka z soczewicą

Dzisiaj jeszcze jedna zupa z aromatem kuminu i kolendry. Tym razem w towarzystwie kurkumy, młodej marchewki, czerwonej soczewicy i pomidorów. To kolejna zupa z niezawodnej jak dotychczas książki „Dania niskotłuszczowe”. Zupa była całkiem niezła, choć chyba ciut przesadziłam w niej z kurkumą (Pola powiedziała, że absolutnie nie, ale może to było tak tylko przez grzeczność ;)). 

Tak sobie myślę, że gdyby tę zupę bardziej podkręcić na ostro chili (tym razem nie mogłam, bo zupę miały spożywać też osoby z wrzodami żołądka), a zamiast jogurtu naturalnego wlać mleczko kokosowe smakowałaby idealnie. Tak czy siak, dajcie jej najlepiej jeden dzień na przegryzienie – bardzo zyskuje.

Kubek, który widzicie na zdjęciu to jeden z fantów, z którym wróciłam do domu z aukcji charytatywnej dla Fundacji JoKot, odbywającej się na 3. urodzinach Rudomi. Sami przyznacie, że z uwagi na rude futra Ryśka i Marchewki, zupa z karotką pasuje do kubka idealnie ;)



Marchwianka z soczewicą (źródło: „Dania niskotłuszczowe – najlepsze przepisy z całego świata”, wyd. Parragon, s. 71)

(podaję proporcje z książki, ja robiłam na oko)

125 g czerwonej soczewicy
1,2 l bulionu warzywnego
30 g ghee (oliwa)
350 g pokrojonej w plasterki młodej marchewki
2 posiekane w kostkę cebule (użyłam czerwonej)
250 g pomidorów z puszki z zalewą
2 starte ząbki czosnku
po 1 łyżeczce kminu rzymskiego i kolendry (roztarte w moździerzu)
1 świeża zielona papryczka chili lub 1 łyżeczka pasty chili (użyłam pieprzu kajeńskiego i ostrej wędzonej papryczki z Esplette)
1 łyżeczka kurkumy
300 ml chudego mleka (użyłam jogurtu naturalnego)
świeża kolendra

Na oliwie podsmażyłam mieszając cebulę z marchewką i przyprawami, dodałam czerwoną soczewicę, a po chwili pomidory z puszki i starty czosnek. Zalałam bulionem i gotowałam do miękkości marchewki i soczewicy. Połowę zupy zmiksowałam, połączyłam z jogurtem naturalnym i całość wymieszałam z pozostałą częścią zupy. Podawałam ze świeżą kolendrą.




Zupę dodaję do akcji:




niedziela, 10 czerwca 2012

Indyjsko - polska bonanza. Indyjska zupa kartoflana


Dzień Pana Kota wygląda bardzo pracowicie. Przede wszystkim sen, dużo, bardzo dużo snu. Oprócz tego opróżnianie misek z jedzeniem, kilkukrotna toaleta, trochę zabawy, wielokrotny obchód mieszkania oraz monitoring ogrodu ze stanowiska na parapecie. I jakby dodać do tego jeszcze bardzo pracochłonne wylegiwanie się na kolanach domowników i odbieranie całodziennej porcji głasków, to w sumie składa się to wszystko na ogromnie zajmujący dzień. Nic dziwnego – wracając do punktu wyjścia – że Pan Kot potrzebuje dużo, bardzo dużo snu ;)




A ja pomiędzy jednym, a drugim trzymaniem kota na kolanach i głaskaniem po grzbiecie, gotuję bardzo szybką i aromatyczną zupę – jedną z tych, z tygodniowego przeglądu lodówki. Tym razem, przepis nie z głowy, ale z niezawodnej jak do tej pory, książki „Dania niskotłuszczowe – najlepsze przepisy z całego świata”. Polecam zarówno zupę, jak i wspomnianą książkę.



Indyjska zupa kartoflana (źródło: „Dania niskotłuszczowe – najlepsze przepisy z całego świata”, wyd. Parragon, s. 67)

(podaję proporcje z książki, ja robiłam na oko)

2 łyżki oleju (rzepakowy)
225 g pokrojonych w kostkę mącznych ziemniaków
1 duża posiekana cebula (żółta, pokrojona w drobną kostkę)
2 starte ząbki czosnku
po 1 łyżeczce: garam masali, mielonej kolendry i kminu rzymskiego (2 ostatnie rozbiłam w moździerzu)
papryczka chili (zastąpiłam piri piri ze słoiczka)
sproszkowana wędzona papryczka z Esplette (mój dodatek)
900 ml bulionu warzywnego
100 g zielonego groszku (przepis podawał groszek z puszki, ale polecam groszek mrożony)
4 łyżki jogurtu naturalnego
świeża kolendra (zastąpiłam miętą)
pieprz do smaku

Rozmroziłam bulion. Na oleju podsmażyłam surowe ziemniaki z cebulą. Dodałam przyprawy i czosnek. Podsmażałam jeszcze ok. 1 minutę, zalałam bulionem, dodałam posiekane papryczki i gotowałam na małym ogniu, aż ziemniaki zaczęły się rozpadać. Pod koniec dodałam opłukany, mrożony groszek oraz wędzoną papryczkę z Esplette i gotowałam ok. 5 minut. Wyłączyłam gaz, dodałam jogurt, doprawiłam świeżo zmielonym kolorowym pieprzem. Podawałam ze świeżo siekaną miętą (z braku kolendry).



Zupę dodaję do akcji:

czwartek, 7 czerwca 2012

Rabarbar i truskawki. Crumble na dwa sposoby.

Crumble jest jednym z prostszych deserów, w którym można wykorzystać sezonowe owoce. Wystarczy masło, mąka i cukier – z których robi się kruszonkę (można podrasować ją pokruszonymi płatkami migdałowymi, wiórkami kokosowymi, albo podlać niewielką ilością alkoholu).
Kruszonka może być tylko na wierzchu, może być zmieszana z owocami (ja robiłam w ten sposób), może być jej mniej lub więcej. A do crumble doskonale pasują lody waniliowe lub jogurt naturalny.
Z tym jogurtem trzeba tylko uważać, żeby w trakcie robienia zdjęć, aby kot, który kręci się tuż obok nieopatrznie nie włożył do niego swojego różowego, szorstkiego jęzora ;)



Crumble z truskawkami (źródło: swobodny miks własny z przepisów znalezionych w internecie)

masło
mąka
cukier brązowy
wiórki kokosowe
truskawki pokrojone na połówki
jogurt naturalny

Z czterech pierwszych składników zrobiłam kruszonkę, połączyłam ją z owocami, wyłożyłam do wysmarowanego masłem naczynia do zapiekania i zapiekałam ok 20 minut w 200 stopniach. Podawałam z jogurtem.




Crumble z rabarbarem (źródło: jw.)

masło
mąka
cukier biały i brązowy
rabarbar pokrojony w grubsze plasterki

Z trzech pierwszych składników zrobiłam kruszonkę, połączyłam ją z obtoczonym w cukrze rabarbarem, wyłożyłam do wysmarowanego masłem naczynia do zapiekania i zapiekałam ok 20 minut w 200 stopniach. Podawałam z jogurtem.



Dodaję do akcji:

,

wtorek, 5 czerwca 2012

Wątróbkowe fantazje. Zupa - krem z wątróbki z grzankami i koperkiem

„Żyło mu się w tym domu całkiem wygodnie. Wszystko odbywało się regularnie, zgodnie z codzienną rutyną, a tę (…) cenił nade wszystko. Ubolewał nad wszelkimi jej zakłóceniami – które szczęśliwie zdarzały się nieczęsto – jak spóźnione posiłki, niepotrzebne hałasy, obce osoby w domu lub wątróbka w inne dni niż niedziela. Zawsze w niedzielę jadał wątróbkę.”*
*Lilian Jackson Braun - „Kot, który wiedział”


Od niedawna w naszym domu wątróbkę trzeba dzielić na dwie, zamiast jedną porcję. Już nie jestem jedynym wątróbkożercą, bo towarzystwa w konsumpcji dotrzymuje mi Pan Kot, który w odróżnieniu od Pana R., nie tylko się nie wzdryga na myśl o rzeczonej, ale wręcz przeciwnie – talerzyk wylizuje do czysta. Dla niego pokrojona surowa, dla mnie ta - wymagająca nieco więcej zachodu w przygotowaniu.

Na dobry początek – zupa. Ci z Was, którzy lubią wątróbkę zapewne zrozumieją mój zachwyt nad tym daniem, bo jest naprawdę pyszne. Dodam jeszcze, że jest bardzo ekonomiczne dla portfela: bulion z włoszczyzny, grzanki z chleba, świeży koperek i ona – wątróbka. Mniam!



Zupa – krem z wątróbki z grzankami i koperkiem (źródło: „Jesień/Zima – książka przygotowana przez zespół magazynu Kuchnia”, s. 36)

olej rzepakowy
żółta cebula pokrojona w kostkę
oczyszczona i pokrojona wątróbka indycza
rozmrożony bulion warzywny
grzanki z lekko czerstwego chleba
świeży koperek
sól i pieprz do smaku

Na rozgrzanym oleju zeszkliłam cebulkę, dodałam wątróbkę i po chwili zalałam rozmrożonym bulionem. Gotowałam do miękkości podrobów. Doprawiłam do smaku solą i pieprzem. Zmiksowałam na niezbyt gęsty krem. Na suchej patelni podprażyłam na grzanki pokrojoną w kostkę kromkę chleba. Grzanki i koperek dodałam do zupy.


A tutaj znajdziecie inne propozycje z wątróbką.

Zupę dodaję do akcji:

 

niedziela, 3 czerwca 2012

Cynamonowe Marchewki, Szafranowe Ryśki i bardzo kocie urodziny Rudomi.pl

Na kocich urodzinach dotychczas jeszcze nie bywałam. Taki stan utrzymał się do wczoraj. Ok godz. 17-ej pojawiłam się w Klubokawiarni Towarzyska na Zwycięzców, aby wspólnie - chyba mogę to tak określić – z innymi kociarzami świętować 3 urodziny Rudomi.pl.


Spotkanie było przyjemnie i pożyteczne jednocześnie. Oprócz miłego towarzystwa, zjedzenia kociego torta, który przygotowała dla nas Zawszepolka*, odbyła się również aukcja dla kociaków z Fundacji JoKot. Dziewczyny z fundacji pojawiły się na chwilę osobiście. Jak możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu – Prezes Joasia, nie dość, że przyprowadziła tricolorkę, to sama pojawiła się w bardzo stosownym do okazji „makijażu” ;)


Na chwilę wpadła również sama Marchewka. Wprawdzie była bez Ryśka, ale bardzo spokojnie i z gracją pozowała do zdjęć oraz pozwalała się miziać po swoim rudym i przyjemnie futerkowym grzbiecie.


Ja sama z urodzin przywiozłam do domu nabyte na aukcji: okolicznościowy, rudy kubek i koci zegarek. Niebawem pochwalę się tymi fantami. Choć nie ukrywam – największą radość sprawiła mi wygrana przyszłej sesji fotograficznej z Panem Kotem, którą kiedyś będzie wykonywała dla nas Futrografia :)

Chwalę się również, że sama przyłożyłam łapę do urodzinowej aukcji. Upiekłam na ten cel dwa rodzaje ciastek. Szafranowe Ryśki z przepisu Notme w kształcie niedawnych angielskich herbatników i Cynamonowe Marchewki.
Upieczone, ale jeszcze nie spakowane ciastka musiałam objąć monitoringiem, bo niebezpiecznie blisko kręcił się koło nich Pan Kot, którego futrzasta łapa sprawiała wrażenie, że w stosunku do rzeczonych ma pewne niecne zamiary. Stróżem byłam dobrym i tym samym nienaruszone ciastka dotarły szczęśliwie na urodzinową aukcję. Poniżej przepis na cynamonowe marchewki.



Cynamonowe Marchewki (źródło: przepis na ciasteczka marchewkowe z Palce Lizać nr 36(40) z 26.09.2011 r., s.22)

ok 2 szklanki mąki pszennej (w zależności od tego jak bardzo wilgotne będzie ciasto, proponuję wsypać najpierw 1 szklankę, a potem dosypywać w miarę potrzeby)
1 łyżeczka cynamonu
½ łyżeczki sody oczyszczonej
½ łyżeczki soli
110 g miękkiego masła
ok ½ szklanki cukru brązowego (przepis podaje po 1/3 szklanki cukru białego i brązowego)
1 duże jajko
2 średnie, starte na dużych oczkach marchewki)
(przepis poleca dodać jeszcze: rodzynki, orzechy włoskie lub pecan i laskę wanilii – ale te składniki pominęłam)

Suche składniki wymieszałam w misce. W osobnej misce mikserem ubiłam masło z cukrem, dodałam jajko i mieszałam do jednolitej masy. Dodałam startą marchewkę, a następnie suche składniki. Z ciasta robiłam małe kulki i spłaszczałam na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Ważne aby zostawić odstępy, bo ciastka trochę idą w górę i nieco też się rozlewają na boki.
Piekłam ok 12-15 minut w 170 stopniach.



*Droga E., tylko dlatego, że dobre maniery wzięły górę nad moim łakomstwem – nie pokusiłam się już o trzeci kawałek ;))


piątek, 1 czerwca 2012

Orientalna zupa - krem z marchewki z kuminem. I zaproszenie na urodziny Rudomi

Jak przystało na pełnoprawną kociarę, która ma kota na punkcie kota i osobiste futro pałętające się po domu, oczywistym jest, że i tematyka w związku z powyższym bardziej niż dotychczas jest w sferze moich zainteresowań. Tym samym: produkuję tabelki,w których porównuję składy karm, przesiaduję na kocich forach, skaczę po kociarskich blogach i marnotrawię pieniądze w sklepach zoologicznych. Tak właśnie – kot wprowadził małą rewolucję. Nawet Pan R. zaczął się tak jakby nieśmiało skarżyć, że oto spadła właśnie jego pozycja w stadzie.
Nie dziwi wobec wszystkiego, co powyżej, że wybieram się na… kociarskie urodziny ;) Tak, dokładnie tak! Otóż Rudomi – blog o Ryśku i Marchewce obchodzi właśnie swoje trzecie urodziny. Będzie ciekawie, bo to nie będzie zwyczajne krojenie torta, ale również aukcja rękodzieła, z której dochód trafi na rzecz Fundacji JoKot. Można będzie wylicytować włóczkokoty, fochatki i inne cuda. Również moje kocie ciastka. Więcej szczegółów na stronie rudomi.pl. Jedno mogę stwierdzić już teraz – będzie się działo. Swoją drogą, Wy też, jeżeli tylko macie na to ochotę, możecie przyjść na urodziny, a nawet wylicytować coś, co wpadnie Wam w oko. Impreza już jutro po południu w Towarzyskiej na ul. Zwycięzców w Warszawie - startujemy o godz. 16.00. Więcej szczegółów u Ryśka i Marchewki.




A skoro o marchewce mowa. Pora ku temu najlepsza, aby jeść ją młodą. Marzy mi się karotka z groszkiem, ale póki co - zupa. Pachnąca przyprawami, kremowa, pyszna. Aromat kuminu wymieszany ze smakiem młodej marchewki i podkręcony ostrą wędzoną papryczką z Esplette stworzyły bardzo udaną kompozycję. Polecam :)




Orientalna zupa - krem marchewkowy z kuminem (źródło: „Dania niskotłuszczowe z całego świata”, wyd. Parragon, s. 64)

rozmrożony bulion warzywny
olej słonecznikowy
czerwona cebula pokrojona w kostkę
marchewka pokrojona w plasterki
seler naciowy pokrojony w grubsze plasterki
młody ziemniak pokrojony w kostkę
starty ząbek czosnku
kumin
wędzona papryczka z Esplette (mój dodatek)
liść laurowy
odrobina koncentratu pomidorowego
mleko (zamieniłam na jogurt)
sól, pieprz do smaku

Na suchej patelni przyprażyłam kumin i roztarłam na proszek w moździerzu. Na patelnię wlałam olej, wrzuciłam cebulę, a po minucie marchewkę, seler, ziemniaka i starty ząbek czosnku. Przemieszałam, a po chwili wmieszałam roztarty kumin. Warzywa podsmażałam 5 minut, następnie zalałam bulionem, dodałam liście laurowe i odrobinę koncentratu pomidorowego. Gotowałam do miękkości warzyw. Doprawiłam do smaku wędzoną papryczką, solą i pieprzem i gotowałam jeszcze 2 minuty. Zdjęłam z gazu, wyłowiłam liście laurowe, odrobiną zupy zahartowałam jogurt i wymieszałam z pozostałą zupą. Zmiksowałam na krem.





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...