niedziela, 28 kwietnia 2013

Szynka tandoori z pęczakiem i sałatą curry


Po przetestowaniu Tikka masali i Kormy przyszedł czas na kolejny słoik. Tym razem była to Pasta Tandoori i ponownie to było moje pierwsze podejście do smaku. Nie znam się za bardzo na kuchni indyjskiej, aczkolwiek bardzo lubię jej smaki i aromaty. Wczoraj na ten przykład zjedliśmy porządny i pyszny obiad w Ganeshu przy Wilczej. Było smacznie, aromatycznie, ostro – wyszliśmy najedzeni i zadowoleni. 

Ale wracając do słoika - z jego zawartością powstał „obiad fusion” polsko - indyjski ;) Zamiast kurczaka była świnia. Kupiliśmy 1,5 kilo szynki do pieczenia na kanapki. Odcięłam z niej pół kilo, zamarynowałam, a potem piekłam (a ściślej mówiąc dusiłam – bo sosu było więcej niż mięsa) w piekarniku. Podawałam z kaszą pęczak i sałatą w śmietanie z dodatkiem curry. 

I jak? Dla mnie sos był za słony - smak generalnie byłby do przyjęcia, gdyby nie sól. Chyba moje kubki są przeczulone, bo Panu R. smakowało. Jednakowoż oboje stwierdziliśmy, że Patak’s w odróżnieniu od Blue Dragona raczej nie pokusimy się kupić w sklepie. Smak jest, ale nie na tyle nam odpowiadający, aby wrócić do indyjskiej serii.


Szynka tandoori z pęczakiem i sałatą curry (pomysł własny)

szynka wieprzowa pokrojona w nieduże kawałki
Pasta Tandoori Patak’s 
jogurt naturalny 
kasza pęczak 
sałata 
śmietana 18% 
sproszkowane curry

Pokrojoną szynkę obtoczyłam w paście tandoori oraz jogurcie naturalnym i marynowałam przez noc w lodówce. Następnie piekłam w piekarniku. Podawałam z ugotowaną kaszą pęczak i sałatą wymieszaną z śmietanie z curry.



czwartek, 11 kwietnia 2013

Szara eminencja zachwytu. Okazyjnie


"A jeśli mnie oswoisz, będziemy siebie nawzajem potrzebować. 
Ja stanę się dla ciebie jedynym na świecie."
(Antoine de Saint-Exupéry - "Mały Książę)

Dokładnie rok temu przywieźliśmy do domu miauczący kontenerek.
Kot, który się z niego wyłonił spędził najpierw pół dnia pod wanną, a potem z łazienki, szybko przemknął cichcem do drugiego pokoju i schował się w szafie. Odwagi nabrał dopiero, kiedy w domu zrobiło się cicho i ciemno. Zaczął wtedy wydeptywać ścieżki, zwiedzać nieznane kąty i wąchać nieznaną dłoń, której właścicielka udawała, że śpi.

A teraz? Trudno mi sobie wyobrazić, że go kiedyś nie było. Lubię, kiedy mnie wita  w przedpokoju, po moim powrocie do domu, kiedy asystuje mi w kuchni, siedząc na parapecie, albo na lodówce. Kiedy próbuje ukraść mi mięso, które właśnie kroję i kiedy włazi na kolana, w chwili, gdy akurat mam na nich laptopa. Nie męczą mnie miauki o miskę z samego rana i nie złoszczą zadrapania na rękach. Uwielbiam codzienne wieczorne chwile, kiedy przychodzi się wtulić i drzemać, cicho pomrukując i rozczapierzając łapki. Lubię patrzeć jak śpi, zwinięty w kulkę lub rozciągnięty jak litera S, lubię zapach jego futerka i głaskać go po brzuchu. I chociaż z natury jestem małomówna, to do niego, zwłaszcza, kiedy jesteśmy sami w domu – gadam jak najęta. 
Pan Kot, Aleks, Tinek – nasz pełnoprawny członek rodziny.









Autorem zdjęć jest Maciej Stefański, bliżej znany jako O. z Rudomi i Futrografii, zwykle fotografujący rudych Ryśka i Marchewkę.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...