sobota, 22 lutego 2014

Weekendowe śniadania: owsianki, placki jogurtowo - cytrynowe z kaszą manną i grzanki z pomarańczową konfiturą, lazurem i orzechami


Odkąd polubiłam się z owsianką, zaczynam doceniać śniadania – nie tylko w weekendy. Chociaż weekendowe lubię jednak najbardziej i nie mam tu tylko na myśli omletów, ale czas. Robię śniadanie nieśpiesznie (albo je dostaję od Pana R.) i tak samo je zjadam - przy stole w szlafroku, czy jeszcze wylegując się w łóżku. A do tego świeżo zaparzona kawa przez Pana R.

Bo w tygodniu bywa różnie, albo owsianka zjedzona między ubieraniem się, a myciem, albo kanapki przy pracowym biurku. W weekendy jest większa dowolność. A poza tym, dni wolne od pracy trzeba celebrować ;)


Na początek owsianki. Tutaj kombinuję, coś dodaję, coś odejmuję. Najczęściej robię na mleku z płatków owsianych, ale zdarzają się też mieszańce: mleko z wodą, owsiane z orkiszowymi, żytnimi, czy jęczmiennymi. Dodatki, to też inna sprawa: banany, rodzynki, suszone śliwki, starte jabłko, czekolada, owoce goji i oczywiście przyprawy. 
Owsianka po lewej jest na mleku z płatków owsianych z rodzynkami, cynamonem i gorzką czekoladą (wymieszaną, ale i startą na wierzchu).
Owsianka po prawej też jest na mleku z płatków owsianych i orkiszowych, ale z bananem i przyprawą piernikową.



Jako, że nie lubię smażyć (choć z naleśnikami już się pogodziłam), dlatego placki bywają rzadko. Te tutaj są z książki „Zaskakująca kasz i ryż”, którą wygrałam u Kurczaka.
Przepisy są ciekawe, ale nie zawsze mają trafione proporcje - ciasto czekoladowe z kaszą gryczaną to była porażka, którą nie dało się już uratować.
Placki natomiast wyszły pyszne, a jeszcze lepiej smakowały z moim ulubionym syropem klonowym.



Ten tydzień spędziłam w domu chorując: kaszląc, smarcząc i kichając. Z tej okazji zostałam obdarowana przez Madzię i Sebastiana (dziękuję :)) porcją witamin - pysznymi ekologicznymi pomarańczami moro prosto z Sycylii.


To mi przypomniało o pewnej konfiturze z gorzkich pomarańczy (też od Madzi), z którą zrobiłam sobie kiedyś świetne grzanki (z przepisu Truskawki) na słodko-wytrawnie: z lazurem, orzechami włoskimi i tą konfiturą.



A Wy co lubicie jadać na śniadania? :)


***


Owsianka bananowo - piernikowa (pomysł własny)

garść płatków owsianych i orkiszowych
mleko 3,2%
banan
przyprawa do pierników
cukier brązowy nierafinowany

Garść płatków zalałam w miseczce ciepłą, przegotowaną wodą, przykryłam talerzykiem i zostawiłam na noc. Rano płatki przełożyłam do rondelka (wypiły całą wodę), podlałam mlekiem (tak, aby były nim zakryte płatki) i postawiłam na gazie. Dorzuciłam pokrojonego w półplasterki banana i przyprawę. Gotowałam ok. 5-7 minut na małym ogniu, pod koniec dosłodziłam do smaku cukrem. 



Owsianka czekoladowa z rodzynkami i cynamonem (pomysł własny)

garść płatków owsianych
mleko 3,2%
czekolada (drobno pokrojona i część startej na tarce)
cynamon
rodzynki

Garść płatków z rodzynkami zalałam w miseczce ciepłą, przegotowaną wodą, przykryłam talerzykiem i zostawiłam na noc. Rano płatki przełożyłam do rondelka (wypiły całą wodę), podlałam mlekiem (tak, aby były nim zakryte płatki) i postawiłam na gazie. Dodałam pokrojoną drobno czekoladę i cynamon. Gotowałam ok. 5-7 minut na małym ogniu. W kubku po wierzchu obsypałam startą czekoladą.



Jogurtowo - cytrynowe placki z kaszy manny (źródło: Mariola Białołęcka, "Zaskakująca kasza i ryż", s. 158)
proporcje na 10-12 placków

jogurt grecki (opakowanie 140 g)
45 g kaszy manny
40 g mąki tortowej
1 jajko
2 łyżki brązowego cukru trzcinowego nierafinowanego
sok z połowy cytryny
olej rzepakowy do smażenia
syrop klonowy

Jogurt wymieszałam z kaszą i zostawiłam na 12 minut, aby kasza zmiękła. Ubiłam białka i odstawiłam, a żółtka wraz z cukrem i sokiem z cytryny połączyłam z kaszą i jogurtem. Do wymieszanej masy dodałam mąkę i ubijałam dalej. Na koniec delikatnie połączyłam masę z ubitą pianą białek.  Ciasto nakładałam łyżką na rozgrzany olej i smażyłam na złoto z obu stron. Podawałam z syropem klonowym.



Grzanki z konfiturą pomarańczową, lazurem i orzechami włoskimi (źródło: Ania Truskawka)

oliwa 
konfitura z gorzkich pomarańczy
ser lazur z niebieską pleśnią
orzechy włoskie

Kromki chleba najpierw obsmażyłam z jednej strony na oliwie, następnie przełożyłam na drugą stronę, a na już obsmażonej posmarowałam konfiturę, na to pokruszyłam ser i posypałam orzechami. Trzymałam na ogniu, aż ser się lekko podtopił i grzanki zarumieniły się pod spodem.





środa, 19 lutego 2014

Męskie gotowanie: Kalmary smażone w cieście z sosem majonezowo - śmietanowym z zieloną czubrycą

Nie zawsze w kuchni rządzę ja. Często berło dzierży Pan R. Kilka jego potraw już tutaj uwieczniłam, a ponieważ powstają kolejne i bywają dobre, warto się nad nimi pochylić i zaetykietować. "Męskie gotowanie" brzmi dobrze ;)

Nie spodziewałam się, że na kalmary zareaguję z takim entuzjazmem. Bo tak naprawdę mój stosunek do owoców morza jest jasno określony – na co dzień ich nie jadam, gdyż wychodzę z założenia, że mrożone to już nie to samo, co świeże, które jada się w miejscu ich złowienia, czyli podczas ciepłych wakacji gdzieś poza Polską ;)

Dlatego, kiedy Pan R. z panną Lilianą zapalili się do kalmarowego pomysłu, ja od razu zapowiedziałam, że wobec tego ja na obiad zjem makaron z tofu. I właściwie miałam już się zabierać za jego robienie, kiedy na stół wjechały właśnie te kalmary… No dobra, myślę sobie, mogę jednego spróbować. I spróbowałam: najpierw jednego, potem drugiego, trzeciego, kolejnego… Kalmary smażone w cieście z sosem majonezowo - śmietanowym i z chutneyem z mango były… tak, muszę niestety to przyznać – przepyszne. Jak łatwo się domyślić – makaron już sobie odpuściłam ;)


Kalmary smażone w cieście z sosem majonezowo - śmietanowym z zieloną czubrycą (inspiracja: kotlet.tv ze sporymi zmianami w wykonaniu Pana R.)

230 g kalmarów
0,5 szkl mąki kukurydzianej
3 łyżki mąki pszennej 
1 jajko zerówka
ok. 0,5 szkl mleka 3,2% (wlewać pomału i sprawdzać, czy ciasto ma już konsystencję gęstszą niż na naleśniki - ciasto po obtoczeniu kalmara ma spływać nieznacznie)
sól himalajska do smaku
papryka słodka (wedle uznania)
ognista mieszanka przypraw (pieprz czarny, chili, kolendra, gorczyca biała, czosnek) -  opcjonalnie, aby zaostrzyć nieco smak)

Sos:
2 łyżki śmietany 18%
1,5 łyżki majonezu
sól himalajska  smaku
opcjonalnie: czosnek lub czubryca zielona

chutney z mango był kupny

Rozmrożone, umyte i osuszone ręcznikiem papierowym kalmary założyć na palec jak obrączkę i kręcić w misce, aby się równo obtoczyły w cieście. Nadmiar ciasta strząsnąć o ściankę naczynia i od razu wrzucać na patelnię z rozgrzanym olejem (oleju ma być tyle, aby w połowie mógł się zanurzyć w nim kalmar). Smażyć na złoto z obu stron. Usmażone przełożyć na ręczniki papierowe, aby odsączyć nadmiar tłuszczu. Jeść od razu maczając w sosie.


poniedziałek, 17 lutego 2014

Koty w Dniu Kota


Wszyscy kociarze wiedzą doskonale, że 17. lutego to Światowy Dzień Kota. Dlatego dzisiaj zamiast jedzenia, będą moje koty (nie do jedzenia, tylko do podziwiania ;)) Wszak nazwa bloga zobowiązuje :)

Co lubią jeść? Pewnie sporo rzeczy, gdybym i na to pozwalała. Wiem, że lubią podgryzać tartę i ciastka (jeżeli nie zdążę ich wcześniej schować przed kłami), zanurzać wibrysy w misce po surowym cieście (kiedy się na chwilę odwrócę), zlizywać żółtko ze spodeczka (za moim pozwoleniem) i kraść pazurem surowe mięso (które jeszcze nie zdążyłam zmielić przygotowując im kolejną porcję BARF-a).

Czas na zdjęcia. A jeżeli, oprócz patrzenia, chcecie jeszcze coś o kotach poczytać, to chodźcie na Czytelniczy.



środa, 12 lutego 2014

Zupy zimowe: cebulowa z pecorino i krem korzeniowy z oliwą truflową


Zima to dobry czas na warzywa korzeniowe, cebulowe, kapustne i ziemniaki. Właśnie dlatego powodzeniem cieszy się u nas marchewka, seler, pietruszka, cebula, czosnek, por, brukselka, kiszona kapusta… Dobre składniki na zimową, sycącą zupę. 

W miniony weekend były z tego dwie zupy: cebulowa z lubczykiem i pecorino oraz krem korzeniowy z oliwą truflową. Pierwsza, dzięki duszeniu cebuli była delikatna i lekko słodka, krem natomiast dzięki pecorino i oliwie – wyrazisty. Obie nie są szczególnie odkrywcze, ale szybkie, nieskomplikowane i wyśmienite w smaku. No i czerpią z tego, co aktualnie mamy pod ręką dobrego o tej porze roku.

Przyznam też, że owe zupy, to pretekst do wypróbowania nierafinowanego oleju rzepakowego, który udało mi się ostatnio kupić. Ma piękną złotą barwę i ciekawy aromat – zupełnie inny, niż zwyczajny olej sklepowy. A także do przetestowania  sera pecorino i oliwy aromatyzowanej truflami, które w ładnym, białym koszyku otrzymałam od Malmy



Swoją drogą – liczyłam, że koszykiem zainteresują się koty. Tymczasem Misia postanowiła się tylko ustawić do zdjęcia, a Aleks go tylko obwąchał. Obecnie koszyk nie cieszy się kocim zainteresowaniem, więc chyba jednak zostanie koszykiem zakupowym ;)



Szybka zupa cebulowa z pecorino (pomysł własny)

olej rzepakowy nierafinowany
por pokrojony w półkrążki
kilka główek cebul (żółta, czerwona i cukrowa) pokrojonych w piórka
bulion z kurczaka zagrodowego
lubczyk suszony, liście laurowe
ser pecorino

Rozgrzałam olej i na małym ogniu podduszałam (z niewielką ilością bulionu) przez ok. 15 minut, często mieszając pokrojone cebule i pora. Po tym czasie zalałam bulionem, dodałam lubczyk, liście laurowe i gotowałam zupę jeszcze ok. 15 minut. Rozlałam do miseczek i podawałam ze świeżo startym pecorino. 


Zupa - krem korzeniowy z pecorino i oliwą truflową (pomysł własny)

nierafinowany olej rzepakowy
marchewka pokrojona w talarki
pietruszka pokrojona w talarki
seler pokrojony w kostkę
ziemniak pokrojony w kostkę
por pokrojony w półkrążki
bulion z kurczaka zagrodowego
ser pecorino
pieprz kolorowy świeżo zmielony
oliwa truflowa

Rozgrzałam olej i na nim podsmażyłam warzywa, zalałam bulionem i gotowałam do miękkości warzyw. Zestawiłam z ognia, zmiksowałam na krem, połączyłam ze świeżo startym serem i doprawiłam pieprzem. Wlałam do miseczki i podawałam skropioną oliwą truflową.

czwartek, 6 lutego 2014

Krupnik de lux z Atelier Smaku podkręcony suszonymi pomidorami, tofu i innymi dobrami ;)


Do kasz namawiać mnie nie trzeba, bo jestem ich wielką entuzjastką. Do zup tym bardziej. 
Łącząc jedno z drugim mamy krupnik. To też jest to, co bardzo lubię. Swoją drogą krupnik, to moja pierwsza zupa samodzielnie ugotowana jakieś, hmmm 15 lat temu.

Zwykle występuje on u mnie w typowej odmianie zupy jarzynowej z drobną kaszą jęczmienną. Za którymś razem do tego zestawu dodałam jeszcze kawałek drobno pokrojonej kiełbasy (takiej, jak do np. fasolki po bretońsku), a pod koniec jeszcze pokrojonego pomidora i majeranek. Też było super. Ale krupnik dzisiejszy bije wszystkie inne krupniki na głowę. 

Pamiętacie, że lubię filmiki Joli Słomy i Mirka Trymbulaka? No właśnie – w ich serii zimowej królują zupy. Edycja jakby specjalnie dla mnie gotowana ;) A tam pośród zup z soczewicą i ogórkowych – krupnik de lux.
Suszone pomidory, wędzone tofu, masło orzechowe i przyprawy (szczególnie 5 smaków i kminek) kształtują smak, za pożywność odpowiedzialne są głównie: ciecierzyca, kasza gryczana niepalona i ziemniaki. Aromatyczny, pożywny, z przenikającymi się i doskonale dopełniającymi smakami. Taki podkręcony krupnik koniecznie musicie wypróbować.



Podkręcony krupnik Joli Słomy i Mirka Trybulaka (źródło: Atelier Smaku)

bulion z kurczaka zagrodowego (oryginalnie jest woda, ale wyszedł mi taki superancki bulion, że musiałam go wykorzystać ;))
marchewka i pietruszka pokrojone w talarki
seler starty na dużych oczkach
olej rzepakowy
pieprz ziołowy
suszone pomidory (zwykłe, nie z oleju) pokrojone w paski
ziemniaki pokrojone w kostkę
kasza gryczana niepalona
ugotowana wcześniej ciecierzyca
wędzona papryka z Esplette
kminek (oryginalnie mielony, u mnie cały)
przyprawa 5 smaków
tofu wędzone pokrojone w kostkę
sos sojowy ciemny
masło orzechowe (do smaku – ok. 2 łyżki)

Do gotującego się bulionu wrzuciłam marchewkę i pietruszkę. W międzyczasie na oleju poddusiłam seler z pieprzem ziołowym i też dodałam do bulionu. Następnie dodałam pokrojone ziemniaki, suszone pomidory, przepłukaną suchą niepaloną kaszę gryczaną, wędzoną paprykę, kminek i 5 smaków. Kiedy ziemniaki i kasza już dochodziły dodałam ugotowaną ciecierzycę. Na koniec dorzuciłam podsmażone na patelni na oleju rzepakowym z sosem sojowym wędzone tofu. I już na minutę przed wyłączeniem palnika dosmaczałam zupę masłem orzechowym.


poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozwiązanie filmowego konkursu indyjskiego "Smak Curry"

Pan R. stwierdził, że do organizacji konkursu podeszłam zbyt ambitnie, proponując jako zadanie ugotowanie czegoś indyjskiego. Powiedział też, że teraz konkursy, aby zdobyły dużą liczbę odbiorców, to robi się z prostymi pytaniami lub na zbieranie lajków, stąd takie nikłe zainteresowanie tym moim. No cóż, moja strata. Niemniej jednak uważam, że zbieranie lubisiów, to żaden konkurs.

Z tego miejsca dziękuję Ewie, jako jedynej uczestniczce indyjskiego konkursu. 
Ewo, ponieważ chciałbym docenić Twój trud - w związku z tym otrzymujesz zamiast jednej - dwie podwójne wejściówki do kina na film „Smak Curry” :)

A oto konkursowe danie Ewy:


„Dzień dobry, 

jeśli taka zima jak za oknem to nic lepiej nie rozgrzewa niż tarka dal... 
Tak naprawdę nie miałam problemu z wyborem dania ale z przepisem już tak. Poniższy dal to taka moja kompilacja różnych przepisów  bardziej pomidorowy niż kokosowy, z tarką z przypraw (nie zmielonych) ponieważ lubię je rozgryzać , wtedy czuję smaki intensywniej...
Myślę, że ile kucharek tyle rodzajów tych dań.. i o to chodzi, przyznaję, że rozgrzewa (dodałam chili własnego chowu) i przynosi ciepłe uczucia o przyjaciołach (curry - prezent ze Sri Lanki). 

A poniżej mój przepis:

2 łyżki oleju kokosowego
1 łyżka nasion kolendry 
1 łyżka nasion kminu rzymskiego
1 łyżka nasion musztardowca
kilka suszonych liści curry (u mnie ze względu na skruszenie około 1 łyżki)

Rozgrzałam olej, dorzuciłam przyprawy aż do wydobycia ich zapachu i lekkiego poddymienia.
Następnie dodałam pokrojoną w drobną kostkę jedną białą cebulę, podsmażyłam i wsypałam szklankę czerwonej soczewicy. Kiedy soczewica się lekko podsmażyła dodałam puszkę krojonych pomidorów oraz pół puszki mleka kokosowego (200 ml). Wodę dolewałam sukcesywnie (około 2,5 szklanki). W czasie gotowania dorzuciłam strąk suszonej ostrej papryczki chilli, łyżkę mieszanki przypraw curry oraz łyżeczkę kurkumy, posoliłam do smaku (około 1 łyżeczki). Gotowałam około 30 minut do czasu ugotowania soczewicy i ogólnego zgęstnienia.  Podaję dal posypany kilkoma plasterkami świeżej papryczki chilli.  Jako dodatek upiekłam cienki chlebek z ciasta drożdżowego (jak na pizzę) z ziarnami musztardowca chociaż przyznaję, że lubię go zajadać z chlebem ukraińskim. Później pozostaje delektować się zawartością kolejnych miseczek.”



A co dla Was jest najlepszym zimowym rozgrzewaczem?



niedziela, 2 lutego 2014

Naleśniki orkiszowe z kaszą gryczaną, pieczarkami, cebulą, koperkiem i żółtym serem

Jeżeli chodzi o naleśniki, to mogę już stwierdzić, że dochodzę do perfekcji. To udoskonalanie trochę trwało i nierzadko frustrowało. Aż w końcu ustaliłam już swoje proporcje i swoją technikę (szczegóły w przepisie), która sprawia, że nie tylko sprawnie nalewam ciasto na patelnię, ale i naleśniki wychodzą cienkie, żaden nie jest porwany, łatwo się je przerzuca i nie zużywam (o dzięki ci, silikonowy pędzelku) za dużo oleju. Stan idealny ;)

A skoro już wychodzą mi z mąki pszennej, odważyłam się na inne. Najpierw były pszenno-razowe tradycyjne na słodko z białym serem lub dżemem, ale też po meksykańsku z mięsem mielonym wołowo-wieprzowym w pomidorowym sosie z kukurydzą i czerwoną fasolką. 

Wczoraj natomiast usmażyłam furę naleśników z razowej mąki orkiszowej. Najpierw się zawahałam i już już chciałam orkiszową mieszać z pszenną, ale na szczęście w porę wycofałam się z tego pomysłu. Bo naleśniki orkiszowe smakują zdecydowanie lepiej, niż zwyczajne pszenne.



Naleśniki orkiszowe z kaszą gryczaną, pieczarkami, cebulą, koperkiem i żółtym serem (pomysł własny)

Ciasto na naleśniki:
2 jajka zerówki
900 ml płynu (600 ml mleka 3,2 % i 300 ml wody gazowanej)
600 g mąki razowej orkiszowej typ 2000
szczypta soli himalajskiej
olej rzepakowy

Nadzienie:
ugotowana kasza gryczana palona
żółta cebula pokrojona w kostkę
pieczarki drobno pokrojone
olej rzepakowy
starty na tarce żółty ser gouda
koperek
pieprz kolorowy i sól himalajska do smaku

Ciasto:
Najpierw w misce trzepaczką rozbełtuję jajka z częścią mleka, następnie dolewam kolejną część płynu i dodając stopniowo mąkę z solą - mieszam mikserem aż wsypię całą mąkę i wleję cały płyn. Na koniec dodaję 1 łyżkę oleju i mieszam już łyżką. Jeżeli ciasto jest za gęste, wtedy dodaję jeszcze trochę płynu.
Rozgrzaną patelnię smaruję olejem za pomocą silikonowego pędzelka. Dzięki temu na patelni jest minimalna ilość oleju, a mimo to ciasto nie przywiera. Patelnię smaruję olejem co 2-3 placek. Aby wlać ciasto na patelnię, przechylam ją najpierw w lewą stronę i wlewam chochelką ciasto najpierw na tę lewą stronę i kolistym ruchem rozprowadzam ciasto na całej patelni. Usmażoną jedną stronę ciasta przerzucam drewnianą płaską łopatką. Do niedawna przerzucałam je podrzucają do góry, ale z uwagi na chorą prawą rękę, muszę się posiłkować łopatką, co jest równie dobrym rozwiązaniem. Na pewno zaś będzie idealnym rozwiązaniem dla początkujących naleśnikarzy ;)
Usmażone ciasto przerzucam na talerz, a całą usmażoną stertę, aby nie wysychała przykrywam drugim talerzem. Następnie kładłam nadzienie i zawijałam, a następnie podgrzewałam na patelni.


Nadzienie:
Najpierw na oleju podsmażyłam cebulę, następnie dorzuciłam do niej pieczarki i przykryłam patelnię pokrywką, aby pieczarki mogły się poddusić. Po chwili odkryłam pokrywkę, odparowałam płyn, doprawiłam do smaku solą i pieprzem. Wymieszałam z ugotowaną kaszą gryczaną, koperkiem i serem, zawijałam i na chwilę ogrzewałam na suchej patelni, a by ser się lekko rozpuścił. Podawałam natychmiast.


Uwagi:
1. Kiedyś gotowe ciasto przed smażeniem odstawiałam jeszcze na pół godziny do lodówki. Ponieważ jednak nie zauważyłam różnicy między odstanym ciastem, a smażonym od razu – teraz etap lodówki pomijam.
2. Ilość płynu uzależniona jest od rodzaju mąki. Jedna będzie potrzebowała go więcej, inna mniej. Należy go dolewać do ciasta stopniowo.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...