niedziela, 8 czerwca 2014

Agroturystyka. Chata Kasi - Wołowiec w Beskidzie Niskim


Kiedy kilka lat temu poznałam znaczenie terminu „agroturystyka” od razu pomyślałam, że jest to świetny sposób na spędzenie wakacji. Mam tu na myśli nie tylko nocleg w prywatnym domku wczasowym, ale również wszystko to, co jest z domem związane: z ich gospodarzami, kuchnią i atmosferą swojskości.

Wróciliśmy właśnie z Panem R. z cudownego wyjazdu na Łemkowszczyznę w Beskidzie Niskim.
O całym wypadzie napisałam we wpisie na Czytelniczym – zapraszam, bo umieściłam tam też sporo zdjęć z naszego wypadu. Na zachętę powiem, że warto tam się wybrać, bo okolica jest warta odwiedzenia. Na przekór powiedzeniu „cudze chwalicie, swego nie znacie”, warto odkrywać uroki miejsc, jakie znajdują się niedaleko, w granicach naszego kraju.

„Bazą wypadową” dla naszych wędrówek po bliższej i dalszej okolicy Beskidu Niskiego była „Chata Kasi” w Wołowcu - małej wiosce niedaleko Gorlic tuż przy granicy ze Słowacją.


Gospodarstwo prowadzą Kasia i Mirek, polsko-łemkowskie małżeństwo. My trafiliśmy jeszcze na sympatyczną Panią Wiolę, która przejęła obowiązki gospodyni, na krótki czas nieobecności Pani Kasi.

„Chata Kasi” to przytulny, drewniany dom (gospodarz jest cieślą) z duszą i prawdziwym piecem w kuchni. W tym piecu gospodarze pieką chleb z czarnuszką na liściach kapusty. 




Chleb z czarnuszką - moja nowa kulinarna miłość ;)

Liście kapusty oprócz tego, że chronią przed nadmiernym przypieczeniem spodu, nadają bochenkom również aromat. Sam chleb jest przepyszny, a najlepiej smakuje jako kanapka podczas wędrówki na szlaku po pięknej, opuszczonej okolicy.




Dla amatorów sera na śniadaniowym stole stoi również bundz. Polecam również oscypki z owczego mleka (z bacówki w Czarnem). A do picia chabzyna, czyli napój z kwiatów czarnego bzu.


W butelkach zamiast ognistej wody - gotowa już, bezalkoholowa chabzyna

Pani Kasia specjalizuje się w pierogach oraz domowych przetworach, z których szczególnie polecam rydze po cygańsku. Okoliczne lasy w sezonie obfitują w rydze w ilościach nie do przejedzenia.

Wyrób Pani Kasi - rydze po cygańsku

A skoro już jesteśmy przy obfitości – pora na słowo o obiadokolacjach. Jeżeli napiszę, że są: pyszne, domowe i obfite – to będzie kwintesencja tego, co mieliśmy codziennie na talerzu. Bardzo podobało mi się to, że codziennie serwowano zupę. Bo jak wiadomo nie od dziś – zupy uwielbiam.
Był rosół, pomidorowa, krupnik, barszcz biały i kalafiorowa. A do tego drugie danie - codziennie inne i codziennie pyszne. Moim faworytem zostały młode ziemniaki z koperkiem podawane z wieprzowiną i rewelacyjną duszoną kapustą po łódzku z kawałkami mięsa.



Nasze niektóre obiady

Jako początkująca ogrodniczka muszę wspomnieć jeszcze o warzywniku, na który miałam widok z mojego okna w pokoju. Gleba górska w Beskidzie Niskim jest kiepska, bo mało urodzajna i gliniasta, więc ogrodnictwo wymaga więcej zachodu. Ale jak widać, coś się z niej mimo to rodzi.






Do domu wróciłam z wołowieckim prezentem ogrodniczym: miętą i dynią ozdobną do warzywnika oraz kwiatem do ogródka kwiatowego.


Gdybym miała napisać, czego mi tam brakowało, to chyba tylko stałego kociego rezydenta i sezonowego ciasta truskawkowego. Brak zasięgu, a co za tym idzie brak Internetu dla mnie był tylko na plus. Ale warto o tym wspomnieć, jeżeli ktoś nie wyobraża sobie nie być codziennie online.

Nie będę wyolbrzymiać, jeśli ten wyjazd ogłoszę najlepszym wyjazdem wakacyjnym z wszystkich dotychczasowych. I to wcale nie jest na wyrost. Przepiękna, nieodkryta jeszcze przez wielu okolica, z dala od zgiełku i szeroko pojętej cywilizacji. Gorąco polecam wziąć pod rozwagę ten kierunek planując swój wyjazd.

Treść tego napisu nie kłamie :)

A poniżej nasz dzisiejszy domowy obiad: młode ziemniaki z masłem i koperkiem, jajo sadzone i wyrób Pani Kasi, czyli rydze po cygańsku. Pycha! :)


_________________

Gospodarstwo Agroturystyczne „Chata Kasi”, Wołowiec 17;  dojazd z Gorlic DW 997 na Konieczną, następnie w Małastowie zjazd na Pętną. 




15 komentarzy:

  1. No, no - wygląda na to, że mieliście tam niezwykle smakowite, domowe posiłki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Te tereny to jedne z moich ukochanych w Polsce, zresztą podobnie jak Bieszczady. Lubię trochę zapomniane miejsca, bez tłumów i zgiełku. Zazdroszczę wyjazdu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bieszczady są na liście przy planowaniu któryś z kolejnych wypadów :)

      Usuń
  3. Fajne miejsce, chciałam sprawdzić gdzie to dokładnie, ale link nie zadziałał. Ja w tym roku jadę w Góry Słonne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj jeszcze raz, u mnie oba działają, a chata jest warta odwiedzin :)

      Góry Słonne nie są wcale tak daleko od Beskidu Niskiego ;)

      Usuń
  4. to chyba coś u mnie, ile razy nie klikne to wychodzi, że mam się skontaktować z administratorem strony :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzut oka na pierwsze zdjecie, 018-351.... wystarcza by jednoznacznie ulokowac Chate Kasi na mapie :)) A chleb z czarnuszka, to taka nieznana sprawa Oczku? Rzeczywiscie w Beskidzie Niskim calkiem popularny, choc o zlej jakosci "sklepowego" pieczywa slysze tu ostatnio peany i wszyscy pieka wlasny... Fajnei sie czyta, nawet jak sie tu siedzi - pozdrawiam cieplo z BN!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano nieznana ;) Albo inaczej - czarnuszkę znam, lubię, często dodaję (leczo z czarnuszką!), do chleba też miałam pomysł, ale wiesz? - ten chleb Mirka to było prawdziwe zaskoczenie! Nie mogłam się nim nasycić. To pewnie też kwestia tej kapusty i pieczenia w prawdziwym piecu, a nie piekarniku.
      Nawet nie wiesz, jak bardzo Ci zazdroszczę tego BN!

      Buziaki!

      Usuń
  6. O to jest niewatpliwie prawda - prawdziwy piec to jest to!
    Strasznie sie ciesze, ze w BN spedzam prawie cale wajacje, nei umialabym bez niego zyc :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Potwierdzam - wspaniałę´miejsce i jeszcze wspanialsza Kasia.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Pozdrawiam
oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...