środa, 30 grudnia 2009

Mała czarna na nowo odkryta (i odrobina prywaty)


"Poszedłem za nim do maleńkiej kuchni i stanąłem w progu. Salvador położył pistolet na zlewie i dorzucając starych papierów i kartonu, rozpalił ogień pod jedną z fajerek. Wyciągnął słoik kawy i spojrzał na mnie pytająco.
- Nie, dziękuję.
- Uprzedzam, że to jedyna dobra rzecz, jaką posiadam.
- W takim razie poproszę.
Salvador nalał wody z dzbanka do ekspresu, wsypał do niego dwie czubate łyżki kawy i postawił ekspres na ogniu. (...)
- Jak się miewa pani Marlasca?
- Wydaje mi się, że tęskni za panem – zaryzykowałem.
(...) Salvador uśmiechnął się. Był to uśmiech gorzki i czarny jak kawa, która zaczynała bulgotać. Salvador wciągnął jej zapach. (...) Podał mi filiżankę i zlustrował mnie spojrzeniem od stóp do głów."*


Drogą kupna okazyjnie i zupełnie niespodziewanie nabyłam małe kawiarniane cudo. Tak się szczęśliwie złożyło, że było w promocji, więc mikołajka zrobiła sobie prezent :)



Testuję rzeczone ustrojstwo ponad tydzień i bawi mnie to niepomiernie :) Ta cała otoczka, że najpierw szybkim bzykiem w młynku mieli się ziarnka na pył (niczym kawowe: "w proch się obrócisz" ;)), a potem ta cała reszta: dół – woda, środek – pył**, góra – kawa, wersja ostateczna, uprzednio wybulgotana :)

Wszystko pięknie i smacznie - gdyby nie mała drobnostka. Młynek elektryczny zrobił psikusa, wziął się i spalił. Tym samym, po ekscesach odszedł na emeryturę. Przyznać mu trzeba, że zasłużoną, po 24 latach pracy. Tylko co ma powiedzieć o sobie ten staruszek, który pamięta znacznie odleglejsze czasy?




Wracając do małej czarnej - wzięłam sobie do serca rady Dużej Siostry i ostatnio kuchnia zaserwowała kawę piernikową. To proste: do pyłu dorzuciłam przyprawę piernikową, a dalej jak to zwykle leci: gaz, wrzenie, bulgotanie, kawa właściwa. Smakowało idealnie***, nie wspominając o słodkim zapachu. Czułam się jakbym bardziej piła czekoladę, a nie kawę ;) Nie umniejszając tej drugiej – rzecz jasna. Jestem kontenta! :) I chyba lubię kawę ;)



A co na to Lec? ---> "Na początku było Słowo, a na końcu Frazes."


** Carlos Ruiz Zafon - "Gra Anioła"
** i szczypta soli – uwierzyłam, że wzbogaca aromat ;)
*** jeżeli ideał jest możliwy do osiągnięcia
UWAGA! TERAZ PRYWATA! ;)

Dzisiaj mam coś specjalnego dla właśnie urodzinującej się Princi. Ponieważ, Droga Solenizantko lubujesz się w różu (brrr ;)P), specjalnie dla Ciebie – ciasto różowe! A do tego sosik kawowy , bo i czarną też nie gardzisz. Sto lat! (albo więcej), dużo uśmiechu, żadnych kłopotów, mnóstwa kasiorki i spełnienia marzeń :)***



Ciasto różowe:
5 jajc trzeba zamieszać na koglowate zjednoczenie ze szklanicą cukru. Potem dorzucić szklanicę mąki, 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia, 3 czerwone kisielki (primo: smaki można mieszać, byleby wszystkie były pożądanego koloru; secundo: jeżeli są z cukrem, można nieco uszczuplić cukru merdanego z jajcami) i ok. 3/4 szklanki oleju. Zamieszać, zjednoczyć (jeżeli za gęste można dolać nieco wody mineralnej, jest szansa, że ciacho zrobi się puchate) i do piekła na ok. 40 minut w 180 stopniach.

Sosik kawowy: (przepis tutaj, oczko mniej więcej zrobiło z połowy porcji)
Filiżanka kawoszki w towarzystwie (mała zmiana w stosunku do przepisu) solidnej łyżki likieru czekoladowego ogrzała się na gazie w kubku wraz z ćwierci szklanicy cukru. Łyżka mąki ziemniaczanej rozpuściła się w ok. ćwierci szklanicy zimnej wody i chlup do kawy. Ognista chwila sprawia, że sos gęstnieje, a potem już tylko leniwie spływa po różowym :)


15 komentarzy:

  1. wszystkiego najlepszego dla Solenizantki dzisiejszej :*

    a taki drewniany młynek to mam gdzieś w czeluściach piwnicy... zawsze mieliliśmy nim pieprz, teraz został zastąpiony takim co chyba każdy już w domu posiada, od razu mieli do dania...

    Aga uwielbia róźźźowy?! podzielam: brrr... :D ale ciasto ładne, bardzo ładne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To Ci ciekawostka: ciasto z kisielków;-) Fajne i ma barszo ładny kolor.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczko z tym kawowym ustrojstwem uważaj. Jak nie załyżysz filtra to będziesz miała wybuch niekotrolowany - wiem coś o tym. Moja mama już tak chyba z 5 razy zrobiła, ku wielkiemu "zadowoleniu" mojego taty. Super pomysł na szybkie malowanie ścian w kuchni.
    A różowe ciacho pychotka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sliczne a ten sosik kawowy bomba!

    OdpowiedzUsuń
  5. w ucho powinnaś dostać ;p wiesz jak ja nie lubię tego dnia, choć w sumie w tym roku ten dzień jest szczególny dla mnie :)
    dziękuje Słońce za pamięć i różowe ciacho, już je pałaszuję wirtualnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Viri---> ja jak przez mgłę pamiętam, jak mój ś.p. dziadek nim mielił kawę. Misiek pamięta więcej, bo to w końcu starszy brat ;) Nawet z dziadkiem za pacholęcia wspólnie mielił te ziarnka :)
    Domowy antyk, po prostu! ;)

    Andrzej--->nie znaliście? Serio? U mnie w domu od kilku lat się piecze, proste i zawsze wychodzi. Zamiast kisieli, można wciapać budynie - też z torebki, ofkors.

    Mężczyzno--->słusznie! :)

    Migotka--->weź no wtajemnicz bardziej z tymi filtrami, bo powiało grozą... ;) Remontów na razie nie planuję, co najwyżej przeprowadzki.

    Gosia--->wiesz co? nie spodziewałam się, że jedno z drugim tak fantastycznie się smakowo dopełni. A tutaj miła siupryza! :)

    Princi--->nie marudź! urodziny, to urodziny - mają swoje prawa i już!
    Hmmm, wtajemnicz mnie m@upiarsko w tę szczególność...

    OdpowiedzUsuń
  7. kabamaiga ma rację, u nas też ściany były do malowania po wybuchu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Na początek - cudowne ciacho dla Agatki! Pięknie różowe, śliczne :))
    Agatuś - sto lat raz jeszcze!:***

    Kawusia mega pyszna Sis! :) Cieszę się, ze Ci smakuje piernikowa wersja :) Moje ustrojstwo mi służy bardzo dobrze, lubię sobie czasem zaparzyć w nim kawusi, szczególnie z cynamonkiem albo z przyprawą jak wyżej. Choć, muszę przyznać, dawno w tym nie parzyłam jakoś :)

    Ps. Sis, ja nigdy nie zapominam założyć filtra , sie nie martw :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No dobrze, to teraz proszę mówić mi tutaj co i jak z tym filtrem. Gdzie go zakładać i jaki ma być.

    Sis, prześlesz może m@upą zdjęcie z instrukcją? ;)

    Aha! W planach mam kardamonową :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A jutro zrobię sobie kawę piernikową !
    A to niespodziankę Agatce zrobiłaś, różowe spodobało jej się na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Grażka--->to ja też i telepatycznie będziemy sobie siorbać z kubków ;)))

    Princi--->wuaśnie! Dobrze, że nie wybrzydzasz, że na ten przykład mało różu jest w różu ;))P

    OdpowiedzUsuń
  12. Filtr jest częścią ekspresu, więc musisz zakładać WSZYSKITE częsci ot i tyle.
    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku

    OdpowiedzUsuń
  13. Po m@upiarskiej konsultacji z Siostrą już wszystko jasne. Przy okazji doznałam olśnienia, że takie coś, jak filtr moja kawoszka posiada. Mało tego! - nawet razem z uszczelką da się wyciągnąć i w razie potrzeby nawet umyć :))

    Uf! Ulga! ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Pozdrawiam
oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...