niedziela, 11 grudnia 2011

Wpis z marką: warsztaty "Smaki Dziczyzny"

Spotkanie drugie: 3 grudnia "Smaki Dziczyzny" - MAKRO HORECA, Al. Jerozolimskie 184

Sobota w zeszłym tygodniu minęła pod znakiem dziczyzny. A to za sprawą kolejnych warsztatów w centrum HORECA w Makro w Al. Jerozolimskich. Również i w tym przypadku blogerskiego spotkania patronat objął nasz ulubiony Durszlak (tutaj filmik ze spotkania, a tutaj drugi).

W Horeca, śmiem twierdzić, że czuję się już bardzo swojsko, bo jak i w dwóch poprzednich spotkaniach, również i tym razem gotowaliśmy z Panem Grzegorzem Kazubskim i jego zespołem. Natomiast ja z Princess znowu objęłyśmy w posiadanie miejscówkę przy roboczym blacie w pierwszym rzędzie po naszej lewej :) Mam tylko jedno zastrzeżenie co do ostrości noży. Następnym razem chyba przyjdę ze swoim przyniesionym z domu ;)

Pod noże natomiast tym razem trafił dzik, jeleń i sarna. Tym samym powstał pasztet z dzika ze śliwką zawijaną w boczku, filet z jelenia z borowikami zapiekany w cieście francuskim podawany z karmelizowaną cebulą i comber z sarniny z sałatką z marynowanych warzywnych tagliatelle, sosem żurawinowo – chrzanowym i gruszką gotowaną w czerwonym winie.



Spodobał mi się patent na warzywne tagliatelle: pietruszkę, marchewkę i pora kroimy w paski, blanszujemy, a następnie marynujemy w vinegrecie i odstawiamy na trochę do lodówki. Świetna lekka przekąska do mięsa.

Innym dobrym sposobem było pieczenie jelenia w cieście francuskim. Aby ciasto nie chłonęło wilgoci mięsa podczas pieczenia, wystarczy jelenia zawinąć najpierw w usmażonego naleśnika (jak krokieta), a dopiero później w surowe ciasto francuskie.

Między przygotowywaniem dań, a ich pieczeniem mieliśmy oczywiście trochę przerwy i wtedy w całym gronie wraz z Kasią i Marcinem z Durszlaka rozmawialiśmy o tym jak Durszlak powstał, następnie jak się odrodził na nowo oraz jakie jeszcze czekają go w przyszłości zmiany.


Po zakończeniu gotowania zasiedliśmy do wspólnego stołu i konsumowaliśmy to, co podczas warsztatów wyszło spod naszych noży, z garnków, patelni i piekarnika. Gdyby tego było za mało, Makro dzięki swojemu zespołowi kucharzy tradycyjnie już przygotowało jeszcze dla nas szwedzki stół z pierogami z jagodami gotowanymi w śmietanie, pieczonymi ziemniaczkami, rodzajami mięs, zimnych przekąsek i deserów(sernik był przepyszny).



Z dań, które przygotowywaliśmy sami najbardziej smakował mi pasztet z dzika. Jak go zrobić możecie przeczytać u Oli na 2smaki, a wykonanie podczas warsztatów obejrzeć u Pauliny i Michała na Kotlet.tv. Pasztet świetnie smakuje na śniadaniowej kanapce na żytnim chlebie.



Na pożegnanie każdy z uczestników dostał dyplom ukończenia warsztatów i tradycyjnie już prezentową torbę z różnymi dobrami do spożycia (produkty marek, które są do kupienia w hali Makro).


To były kolejne bardzo udane warsztaty. Dziękuję organizatorom i wszystkim obecnym blogerkom, które miałam okazję poznać lub po raz kolejny spotkać.

16 odpowiedzi:

Pyza pisze...

pysznie było i bardzo miło :)

eMajdak (Polka) pisze...

Oczku za wysoko stawiasz poprzeczkę :)))
Na ostatnich zrobiłam tylko ze 2 zdjęcia żarciu :D

kabamaiga pisze...

O tak. Noże tym razem były do bani ;) Ale całą reszta cudo.

zemfiroczka pisze...

Pyzo--->dokładnie tak! :)

Pola--->boś się na butelki zapatrzyła ;P

Kabamaiga--->my się nożem wymieniłyśmy z Panem Piotrem (Piotr? nigdy jakoś nie mogę zapamiętać imienia tego sympatycznego człowieka)
Po wymianie okazało się, że i tamten nóż nie był najlepszy. Wolę moje domowe ;)


pozdrawiam

Monika. L pisze...

Imprezowo się porobiło :) ale jak faaajnie!
Nie żałuj noży. Ostatnio zacięłam się, że do dziś boli ;)

Miłego wieczoru!
M.

Grace pisze...

Chociaż dziczyzna to nie do końca moje smaki, jak się okazało, ale zabawa była przednia! Muszę i ja wreszcie zrobić relację :)

Komarka pisze...

Widzę, że nie tylko ja z relacją z poślizgiem ;)) Fajnie było i pysznie jak zawsze :)

OlaCruz pisze...

Tak, pasztet był super :)
Podoba mi się to zdjęcie z szybą :)

Robert Gutowski "Gutek" pisze...

To tylko w Makro mają tyle ciasta francuskiego żeby jelenia zawinąć... Z dużymi rogami był?

grazyna pisze...

Jak ja Wam zazdroszczę tych spotkań :)

Gospodarna narzeczona pisze...

Oczku złoty, zawsze miło cię widzieć, Choć ja się zasadzam na wspólne pasternakowanie wiosną. A noże tępota owszem.

negresca pisze...

O, to by było coś dla mnie:) Też mi się podoba pomysł na tagliatelle z warzyw:) muszę wypróbować przy okazji, jak tylko minie szał świątecznej, a zwłaszcza przedświątecznej krzątaniny:)

aga-aa pisze...

dzięki Oczko za wspólne kucharzenie :*

paulina pisze...

Zdecydowanie ja też uważam, że pasztet był najlepszy :D

Hania-Kasia pisze...

Oczko, jak zawsze wychwyciłaś swoim obiektywem ciekawe momenty i motywy.

Mnie najbardziej smakował jeleń w cieście francuskim z borowikami.

Pozdrawiam!

zemfiroczka pisze...

Moni--->u nas w domu ostry nóż to podstawa do przygotowania dania :)

Grace--->ja jestem za pasztetem z dzika, kiedyś jeszcze jadłam sarnę i mi smakowała.

Komarko--->oj ostatnio nawet wieczorami mam mało czasu.

Olu--->miejsca było mało, więc przeszłam na drugą stronę ;)

Gutku--->ogromny, drzwiczki od pieca trzeba było popychać kolanem ;)

Grażka--->wiem, wiem - w Pyrlandii też mogliby pomyśleć o blogerach

Gospodarna--->noże tępota, ale Ty miałaś fajna kieckę, zapomniałam Ci powiedzieć :)

Negresco--->tagliatelle warzywne to jak dla mnie hit, widzę go z gotowanym dzwonkiem łososia i sosem musztardowym :)

Princi--->i ja dziękuję moja kulinarna paro ;)

Paulina--->pasztet zyskał chyba najwięcej zwolenników :)

Haniu--->dziękuję, mi w jeleniu podobał się najbardziej ten patent z naleśnikiem :)


pozdrawiam!