środa, 27 stycznia 2010

Dzień Trzeci!

A trzeciego dnia... trzeciego dnia wcale nie było zmartwychwstania, bo dnia drugiego wieczorem dokonało się coś, co do dzisiaj budzi strach w oczach. Wszak, przyznajcie to babulony, w Lipce drzemią mordercze instynkty i gdyby któraś popełniła owego dnia drugiego wieczorem zdjęcia tej pani, niechybnie na zdjęciu trzebaby było domalować czarny pasek na oczach ;)) Ale po kolei.


Na wstępie znieczuliłyśmy się na to bestialstwo dokonywane na 7 – kilowym indyku zwanym Dżordżem, sącząc przez słomkę bacardi z tonikiem i limonką. Potem było nam już wszystko jedno. A Lipka... Lipka najpierw wydepilowała indyka, a potem Es uciął szyję rzeczonemu, a na koniec Lipka wyrwała serce. Jak już zostało wspomniane dwa dni wcześniej – Dżordż stracił przez to resztki drzemiącego w nim romantyzmu. Można by rzec, że dokonała się profanacja zwłok, ale to nawet jeszcze nie koniec, bo potem na noc wylądował w chłodni zatapiając się formalinie zwanej solanką. Biedak! A dnia trzeciego po ziołowej aromatyzacji (pewnie, żeby go już ostatecznie otumanić) został wpakowany do piekła na ponad 4 godziny.


Wyobrażacie to sobie? Horror! Musiałyśmy się znowu znieczulać, tym razem nalewkami Menażera i Buru. W międzyczasie stwierdziłyśmy, że warto jakoś to poświęcenie Dżordża uhonorować i złożyć mu hołd. Skarpetki! Tak, właśnie! To jest to! Tylko jak je popełnić? Google Twoim przyjacielem, więc wybrałyśmy się na poszukiwanie wskazówek w odmętach sieci. Najpierw znalazłyśmy to, ale po chwili stwierdziłyśmy, że to jednak nie jest to, czego szukamy. Dżordż raczej nie miał już głowy do włóczki, więc by się nie przydała. A poza tym, pamiętajmy, on już był w piekle. A tam jest nieco ciepło. Zatem czapka była mu już zbędna. W końcu natrafiłyśmy na dobry trop! Wykonania zadania podjęła się Polka i Buru, nad którymi czuwał mój Menażer – Peggosława Karolowa.


Robotę wykonały wzorowo, Dżordż, gdyby mógł mówić, pewnie wyraził by zachwyt. Ale nie mógł, więc go wyręczyłyśmy. I nie omieszkałyśmy po sesji piekielnej obuć go na biało. A potem taki opalony po solarce i ubrany wjechał na stół w towarzystwie ziemniaczanego purre, żurawiny w trzech wcieleniach (dwa w wykonaniu Gospodarnej) i uwaga! bruksellą z boczkiem i kasztanami. Przyznaję się bez bicia, kapustki były prima sort, moja przyjaźń z nimi weszła na wyższy level. Jestem kontenta.


Dodać mi jeszcze trzeba, że dzień trzeci, był pod wezwaniem dziękczynnym. Wszak to jedyny dzień, kiedy byłyśmy (byliśmy ;)) w pełnym dziesiętnym składzie. Z rana odbyło się powitanie Truskawki, która w mroźny poranek zawitała na Centralnym. Nie obyło się bez czerwonego dywanu, chleba z solą i pieprzem oraz szampanem z truskawkami - te ostatnie wylądowały na głowie ;) (po wykonaniu projektu ;))


Aha! O 2.30 w nocy Dżordż również smakował przednio, zwłaszcza popijany resztką porzeczkówki, a potem czeremchówki i zagryzany bezglutenowymi ciachami Felicji :)

A co na to Lec? --->"„Głowa do góry!” – powiedział kat zarzucając stryczek."

* zdjęcie oczka z kotem autorstwa Lipki

24 komentarze:

  1. noooo,z zapartym tchem poczytalam nastepny odcinek opowiesci ze spotkania na szczycie :) :)
    Fajnie Wam bylo :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hihihi, ale ze mnie Hannibal Lecter :DDD Na szczęście tą trudną rolę miałam z mężem, a i z Wami do duchowej pomocy ... ale z nas mordercza paczka :DDD
    Muszę dodać, że w czasie tego balsamowania popłakałam się ... ze śmiechu :D Gin do tego był nieodzowny :)

    No i skarpety dla nieboszczyka boskie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj tak, ja od czasu tej czarnej mszy poważnie rozważam wegetarianizm :D
    Ale skarpety ofiara dostała cudne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem tak: jak dobrze, że nie jestem głodna.
    Brzmi i wygląda pysznie! Impreza też:)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja dodam ze Dzordz smakowal lepiej w nocy niz wieczorem :D
    A ta porzeczkowka... MNIAM :)
    Oczku Kochanienki ja juz nie robie podsumowania, bos Ty wszystko opisala :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Skarpetki wymiatają :D zdolne bestie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gosia--->fajnie, fajnie! :) I smacznie :)

    Lipka--->mordercza strasznie, mój Lekterku. Tylko Felicja ma terach stracha ;)

    Fela--->no nie żartuj sobie. Ja tu się nawróciłam z zielonego, a Ty co?!

    Trufla--->hihi, robimy smaka, co? ;)

    Pola--->no weeeeź! Co to za dezercja? ;)Napisz cosik. Jesteś to winna Dżordżowi. Tak się biedaczyna poświęcił.
    Aha! Przyznaję - lepszy jest na noc niż na wieczór, zwłaszcza z porzeczkówką! :)

    Monia--->nawet sobie nie wyobrażasz ile śmiechu i trudu nas kosztowało znalezienie tych skarpet ;) Ale Wujek Google stanął na wysokości zadania odpowiednio :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo mi sie ta impreza podoba:)) no moze poza jednym...ze mnie tam nie bylo hehe

    OdpowiedzUsuń
  9. nalewkowa lista wg. Peggosławy Karolowej:

    orzechówka - wykręcała twarz (całą)i pachniała drewnianym tarasem.
    czeremchówka - była niezła, ale myślę, że za rok będzie lepsza.
    porzeczkówka - hicior zlotowy
    pigwówka - na osłodę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Arku--->następnym razem dobra byłaby jakaś hala, bo widzę tłum chętnych ;)))

    Peggosławo--->ja mam swoją:
    orzechówka - bardziej męska, raczej dla odważnych
    czeremchówka i pigwówka - prima sort, przed piciem porzeczkówki w deseczkę
    porzeczkówka - przyznaję laur złotej butelki ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj tak:)
    Nalewki brzmią cudnie, szczególnie pigwówka i porzeczkówka. Zazdroszczę mocnej głowy ja po jednym kieliszku, (słownie: jednym) jestem już "dobra". Ma to i swoje plusy: moje picie jest bardzo ekonomiczne:D

    OdpowiedzUsuń
  12. Aleeeeż! Jaka tam ze mnie mocna głowa, skoro jestem, ekhem "alkoholowo początkująca" ;)) Dżordż nam dobrze zrobił na żołądek i inne przegryzajki pomiędzy - ot i cała tajemnica :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Siostra i brukselki :))
    A z Dżordża to niezły kawał mięcha ;)
    Ściskam Mała:***

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakby był słodki, to bym powiedziała, że niezłe z niego ciacho ;)))

    cmok, cmok!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja się czaję od dawna, żeby upiec indyka w całości... Może skorzystam ze wskazówek. A skarpetki zabójcze :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Lipka za niedługo zapoda przepisik na szczęściu, ale myślę, że w międzyczasie spokojnie możesz zająć się produkcją skarpet ;))

    OdpowiedzUsuń
  17. Matko i córko, po tych wszystkich relacjach, które połknęłam tutaj i u Tili i u Ani Truskawkowej - w głowie się zakręciło. :) Cudna impreza! W takim miłym gronie i z taaaakim jedzeniem! I do tego jeszcze okraszone sesjami foto! Wspaniałości! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Oczko, ja na tej mszy siedziałam zbyt blisko ołtarza :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Małgoś---> a masz ochotę na deser? ;) Będzie jutro ;)

    Felicjo--->zdecydowanie za mało wtedy wypiłaś, znieczulenie widocznie za mało na Ciebie podziałało ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. nice frills! hope you enjoyed them :)

    OdpowiedzUsuń
  21. (:
    Skarpety pierwsza klasa.
    Czytam i czytam te Wasze relacje!:D
    Śmiesznie musiało być na Centralnym
    Pozdro, Oczko!

    OdpowiedzUsuń
  22. Dżordż Dżordż Dżordż... miałam fazę na to imię swego czasu... taki dialog miałam z Tatą... :P

    + cześć Dżordż!
    - cześć Dżordżina!

    głupie wiem, ale śmiesznie było ;D

    skąd się ono wzieło tak właściwie?? :]

    OdpowiedzUsuń
  23. Ola--->na Centralny nie pojechaliśmy, czego żałuję, bo był mróz trzaskający. Truskawkowe powitanie ostatecznie odbyło się w Szczęściu.

    Viri--->Ptasia wymyśliła, po tym jak stwierdziliśmy, że gwóźdź programu powinien mieć swoje imię. Ale tak sobie myślę teraz, że pałki z comfort foodu powinny się wobec tego nazywać lazy chicken ;))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Pozdrawiam
oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...