sobota, 30 stycznia 2010

Pustka w pełni

Jadało się, słodziło, piło też. A potem nastała pustka – w butelkach też ;) Zawartość sięgnęła dna i zostawiła po sobie tylko szkło. Trochę tego było... wina, szampan, gin, rum, whisky i nalewki.


Z win zdecydowanie stawiam na różowe Sutter Home, przyznam smakowało jak... soczek i świetnie podpasowało do przegryzajki, którą były różowe makaroniki. Tak! - na taki róż zdecydowanie nie mam alergii ;))) Zaś rum z tonikiem i limonką doskonale nas znieczulił przed czarną mszą, w której ofiarę serca złożył Dżordż. A Polka serwowała nam niezłe driny z whisky w nocy, kiedy Truskawce nie dałyśmy spać, bo chichotałyśmy. Sory, Ania! ;)



Mieszane uczucia mieliśmy względem wina indyjskiego. Smakowało... dziwnie. Es pokusił się o teorię, że mogło być skwaśniałe. Ale to tylko domysły, zaś korek na pewno nie zawinił w tym... winie. A może ono po prostu tak miało smakować? Może Hindusi celują w dziwnych winach? A może partia z naszą butelką okazała się trefna? Ma ktoś ochotę zrobić drugie podejście? ;)


I jeszcze alkoholowy gwóźdź zlotu: NALEWKI! Dwie od Peggosławy – czeremchówka i pigwówka, dwie od Buru – orzechówka i porzeczkówka. Z Menażerem ustaliśmy już swoje rankingi. Ale jednogłośnie, przez wszystkich laur złotej butelki dostała porzeczkówka. Bardzo smacznie odnajdywała się o każdej porze – nawet z Dżordżem z chłodnicy o 2.30 w nocy ;) Zwłaszcza, że i cały anturaż butelkowy powalił wszystkich na kolana. Nie tylko etykiety były rasowe - nawet banderole Buru skądś wykombinowała - wszystko zgodnie z prawem, akcyza opłacona ;))


A teraz cisza i pusto. Ja też już opuściłam Szczęście. Za to kot... kot nie może spać, siedzi na oknie, wypatruje w okno (niby, że na sroki się gapi ;)), czeka i tęskni. Może kolejny zlocik? ;)



A co na to Lec? ---> "Nie bójcie się, moje myśli są takie malutkie, że będę je i po śmierci rzucał wam na płatkach śniegu spadających z nieba. A w lecie? Namyślę się! Przecież nie umieram jeszcze."

16 komentarzy:

  1. no porzeczkówka wymiatała :)

    a pewnie Poldek zacznie protestować, bo jej wino indyjskie smakowało :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szaleliście jednym słowem:)
    Super kotek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Patrząc na calość... Kot jest The Best.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahahaha! Dziewczyny, tym razem to się uśmiałam! :D Tyle butelczyn w trzy dni? O matko i córko! :D Ten spirytus też był degustowany? :D Hihihihi...:D

    OdpowiedzUsuń
  5. No wiesz, Oczko co ty tu pokazujesz. Nie masz limitu!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wydało się wszystko!!!
    Popieram Mafilkę, kot najlepszy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow! Ile butelek! :))))
    Ciekawe czy Kota też choć troszkę napoju dostała ? ;)))
    Cudne puchate łapki:)

    Buźka Sis:***

    OdpowiedzUsuń
  8. O, to chyba jest klucz do tego, żeby makaroniki wychodziły takie równiuśkie jak Wasze :) Odpowiednie 'wspomaganie' ;)
    Basia widzę uzdolniona manualnie - i te indycze skarpety, i profesjonalne banderole, nalepki, no no :)
    Pozdrowienia serdeczne ślę :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwieczniłaś wszystkie etykiety, rispekt! Pięności :)

    OdpowiedzUsuń
  10. No i wyszło szydło z worka :) Jesteśmy Pijaczki jak ta lala :D
    Oczku wiesz co ja myślę że ONA ta KOTKA to się cieszy że nas już tam nie ma :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Zawsze warto eksperymentować z egzotycznymi winami. I tak mozna traktować picie owego z Indii. Natomiast musze pomalkontencić jeżeli chodzi o nadreprezentację win z Nowego Świata. My, Europejczycy, musimy dac temu odpór :) Zwłaszcza, ze jak slusznie zauważyłaś wiele z nich ma cos z kompotu. Plus urok masowej produkcji. Na pohybel ! :)
    Nalewki, czy raczej smętne po nich resztki, pachną zdecydowanie atrakcyjnie. W te mrozy kusza szczególnie.

    OdpowiedzUsuń
  12. To jednak dziwne, że nikt nie leżał pod tym stołem :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oooo, tak, jak na to patrzę to też się wraz z Fellunią dziwię, że pod stołem nie leżałyśmy :DDD Ale kalorii trochę też pochłonęłyśmy, a i śmiechów było co niemiara, więc metabolizm miał się czym zasilać :) To kiedy następny zlocik - tym razem sabat będzie trzeba urządzić, skoro takie straszne wiedźmy z nas :)

    Poluś, a kicia tęskni za Wami okrutnie, szczególnie za Tobą - tym bardziej, że właśnie na diecie jest i nie ma kto jej chipsami podkarmiać :D

    OdpowiedzUsuń
  14. A to ta flaszka po indyjskim była? Rany, ja Was podziwiam. I dodam, że alkohole indyjskie SĄ dziwne. No bo jak inaczej nazwać piwo, do którego dodaje się glicerol? W Indiach mogłam tylko pić piwa tzw. 'mild', przy których Corona i Miller to głębia smaku, bo po 'strongach' się źle czułam. A 'fenny', tj. rum/bimber kokosowy, to tylko dobrze zakamuflowany w drinku. G. raz zamówił na czysto - barman sam przyniósł mu sprite'a do popicia, bo powiedział, że nie da rady bez popity. Miał rację (a barman stał nad nim, b. ubawiony).

    OdpowiedzUsuń
  15. Imponująca kolekcja ! ;)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Menażerze--->zgadzam się!porzeczkówka była prima sort! :)

    Ola--->nie żałowałyśmy sobie ;)

    Mafi--->zdaje się, że nie jesteś jego jedyną fanką. Ta kota chyba powinna zaopatrzyć się menażera, wszak na gwiazdę wyrasta przez tę swoją nonszalancję ;))

    Małgoś---> spirytus a jakże, mój Menażer przyniósł i wmawiał wszystkim, że to czeremchówka ;)))

    Gospodarna--->chyba mi się właśnie skończył... do następnego zlociku ;)

    Grażka--->patrzaj jaka ja fajna jestem - przyznałam się do tego bez bicia ;)

    Siostra--->biorąc pod uwagę fakt, że kot był zadziwiająco żywotny i gadatliwy nawet, jestem skłonna myśleć, że Polka poczęstowała futro pod stołem czymś mocniejszym aniżeli czipsy ;)

    Moni--->całkiem możliwe, całkiem możliwe. Teraz tylko pytanie, co pija codziennie Felicja, skoro jej słodycze zawsze takie apetyczne są? ;))

    Truskawka--->a bo jeszcze byście zapomniały, czymże to się częstowałyśmy ;)

    Pola--->ale patrzaj! pod stołem nie wylądowałyśmy, może to i dobrze, że Lipka ostatecznie nie wyposażyła się w dywan. Tak czy siak optuję następnym razem za dniem greckim, tudzież rzymskim - kiść winogron w jedną rękę, mięso w drugą, a obok kieliszek wina ;)

    rieker--->przychylam się (wraz z kieliszkiem), że nalewki w zasadzie mają pierwszeństwo. Razem z wiśniówkami. Domowa alchemia brzmi znacznie lepiej aniżeli masowa produkcja.

    Felicja--->bo... dywanu nie było Tak, czy siak - przepadł Ci autograf - wszak miałyśmy to załatwić "pod stołem" ;))

    Lipka--->sabat? piszę się! Może być ciekawie. Czy ma ktoś przyprawę z pazura ropuchy? ;)

    Ptasia--->wierzę Ci! :) A w Afryce piją piwo z bananów - Ryszard mi powiedział.

    Abberka--->zastanawiam się, jakby blat się wzbogacił w pustkę, gdyby zlot się przeciągnął do tygodnia czasu :)

    pozdr!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Pozdrawiam
oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...