poniedziałek, 25 stycznia 2010

Intro :)

Wbrew przewidywaniom kot wcale nie usnął. Zapewne przez spory gwar, 10 par rąk i mnogą ilość nowych twarzy. Mało tego – głośno domagał się atencji i jak się okazało: "bycie bogiem" było mu na łapę.


A wszystko przez to, że przez kilka ładnych, acz mroźnych dni uskuteczniała się - z pierwiastkiem męskim – nasiadówa babulonów. Najpierw lotnie pojawiła się w Szczęściu Lipki i Esa, Polonia, dnia następnego obecnością zaszczyciła baaardzo rozgadana Basia ;) a w sobotę nastąpiło ciepłe, na przekór zimnu, powitanie Truskawki. Oczywiście wszystko - nieskromnie mówiąc – odbyło się w lux anturażu: czerwone dywany, bukiety kwiatów, chleby z solą i pieprzem, tudzież łowiczanki z kłosami, szampan w kieliszkach i takie tam inne. W tak zwanym międzyczasie do grona dołączyły: Gospodarna Narzeczona, Felicja, Ptasia i Menażer Oczka zwany Karolem. Czyli całe 10 sztuk w porywach do 11, kiedy to w niedzielę podzieliliśmy się łykiem optymizmu z Weekendową Przylepą.
Działo się dużo, smacznie, płynnie i rozmownie. Każdy dzień miał swoje małe gwiazdy, ale niekwestiowanym clou był sobotni Dżordż, któremu dzień wcześniej wyrwano serduszko. Tym samym został pozbawiony ostatnich resztek drzemiącego w nim romantyzmu. Ale nie pozostawił niesmaku po tym ekscesie, wręcz przeciwnie – pokazał na co go stać i zaprezentował się zmysłom z jak najlepszej strony. Wszyscy byli ukontentowani takim obrotem piekielnej sprawy. Ale oprócz rzeczonego na stół wjeżdżały jeszcze inne dobra – zarówno na talerzach jak i w kieliszkach. Ale to już długa opowieść. Nie ma co czytać na głodniaka – niniejszym... c.d.n. ;)


A co na to Lec? ---> "I happy-end jest tylko końcem."

26 komentarzy:

  1. U mnie też będą foto wspominki :)
    A, zadałam M pytanie, jak nazwałyśmy bohatera naszego stołu (i zdjęć). Jako wskazówka było, że imię amerykańskie i że znana postać. Nie bardzo mu szło, ale jak dodałam, że taki burak (redneck), od razu zgadł :))

    OdpowiedzUsuń
  2. nooooo skarpetki indycze pierwsza klasa.

    :)

    czekam na większą porcję zdjęć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A jak pozostałe dania? A ta noga Dżordża niedojedzona? Miałabym chrapkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak Wam fajnie! :))
    Zazdraszczam spotkania:) Musiało być fantastycznie!:)))
    Ściskam Siostrę Fotografującą;)

    Ps. Skarpety ptaka - bezbłędne!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj Gospodarna, Ty nie chcesz wiedziec co z niedojedzona nozka Dżordża sie dzialo, moze Pola i Oczko sie przyznaja?
    Gadula powiadasz Oczku, no to mam :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Pola, Oczko i Noga...rozbudziła się moja zahibernowana mrozem wyobraźnia.

    OdpowiedzUsuń
  7. alez musialo byc to FANTASTYCZNE spotkanko!!!!!! az mnie skreca z zazdrosci......fajnie Wam bylo :) :) pozdrowionka i czekamy na dalsze i poglebione relacje :) :)
    Buzka**

    OdpowiedzUsuń
  8. czadowe to przeslanie na fladze:) piekne haslo, chyba sobie zrobie cos podobnego i powiesze na scianie w pokoju:)))
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. cholerka,a mnie do tego przywitania brakuje jeszcze wieńca dożynkowego i przedstawiciela klasy robotniczej (taki ,który ze 200%normy wyrobił ;-) ) i moze jeszcze jakieś dzieci z czerwono-białymi goździkami hmmm..Piękne spotkanie,aż miło poczytać i popatrzeć (chociaż na te resztki na stole :-) ).Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. To co, będzie relacja? Musiało być fantastycznie :)))
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. wybacz ale tego nie bede komentować, bo mogę potem żałować
    p.s. pamięta o pom ;) :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Kawusiu, hehe, dobrze myślisz, tj. zgodnie z prawdą :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ptasia--->czekamy niecierpliwie na te wspominki, a ja w międzyczasie narobiłam sobie ochoty na to piekielnie drogie fłagra.
    Przynasz chyba, że na przekór amerykańskiemu burakowi nasz Dżordż okazał się dżentelmenem? ;)

    Menażerze--->to dopiero początek! ;))

    Gospodarna--->niedojedzona noga cieszyła się sporym zainteresowaniem, szczególnie pod procenty ;)

    Siostra--->ojjj było fantastyczne, oj było :))

    Basiula--->ja gaduły lubię, więc jestem Twoją fanką ;)

    Gospodarna--->ja nie wiem, czy mogę napisać, bo co na to Polka Dupolka? Zdradzę jedynie, że Dżordż dotrzymywał nam towarzystwa o 2.30 w nocy i nawet nie był senny ;)

    Gosia--->właśnie drążę w zdjęciach, co by przejść do kolejnego wpisu ;)

    Konsti--->flaga jest z komitetu powitalnego na lotnisku w oczekiwaniu na Polkę Dupolkę ;)

    Kawusia--->przyznaję: wnioskowałam o goździki, ale wcale nie tak łatwo je teraz dostać - to raz. Dwa - miały być płatki róż na rzeczonym dywanie, ale trzy- ostatecznie stanęło na różanym bukiecie.

    Monia--->będzie, będzie! A jakże! :))

    Princi---> pamiętam.

    Ptasia--->rajt! wywęszyła dobry trop hie hie ;))

    OdpowiedzUsuń
  14. jak Wam fajnie :)))))

    czekam na niekończącą się opowieść jak napisałam u Polki z Waszego Babińca :))))

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie tez się hasło najbardziej podoba! Polka pewnie pławiła się w krajowych klimatach, czekam niecierpliwie na jej relację.
    A kota wyobrażam sobie, pamiętam mojego Nuka na Urodzinach córki, w atencji grupy panienek :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Viri--->każda opowieść się kiedyś kończy... Bardzo Cię rozczarowałam? ;) Na otarcie łez, obiecuję, że jeszcze mam w planach kilka części :)

    Grażka--->my też czekamy niecierpliwie :)))

    OdpowiedzUsuń
  17. Zemfi to zamiast płatków mogłyście na tym dywanie położyć przodownika pracy w lekko rozchełstanej koszuli flanelowej na przykład

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie zdążyłyśmy uszyć - tej rozchełstanej w sensie ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. A mi Tomek nie wierzył, że sąsiedzi witali księcia :)))

    Dżordż bosko się prezentuje...

    OdpowiedzUsuń
  20. Ehh! Niewierny Tomasz - nie uwierzył, póki nie zobaczył, haha! ;))

    OdpowiedzUsuń
  21. To ja jeszcze do Leca dodam, że z happy-endów i kolejne wspaniałości mogą powstać - już o kolejnym zlocie trza pomyśleć :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak spojrzałam na flagę to mi się przypomniało, że miałam autograf obiecany pod stołem. Tym flamastrem, który poleciał :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Felicja nic straconego - Polka wraca do Polski, to możemy się umówić na serce, tylko Menażer będzie potrzebny też - do poświadczenia autentyczności ;)))

    OdpowiedzUsuń
  24. nie no spoko, wiem że wszytsko się kiedyś kończy, ale mnie się jeszcze nie rozpoczeło Wasze Babińcowanie więc idem czytać następne notki :))

    OdpowiedzUsuń
  25. Literki odnotowały Twoją bytność ;)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Pozdrawiam
oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...