czwartek, 28 stycznia 2010

Słodzimy, słodzimy! – psze państwa!

Pora na słitaśny wpisik na blogasku, bo na stół wjeżdżają deserki ze zlotu babulonków. Każdy dzionek był odpowiednio posłodzony. Comfort Food poczęstował nas winnymi gruszeczkami z waniliowymi lodami i kieliszeczkami aromatycznego grzańczyka.


Dzionek indyjski, to panienka kotta – w dwóch warstwach: chai masala na dole z waniliową chmurzynką na górze. Zaś dzionek dziękczynny, w którym naszą gwiazdeczką był przystojny i opalony Dżordż, posłodził nas dyniowym creme brulee.


Najbardziej pracowita okazała się niedziella. Wszak była z nami Mistrzunia, więc trzeba było to odpowiednio wykorzystać ;) Okrutnie zazdrościłam Lipce tamtego pieczenia, tym bardziej byłam radosna jak skowroneczek, że będziemy popełniać makaroniczki z mistrzunią Fellunią teraz.
Okazało się, że cała linia produkcyjna delicyjek jest tylko pozornie trudna. No i wcale nie potrzebuje dużo ingrediencyjek. Białka jajca, które muszą wcześniej ze 2 dni suszyć się na blaciku do tego cukierek puderek, mączka z migdałów, tudzież płateczków migdałkowych, barwnik i to już prawie wszystko.


W baaardzo uproszczonym skróciku: wszystko miesza się razem, potem uskutecznia "trzepanie blachy o sofę", a następnie jak się chce (a my chciałyśmy – a szczególnie nasza Boróweczka) , można posypać zmielonymi suszonymi jagódkami - na ten przykład.


Potem sesyjka w piekiełku – niedługa, bo to delikatesy są. Potem tylko nadziewanko cytrynowym kremikiem i włala! :)


Uhhh! Zasłodziłam się. Przejdźmy zatem do lekko gorzkiej porażki. Gorzkiej jak czekolada deserowa – więc w ostatecznym rozrachunku też całkiem smacznej. A wszystko przez... zbyt małą ilość cukru pudru. Tak, tak, robaczki – czasem trzeba więcej słodzić. Ale to był wyjątek wcale, ani na jotę, nie potwierdzający regułę.
Oprócz jagodowych makaroników, miały być też makaroniki kawowe. Ostatecznie wyszło coś w kształcie brutti ma buoni. Ale też było dobre. Solony krem karmelowy do nadziania rzeczonych też stroił fochy – rozwarstwił się. Hm! Widocznie jednolitość nie leży w jego naturze. Cóż kawoszki musiały się obejść smakiem tego frustrata. I tak były dobre same sobie :)


Ale skoro jednolitość zawiodła dzisiaj, holizm będziemy ćwiczyć jutro ;)


A co na to Lec? ---> "Mam uczucie, że zawsze gram epizody dramatyczne w jakiejś wielkiej farsie."


ps. spoko Polka - na "kakałko" ;))P też przyjdzie pora ;)))

25 komentarzy:

  1. Buhahaha, oj słodko, ale i jak zdrobniale, to nam się Dziewczynki pośmieją z tych drobiażdżków :DDD

    Ach, Moja Droga, a zdjęcia bosssskie ... ups przepraszam - zdjątka :D
    Buziak ciepły :***

    OdpowiedzUsuń
  2. Si, si! Jak patrzę na zdjątka, to mam ochotę na coś słodziaśnego ;)) Masz jeszcze czekoladę? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekolady nie mam, ale mam czekoladkę :P
    Już po nią idę, a herbateczki lub kawusi też Panieneczka sobie życzy :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Już lecę, w końcu taka ze mnie gotująca Wiedźma że wszystko wyczaruję i kawusię i herbateczkę, a może jeszcze cosik :D

    OdpowiedzUsuń
  5. To chodźmy do tej kuchni na cosik ;)) Jajca na miękko - mogą być ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Hehe..wpis jedno, ale wasza rozmowa, to dopiero.
    Ubawiłam się, uściski!:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Toć to były prawdziwe "warsztaty kulinarno - fotograficzno - konsumpcyjne" faajnie!
    ps zawsze myślałem że to ON, pan kot...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja to bym kciał ten deserek, co jest pokazany na samym począteczku, ten po prawej ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oczętko, jajeczko, a nie jajco! No, smakowite były :)
    Baw się dobrzuteńko :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale sesyjki tam były! Smaczne! :) Chyba widzę okularki Poleczki? Oj dziewczynki, dziewczynki... taka imprezeczka do pozazdroszczenia. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Widzę, że dobrze się bawiłyście na tym spotkanku :) I tyle słodkości tam było:)

    OdpowiedzUsuń
  12. A nie przesłodziłyście się czasem? :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zdecydowanie przyłączam się do zdania Małgosi - imprezeczka mocno do pozazdroszczenia. I te różowiutkie makaroniczki takie urocze... A choć jedna rzecz musiała się nie udać, bo by wam dziewczyny za słodziutko tam było, ot co! ;))

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja wam pozdrabniam i na bagnach utopię.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jakei słodkości no! :)) A wszystkie słodkości mi się podobają:)) Ciekawią mnie mocno te gruszki z lodami. Mniam:))

    OdpowiedzUsuń
  16. Zazdroszczeńkam! (a co, czasowniczki też można se pozmiękczać ;) )
    Pozdrowioneczka śnieżniuteńkie:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Aaa, no właśniutko! nie zapominajmiuśkajmy (tfu!) o inniuśkich częściuniach móweczki! Brawunio!

    No no, niech przyjdzie holiźmiutek zwany też przez niektórych nosków zrównywankiem, a przez światłych ludzi... no, holizmem. Przyda się bardzo bardziutko, no bo już nie mogię, tak mi na mordziusi słodziusieńko, że a nu jego mamusię lekciuśkich obyczajków! ;P
    A, zapomniałem, "trzepanie blachy o sofę" jest miodziusieńkie.

    PS. Holistą nie jestem. Wszystko jest budyniem ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ale tu u Ciebie słodziutko, Oczko kochaniutkie. I zdjątka prześliczniusie. Kremik z warstewkami też był pyszniutki jakkolwiek nieładniutki i chlapał troszeczkę po nóżkach :)

    OdpowiedzUsuń
  19. gdzie mogę znaleźć przepis na różowe makaroniki prezentowane u Ciebie na zdjęciu?

    OdpowiedzUsuń
  20. Trufla--->czego się nie robi dla uśmiechu innych ;) I nawet opłaty nie pobieramy ;))

    Gutku--->Fajnie, fajnie! A pewnie.
    Który ON?

    Antoni--->ja to wiem, czemu? Bo on winny jest! ;))

    Lipko--->racyjkę masz, kochanieńka. A jajeczka były pierwsza klasa! Łap zdrówko szybciutko. Tymczasem ja bawię się przyjemniutko ;)

    Małgoś--->było fajno, też sobie zazdraszczam ;)))

    Ati--->wszystko prawda ;)

    Grażka--->nie, bo w międzyczasie się alkoholizowaliśmy ;)

    Zajtonku--->te nieudane makaroniczki też były w deseczkę ;)))

    Gospodarna--->ale dzień bagna już za nami ;))) Co tam następnego Peggosława wypatrzyła? Bo ja już nie ogarniam tych @ ;)))

    Siostra--->Lipka niebawem przepis u siebie zapodam, czekaj chwilunię :)

    Monia--->podziękóweczki za słodziaka :))

    Antoni--->"trzepanko" to wytwór mówki mistrzuni ;))
    Tymczasem Antoni niech wpada na holiźmiutek - bełkociki właśnie polewają. I to nie śliwonincyjka ;)

    Mistrzuniu--->zdjątka to insza inszość, ale te makaroniczki to delicyjki były :) Dziękóweczka za warsztaciki :)*

    Anonimie---> na ten przykład tutaj ---> http://kuchniaszczescia.blogspot.com/2009/12/makaronikowa-pasja.html

    Albo trzeba czekać na kolejną odsłonę wspominek u Lipki, czyli trzymać rączkę na pulsie tutaj --> http://kuchniaszczescia.blogspot.com

    Mafi--->...więc napić się trzeba... ;) Dla równowagi, rzecz jasna ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Cudne makaroniki !
    Chodzą za mną od dłuższego czasu i ciągle coś staje mi na przeszkodzie, żeby je zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  22. makaroniki zdecydowanie najbardziej mnie się podobają, zwłaszcza że spod Felluniowych rączek, a na feriach (które dzisiaj mi się zaczeły kilka chwil temu,) jak wróce do Domu to mam zamiar się nauczyć, nawet barwniki mam zamówione i mąkę migdałową tutaj w Łodzi kupiłam :]

    OdpowiedzUsuń
  23. Abberko--->jak chodzą za Tobą, to się obróć i je zjedz :)

    Viri--->zuch dziewczyna! Chwal się potem :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Pozdrawiam
oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...