środa, 17 marca 2010

"...jeszcze w zielone gramy..."


"Przez kolejne grudnie, maje każdy goni jak szalony,
A za nami pozostaje sto okazji przegapionych
Ktoś wytyka nam co chwilę
W mróz czy upał, w zimie, w lecie
Szans niedostrzeżonych tyle
I ktoś rację ma, lecz przecież

Jeszcze w zielone gramy,
Jeszcze nie umieramy,
Jeszcze któregoś rana odbijemy się od ściany,
Jeszcze wiosenne deszcze obudzą ruń zieloną,
Jeszcze zimowe śmieci na ogniskach wiosny spłoną,
Jeszcze w zielone gramy,
Jeszcze wzrok nam się pali,
Jeszcze się nam pokłonią ci, co palcem wygrażali
My możemy być w kłopocie,
Ale na rozpaczy dnie jeszcze nie
Długo nie

Więc nie martwmy się, bo w końcu nie nam jednym się nie klei
Ważne, by choć raz w miesiącu mieć dyktando u nadziei
Żeby w serca kajeciku po literkach zanotować
I powtarzać sobie cicho takie prościuteńkie słowa:

Jeszcze w zielone gramy,
Jeszcze nie umieramy,
Jeszcze się spełnią nasze piękne sny, marzenia, plany,
Tylko nie ulegajmy przedwczesnym niepokojom
Bądźmy jak stare wróble, które stracha się nie boją
Jeszcze w zielone gramy, choć skroń niejedna siwa
Jeszcze sól będzie mądra, a oliwa sprawiedliwa
Różne drogi nas prowadzą,
Lecz ta, która w przepaść rwie jeszcze nie
Długo nie

Jeszcze w zielone gramy -
Chęć życia nam nie zbrzydła
Jeszcze na strychu każdy klei połamane skrzydła
I myśli sobie Ikar, co nieraz już w dół runął
"Jakby powiało zdrowo, to bym jeszcze raz pofrunął!"
Jeszcze w zielone gramy, choć życie nam doskwiera
Gramy w nim swoje role naturszczycy bez suflera
W najróżniejszych sztukach gramy
Lecz w tej, co się skończy źle jeszcze nie
Długo nie"

(słowa: Wojciech Młynarski; muzyka: Jerzy Matuszkiewicz; wykonanie: Raz Dwa Trzy)






A co na to Lec? ---> "Czasem wydaje mi się, że niektórzy ludzie ukrywają przed sobą swoje myśli we mnie."



Gorący kubek , czyli krem brokułowy z porami i zieloną pastą curry

oliwa
por
masło
pieczarki
zielona pasta curry
brokuł
woda
sól, przyprawy
śmietana

Na oliwie poddusiłam potalarkowanego pora, a w rondlu obok na maśle tak samo rozprawiałam się z szampinionami. Później por dostał solidną łyżeczkę zielonej pasty curry*, został zalany wodą i do towarzystwa dostał mrożonego brokuła. I zostawiłam całe towarzystwo, aby się ogrzało ogniem podrondlowym. Kiedy brokuły były miękkie dorzuciłam zahartowaną śmietanę, doprawiłam gotową mieszanką przypraw (rozmaryn, chili, papryka słodka, imbir, oregano, pieprz czarny, natka pietruszki, mięta, lubczyk, goździki), wyżyrafinowałam na ciapę, przysoliłam, wymieszałam z ryżem i uszczęśliwiłam uduszonymi plasterkami szampinionów. Zerknęłam w okno i ciężko westchnęłam – na widok śniegu. Buty czekają...

* tym razem nie miałam zapasu superanckiego. Nie używam kostek, więc smak nadała pasta – przy pomidorówie z soczewicą i kokosowym się sprawdza, więc tutaj też dostała takie zadanie. Spisała się!


96 komentarzy:

  1. Panienka to sobie te baletki chyba do zdjęcia specjalnie kupiła :))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozczaruję panienkę - rzeczone śmigały latem. Czy ktoś jeszcze pamięta tę porę roku... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Baletki cudne, podobnie jak zupka. Robiłam sos z takimi składnikami i wiem, ze to pychotka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale ja to bym sobie dała uciąć, że te słowa to jednak Młynarskiego (Umer śpiewała, owszem)... no nie wiem...
    Natomiast blog - super!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wcale nie wyglądają na śmigane;P
    Piękna zupka! Dziękuję za wkład:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Słowa do tej piosenki napisał Wojciech Młynarski, a oryginalną muzykę skomponował Jerzy Matuszkiewicz. Przynajmniej tak twierdzi Magda Umer na mojej starej kasecie :-)
    Fajna zupa i fajne butki. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Grażka--->dobre nie jest złe ;)

    Bożena i Catalina--->przyznaję bez bicia, że zagwozdkę miałąm, bo w jedno źródło podawało Młynarskiego, drugie Umer. Zaraz poprawiam.

    Pinkcake--->dzięki za akcję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Po kiego grzyba tak tu zielono??

    OdpowiedzUsuń
  9. Oczko co za zupa! to chyba sprawka curry że jest taka mocno zielona? bo same brokuły to mnie się kojarzą z gorszą zielenią, a może się mylem? ;)

    fajne masz buty, pasowałyby do śliwkowych rajstopków :PPP

    OdpowiedzUsuń
  10. teraz mam wręcz gęsią skórkę, bo przed chwilą przez mniej więcej godzinę śpiewałam sobie tę piosenkę, pichcąc kolację. po czym odpaliłam laptoka i masz...
    i też właśnie myślałam, że umer jest fantastyczna itd, ale ten utwór w wykonaniu raz dwa trzy to po prostu magia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Krokodillo--->haha! ;)) to przeciwwaga dla bieli ;))))

    Viri--->no kurka, wiesz co! przekonałaś mnie! ;)

    Ania--->jakby...telepatia ;) Swego czasu miałam z nią więcej wspólnego. Dla mnie z 123 wersja jest najlepsza. M. Umer jakoś tak zbyt wolno to śpiewała.

    OdpowiedzUsuń
  12. A! Viri! w kwestii zupy - pasta swoją drogą, ale i por coś miał do gadania :)

    OdpowiedzUsuń
  13. to proszę o kontakt pod:
    viridianka@gazeta.pl
    i spodziewaj się po Świętach wizyty wielkanocnego Królika ;P

    OdpowiedzUsuń
  14. "Szans niedostrzeżonych tyle" jakie to madre...
    A taka zupke to bym zjadla, powiem Ci ze nabrokulowa mam ochote od dawna, a jeszcze z porkiem? No tylko bez grzyba prosze :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Och wybacz! Zapomniałam, że dla Ciebie grzyby są be.

    OdpowiedzUsuń
  16. Podobają mi się słowa.. lubię czytać...
    A Siostra wynajdzie zawsze coś interesującego:)

    Zielono u Ciebie Sis na potęgę (posępnego czerepu ;) ), ale to dobrze, bo zieleń kojarzy mi się nie dość,ze z nadzieją to i radością, uśmiechem i słoncem:)

    A ja uzależniona od słonca jestem:)
    Buziak:**

    OdpowiedzUsuń
  17. To bardzo zdrowe uzależnienie, Ma Słoneczna ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. ale brokolica z porkiem jak najbardziej mi wchodzi!

    OdpowiedzUsuń
  19. Uf! Głodna nie wyjdziesz :) A pusta może być? ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ooo, bardzo lubię tą piosenkę, mądra taka a nie nadęta - zwłaszcza w tym wykonaniu!
    I zupkę taką to też bym polubiła :-)))

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja się od czasu do czasu karmię 123 - leżę na kanapie pod niebem pełnym cudów, czasem nieruchomieję z nudów, ale wciąż trudno mi nie wierzyć w nic. Więc czasem nazywam rzeczy po imieniu, wtedy mogę ruszyć księżyc kolanem, chociaż... ktoś mógłby temu zaprzeczyć. I wiesz co? - chciałabym pójść do kawiarni i nie siedzieć tam samotnie jak jamnik ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. no prosze wiosna juz na calego!! :-))

    OdpowiedzUsuń
  23. Też się lubię 123 karmić czasem :)
    i zielonym kremowym brokułowym kubkiem też. Grzybek pierwsza klasa!

    OdpowiedzUsuń
  24. 123 i wiosna za oknem ;) bo w sercu ciagle maj ;))

    OdpowiedzUsuń
  25. kremik pierwsza klasa! mniam :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Tym razem Lec przeszedł samego siebie,. A tą zupą mi przypomniałaś, że mam brokuły w lodówce, ale okazało się, że pożółkłe już są jak jesienne liście, więc brokuły do kosza, a ja się będę cieszyć jedynie zielenią u Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Wianuszku--->wywołujemy ją grupowo, może usłyszy bardziej? ;))

    Amarantka--->bo 123 smakuje ;)

    Mafi--->już niedługo, już za moment. Ja jestem gotowa! :)

    Princi--->warz, dziewczę! ;)

    Karola--->jak jesienne liście? Nieee, one chyba sobie słoneczne lato wyobraziły ;)


    pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  28. nie czytałam wszystkich komentarzy, mogłam coś przegapić, ale... czy takie coś da się zrobić bez mixera?? tak wynika z przepisu... a ja zawsze miałam wymówkę, że kremu nie zrobię dopóki mi ktoś mixera nie sprawi... na wyrost? :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Po co mikser? - żyrafa styknie ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. no i muszę do słownika zajrzeć ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. tyż nie mam, ale się zaopatrzę!

    OdpowiedzUsuń
  32. Hłe, hłe ;)) Możesz naocznie dowiedzieć się, w co zaopatrzyć ;) ---> http://kosawtalerzu.blogspot.com/2010/02/kosa-na-start.html

    Trzecie od góry ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. a ta zielona zupa, to jest z tego zielonego pantofelka?
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. Obawiam się, że z pantofelka zupa chyba nie uzyskałby takiej barwy ;) I smak też nie ten ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Ładnie :) Świetny ten kawałek w wykonaniu 123, nie znałem. Z pantofelka smak może i nie ten, ale jakby do tego nóżkę...
    - Szybko się robi taką zupę?
    - Na jednej nodze!
    :D

    OdpowiedzUsuń
  36. hłe hłe dowcipny Antoni :)

    OdpowiedzUsuń
  37. "Na jednej" - jakże! No i narobił - Rudomi chichocze ;)

    OdpowiedzUsuń
  38. I dobrze, niech się chichra, to zdrowo jest. A co, ja się chcichram, a inni mają mieć lepiej? :)

    OdpowiedzUsuń
  39. A pewnie! Dobrze gadasz! Możesz sobie polać ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. A, to ja z tej buteleczki może. Co to takie zielone?

    OdpowiedzUsuń
  41. A bo ja wiem? Może Ci ten rdest dojrzewa? ;)

    OdpowiedzUsuń
  42. A to nie kcem. Trawy nie pijam. To ja jarzębiaczek poproszę.

    OdpowiedzUsuń
  43. Jantoś nie pieprz... farmazonów. Najpierw nas częstujesz rdestówką, a sam tera gadasz, że trawę obaliliśmy. Bo Cię do czorta wyślę na garbowanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  44. Khi khi :D Coś dla mnie zdaje się, że ja w wyższej wadze chodzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  45. Chyba się Pan, Panie przechwalasz ;P

    OdpowiedzUsuń
  46. A ja piony! I jeszcze nawet poziomu nie osiągnęłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  47. Może rzeczywiście lepiej, jeżeli wspólnie zaczniemy od podstaw ;) Nie żałuj - tylko napełnij tę głębię.

    OdpowiedzUsuń
  48. ... głębię i pustkę, tak przeraźliwie łaknącą ożywczej jutrzenki oświecenia.

    OdpowiedzUsuń
  49. Do jutrzenki, Jantoś, to jeszcze niejedno szkło może pęknąć ;)

    OdpowiedzUsuń
  50. Albo nawet się opróżnić. Nie cierrpię pustych naczyń. No awersję mam normalnie.

    OdpowiedzUsuń
  51. Pewnie ta fobia ma już jakąś nazwę ;)))

    OdpowiedzUsuń
  52. Jak każda fobia. Radziulis Czesław na ten przykład zawsze boi się, że się dla niego szklanka z samogonką wywróci, więc zaraz wypija co tam ma polane. I my mówimy, że on ma wykopyrtofobię.

    OdpowiedzUsuń
  53. Jednym słowem przewiduje niepomyślne scenariusze i zawczasu zapobiega. Bardzo mądrze.

    OdpowiedzUsuń
  54. A czy taka pigwówka nie ma koloru nieco zielonego? I powiedzcie mi, dlaczego takiej pigwówki gęstej, słodko-kwaśnej, pieszczącej język, a potem podniebienie, na końcu przyjemnie rozgrzewającej całe ciało, nigdzie, ale to nigdzie się nie dostanie..? To chyba tylko na Mazurach na swoje potrzeby produkują, ku rozpaczy mojej.

    OdpowiedzUsuń
  55. Jak się uruchomi Domową Gorzelnię, to się ma pieścidło z pierwszej ręki. W styczniu na babińcu się raczyliśmy właśnie :) Butelka przyszła razem z Karolem - Moim Menażerem ;)

    OdpowiedzUsuń
  56. już to widzę - ja i gorzelnia ;) ja nawet nie wiem skąd wziąć pigwy... poza tym, przy założeniu, że by nawet mi wyszło, to przecież nie nadążałabym z produkcją - tyle czasu na przygotowanie, a spożycie raz dwa... bez sensu, wolałabym nabyć :)

    OdpowiedzUsuń
  57. O toto! Dobrze mówisz! Ja mam właśnie dylematy odnośnie czekoladówki - rzeczona stoi i się robi przez pół roku, a Ty to potem obalasz w pół godziny.

    OdpowiedzUsuń
  58. Ojj Jantoś! Skromna chciałam być.

    OdpowiedzUsuń
  59. No i się udało, ale przyszłem i spsułem efekta :) A ten, pigwówka to jest przednia nalewunia. Mrrr.

    OdpowiedzUsuń
  60. Ale wszystko bije na głowę porzeczkówka Burusi.

    OdpowiedzUsuń
  61. porzeczkówka? nie znam smaku. z tych home made to znam cytrynówkę, czekoladówkę, wiśniówkę i pigwówkę. I najlepiej wspominam pierwszą i ostatnią. Nabyliśmy kiedyś taką niby nalewkę ze śliwek znanej i pioruńsko drogiej firmy, co to niby krakowska i babcina. Raz spróbowana nalewka stoi w szafce. Nijak nie ma się do tych domowej produkcji. Ja chcę pigwówkę! Z żalu idę spać - dobranoc ;)

    OdpowiedzUsuń
  62. Słyszałam coś o wiśniówce? ;) Taka słodziutka, mrrrr

    OdpowiedzUsuń
  63. Nam to siłka niepotrzebna, codziennie rączkami machamy ;))

    OdpowiedzUsuń
  64. Taje! Muły się dla mnie porobiły że hoho! A i zdrowszy jakiś się czuję. To od witamin z owoców prawdopodobnie ;) Owoce mają moc witamin i mikroelementów.

    OdpowiedzUsuń
  65. Oczko, w pół godziny chcesz 1,5 l czekoladówki obalić :D
    A co to dziś za klabing wogle :D

    OdpowiedzUsuń
  66. Moni na Buruśkę czekamy i tak sobie płynnie rozprawiamy o rzeczach różnych ;)

    OdpowiedzUsuń
  67. A bo Ją trza może głośniej zawołac a nie tak czekać i czekać, 3 gąsiory pękną zanim sama przyjdzie :D

    OdpowiedzUsuń
  68. Już się pojawiła na Makagigach. Zaraz pewnikiem z Radziulisem przytachają browariony.

    OdpowiedzUsuń
  69. Spokojna Twoja szumiąca - ona już się turla do nas :)

    OdpowiedzUsuń
  70. o proszę, proszę, to śpieszym na knedla ;)

    OdpowiedzUsuń
  71. No dawaj! Co tak będziemy od chałupy do chałupy latać - uroni się jeszcze z gąsiora i będzie ambaras.

    OdpowiedzUsuń
  72. Prosze i jeszcze tu szalenstwo, a nie podlinkowane... a ja przegadalam z L. wieczor :-)

    OdpowiedzUsuń
  73. My też już sporo przegadaliśmy, ale w tak zwanym międzyczasie dbalimy, co by nam w gardle nie wyschło od tej gadaniny ;))

    OdpowiedzUsuń
  74. no to wlasnie w tym jest rzecz, ze ja przegadalam na sucho i dlatego chyba padam :-D

    OdpowiedzUsuń
  75. Nierozsądnie, nie-roz-sąd-nie tak na sucho!

    OdpowiedzUsuń
  76. A później tłumaczenia z gardłem, że przesilenie niby wiosenne.

    OdpowiedzUsuń
  77. No, i do laryngologa na drugi kwartał zapisy. A wiadomo, zapobiegać lepiej, niż leczyć. Siup!

    OdpowiedzUsuń
  78. Otóż właśnie! Dawaj na gaz, bo dziewuchy same siedzą.

    OdpowiedzUsuń
  79. Ty jeszcze tutaj. Gassssssssss się ulatnia ;))))

    OdpowiedzUsuń
  80. Ludzie nooo.. Oczku, zaklucz ja Cię proszę za wszystkim i siądźcie jak trza przy jednym stole, na ziemi najlepiej, a nie tak od chałupy do chałupy.. ;>

    OdpowiedzUsuń
  81. No i po czorta się wróciła, ha?Mówię przeca, że z Burusiowych browarionów bąbelki lecą.

    OdpowiedzUsuń
  82. A co Wy tu jeszcze robicie? Toż tam grzeje się. Aaa, co mi tam, polejcie na drogę ;)

    OdpowiedzUsuń
  83. No i poziomki na gumiakach się zapaćkały od tego klabingu. Gass raz!

    OdpowiedzUsuń
  84. a moze by tak zupa z tego buta, bo on ma apetyczny wyglad
    na pewno jest z jakiejs jadalnej materii albo co

    i wcale niczego nie pilam!

    OdpowiedzUsuń
  85. Aleście się uparli na tego buta ;)) Uważam, że kolor jak kolor, ale smak byłby ciężki do przełknięcia - tak myślę ;))

    OdpowiedzUsuń
  86. jaka śmietana i jak ją zahartować? :)

    OdpowiedzUsuń
  87. Śmietana 18%. Hartowanie jest bardzo proste - bierzesz słoiczek, wlewasz do niego trochę gorącej zupy i do niej tyle śmietany, ile chcesz, żeby było ostatecznie w zupie. Zakręcasz słoiczek i energicznie mieszasz. Zawartość wlewasz do garnka z zupą. Wtedy nie śmietana już nie powinna się rozwarstwić :)

    pozdr!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Pozdrawiam
oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...