piątek, 5 marca 2010

Love Story z happy - endem

Dzień Dobry Państwu. Jestem właśnie świeżo po premierze najnowszego spektaklu z serii przedstawień „Maskarada – czyli słodki czwartek”. I muszę przyznać, że jak do tej pory teatr spisuje się znakomicie, publiczność dopisuje, więc i sztuka nie schodzi z afisza. Jednakowoż, tutaj zdradzę wieść, która pomiędzy recenzentami rozeszła się drogą pantoflową: przyszło - czwartkowy spektakl stoi pod dużym znakiem zapytania. Wszystko przez to, że jedna z osób obsługi została wezwana na pilne rozmowy na górze. Ale co nas obchodzi przyszłość, skoro na świeżo mamy jeszcze w pamięci ostatnią „Maskaradę”. To lekka komediowa sztuka, acz nie pozbawiona elementów dramatu. Tym razem widzom trafiło się novum w postaci odejścia od tradycyjnej, jak dotąd, receptury zapisanej w scenariuszu. Otóż, co udało mi się potwierdzić bezpośrednio u pani reżyser, zmiana nastąpiła nie tylko w odniesieniu do ciał, ale i do nadzienia. Zacznijmy jednak, od tego, że sami aktorzy też na bieżąco improwizowali. Panie reżyserki: główna i pomocnicza planowały wprowadzić na scenę ciała w kolorze czarnym. W tym celu zaangażowały do pierwszych scen z udziałem białka – czarny barwnik.


Po zrobieniu lekkiego zamieszania, barwnik pokazał na co go stać. Reżyserki były kontente.


Jak się jednak okazało, za bardzo zawierzyły rzeczonemu. Bo oto po grze z migdałową mąką, cukrem i kakao – zaczął stroić fochy. A potem się rozjaśnił. I same ciała w efekcie, też spontanicznie zagrały na jaśniejszy, kakaowy kolor. Dość jeszcze dodać, że same ciała w scenariuszu zapisane miały, że mają być z bezy włoskiej. Te didaskalia akurat urzeczywistniły się podczas przedstawienia doskonale. Zebrały całkowicie zasłużone oklaski i zachwyty. Ponieważ gra była na żywo, nastąpiło spontaniczne przejście do aktu drugiego, również zmienionego w stosunku do sztuk minionych.

Scena nazywała się: „Krem cukierniczy Eli”. W roli głównej wystąpił kogel – mogel, który w połączeniu z mazeiną rzucił się żywiołowo w odmęty gorącego mleka. W międzyczasie, kiedy gra posuwała się w czasie, dołączali kolejni aktorzy: miętowa esencja, zielony barwnik, zmielone pistacje i masło.


Najlepsza była jednak scena finałowa, kiedy wszyscy aktorzy pojawili się (w różnych stanach skupienia) wspólnie, aby uskutecznić zakończenie. Można powiedzieć, iż mogliśmy obserwować love story z happy – endem. Aktorzy się połączyli i zrobiło się słodko. Przedstawienie było nad wyraz realistyczne. Jeśli odczuwacie niedosyt, namawiam Was na udanie się na najbliższy spektakl w kuchni własnej. Naprawdę warto ;)


A po przedstawieniu warto wybrać się do restauracji na coś lekkiego. Tylko uwaga! Jeżeli jesteście rozpoznawalną personą, uważajcie na paparazzi. Ostatnio wszędzie ich pełno ;)



A co na to Lec? ---> "Wrzawa wokół mnie wyzwala we mnie moją wielką ciszę."


(foto: szklanego oka, oczka ze szklanym i zupy - by Lipka)

pees. wiadomość z ostatniej chwili: przepis na sztukę pojawi się, kiedy główna pani reżyser przedstawi scenariusz na Szczęściu.

_____________________________________

Edit: 07.03.2010 - przepis za Lipką, szczegóły tutaj

Makaroniki wiosenne: do makaroników (z ok. 7 wysuszonych białek przez 2 dni - łącznie 210 g) dodana 1 czubata łyżka gorzkiego kakao i ok. 1/8 łyżeczki czarnego barwnika w żelu (dałyśmy go stanowczo za mało - myślę, że na tą ilość powinnyśmy dać ok. 1 łyżeczkę). Nadzienie zrobiłyśmy z kremu cukierniczego z wanilią (porcja z 6 żółtek), z dodatkiem blisko 6-7 kropel ekstraktu miętowego, ok. 1/2 łyżeczki barwnika zielonego, ok. 125 g ubitego na puch masła i ok. 100 g zmielonych, niesolonych i łuskanych pistacji. Ten krem należy też schłodzić, by stężał i dał się ładnie wyciskać z rękawa.


32 komentarze:

  1. A gdzie przepis na krem?
    A dlaczego nie wyszedł czarny? mam takowe w planie, ale będą bardziej perwersyjne w swym wyrazie ;) na szczęście mam inny barwnik ;P
    jak się robi, ze takie wielgachne zdjęcia się wstawiają?
    :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojj co się niecierpliwi. Będzie, tylko karteczki z przepisem nie mam przed sobą. Bajdełejem - Ty Mafi powinnaś akurat wykazywać więcej zrozumienia, tyle kazałaś mi czekać na suflet, eh! ;)P

    Nie wyszedł czarny, bo strzelił focha. Widzisz: białca zabarwił, a później wszystko i tak jasne wyszło.

    Zdjęcia trzeba sobie powiększyć samemu uwzględniając szerokość w kodzie htmla. Mrugnij do Polci, ona Ci to wszystko ładnie wytłumaczy, bo ja nie mam daru do opisywania rzeczy sticte technicznych. Tyle tylko, że ona teraz na weekend u Połówka jest...

    OdpowiedzUsuń
  3. Rany, gdzie Wy te foty drogie panie strzelałyście? Morze w tle?!
    Te makarony - marzenie :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. A bo wiesz Moni tak się... bujałyśmy po kuchni ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Toz o kremie od wczoraj mi opowiadasz... a cierpliwość mi się kończy na moich dzieciach... ;)

    tak myślalam, ze to ma coś wspólnego z tym diabelskim językiem html, którego to za nic w świecie pojąć nie mogę;(

    a ten czarny to mnie teraz będzie nurtował cholerka... no chyba, że cichaczem do kuchni sie udam i...;) a mówisz, że wyblakł przy migdałkach? ciekawe, ciekawe...

    OdpowiedzUsuń
  6. jak oglądam te Wasze poczynania to aż się z lekka boję , co też będzie dalej , czarne makaroniki?Kurcze strach się bać:PPP
    Te różowo zielone to z jakim kremem , takie słodziutkie wygladają

    OdpowiedzUsuń
  7. Moją Siostrę widzę:)))
    Ładne te makaroniki, mówisz,ze miały być czarne? ;))
    A z jakim wtedy kremem?

    Ściskam Sis:**

    OdpowiedzUsuń
  8. ten krem... taki aksamitny :) no i pistacje na wierzchu, pięknie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mafi--->od wczoraj? Jakąś bajkę mi tutaj chcesz wcisnąć, żem bałamutnica.
    No wziął się i wyblakł. Niewdzięcznik jakiś. Czarna owca w barwnikowej skórze, chaliera! (jak to Czyprak gada)

    Alutka--->no i tutaj właśnie jest ten element dramatu, czarny barwnik był? - był! A ciała czarne nie są. One nie są różowe, to takie...ekhem... wyblaknięte kakao.

    Siostra--->no miały być. Z kremem tym tutaj, co jest.

    Ania--->dzięki! wciąż wywołujemy wiosnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. A bo wiesz, ja sobie takie grzeczne wyobraziłam, na galowo ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oczko, Pani Reżyser Kochana, no recenzja jak się patrzy :) Obśmiałam się ja ogromnie przez zatkany nos i spuchnięte gardło :( Buuuu, chyba mnie choróbsko wzięło ... odezwę się niedługo to obaczym co zrobić z dzisiejszym dniem :(

    A tymczasem powiem, że szczęściarska recenzja dziś, najdalej jutro się pojawi :) Zdjęcia już są, jeszcze literki trzeba pogonić :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale się rozszalałyście z tymi maszkaronami... Reżyseria bardzo fachowa, może pomyśl o zmianie fachu... Niedługo rozdanie Oscarów, w tym roku się już nie załapiesz, ale może w przyszłym? :)))

    OdpowiedzUsuń
  13. a ja bym dała się posiekać twierdząc ze różowe :DDDD
    Dziś w swietle dziennym widzę ,ze nie do końca różowe :P

    OdpowiedzUsuń
  14. Oczko makaroniki pierwsza klasa - ja to się chyba na korespondencyjny kurs maszkaronkowy do Was dwóch wybiorę ?

    serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Z zapartym tchem czytałam relację - się rozbawiłam bardzo!

    A panie to nie mieszały nigdy kolorów? toż to wiadomo, że czarny po zmieszaniu z białą mąką już raczej czarny nie będzie ;)

    Makaroniki - cudeńka!
    Niedosyt odczuwam, więc może w końcu sama się na ten spektakl udam?

    Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  16. Oczku cudo! te są zdecydowanie najładniejsze, u mnie na kompie to one bardziej wyglądają na fioletowe niż różowe, a dlatego mi się tak podobają bo ja mam od niedawna fazę na kolor zielony&fiolet, i na mnie ostatnio goszczą właśnie takie kolory ;D

    pozdrawiam zimowo :)

    ps. ja na Święta planuję następne makaroniki dopiero, wiem już jaki kolor będą miały ale jeszcze nie podjęłam decyzji jaki krem zrobię...

    OdpowiedzUsuń
  17. ach, uwielbiam te Twoje słodkie bełkoty :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Siostra--->jak na galowo, to kremik biały. Koniecznie! ;)

    Pani Główna Reżyser--->Ty się tam kuruj, co by w kwietniu bo zającach jajca robić.
    Tymczasem czekam na scenariusz.

    Grażka--->a propos Oskarów - czekam na nagrodę dla Christopera Waltza vel Hansa Lanzy. To już teraz w niedzielę, jeśli się nie mylę.

    Alutka--->no tak nie do końca ;)

    Ewelka--->korespondencyjny? Korespondencyjny to teraz masz ;) Na żywo jest lepszy - mówię Ci ;)

    Amarantka--->barwnik wydawał się mocny, brałyśmy pod uwagę, nie nieco zblaknie, no ale nie aż tak! ;)

    Viri--->zielony i fiolet? To tak jak ja :) Marzę o śliwkowych spodniach, hehe ;)

    Karotkowa--->och tak! mówi mi jeszcze ;) Dzięki! :)))

    pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  19. Aleście się rozpędziły! I jak zwykle wyszło pięknie, mimo przejściowych trudności. Chociaż ja się jakoś do tych sztucznych barwników nie umiem przekonać, ale robi to wrażenie. Może też uda mi się w przyszłym tygodniu zrobić mały spektakl, bo pomysł mam od dawna, tylko chwilowo godnego zaufania piekarnika brak.

    OdpowiedzUsuń
  20. Karola--->ten spektakl jest nad wyraz słodki. Nie poddawaj się zbyt szybko :)

    Krokodillo--->zachodzę w głowę, czy jest to okrzyk radosny, czy może kpiący, zważywszy na to, że maszkarony postanowiły zostać czarnymi owcami, ot tak - nam na przekór ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Moje maskarady tez już uwiecznione :) Oczko, buziak jeszcze raz, baaardzo cieplutki Ci ślę :*** Dzięki za wspaniałą zabawę :)

    OdpowiedzUsuń
  22. No i to są makarony!
    Oj na pewno kiedyś odbędzie się taka sztuka w mej kuchni;)

    OdpowiedzUsuń
  23. W to nie wątpię :) Ćwiczenie czyni...itd ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Wyjątkowo ładny odcień czarnego :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Felicjo!--->nie kpij ;)) Zdaję sobie sprawę, że jesteś naszym maszkaronowym guru, ale następnym razem obiecujemy się zreflektować jakiś bardziej wyrazistym odcieniem ;)))

    OdpowiedzUsuń
  26. To żadna kpina, cudne makarony :) Niedługo ja przyjdę do Was na kurs :D
    A co do odcieni, ja raz zrobiłam makarony bordowe, z moimi zabójczymi kolorami w proszku. Dałam pół łyżeczki i były cztery razy zbyt bordowe a paszcze mieliśmy kolorowe przez kilka godzin. Także wolę Wasze czarne :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Obawiałyśmy się właśnie tego, że po zjedzeniu będziemy wyglądać jak po spożyciu atramentu kałamarnicy. Jak widać, maszkarony o nas zadbały i tym samym odmówiły zabarwienia. Pewnie przezorne były, że możemy na nie pomstować ;))

    Na kurs powiadasz, hehe. Dobre sobie! My tutaj ledwie licencjat robimy, Ty byś od razu nas doktoratem zakasowała ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ciekawe kto mógłby zostać promotorem takiej pracy? :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Też nad tym zachodzę w głowę ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. I would like to exchange links with your site belkoty.blogspot.com
    Is this possible?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Pozdrawiam
oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...