poniedziałek, 29 marca 2010

Słodka seria - z żurawiną (i garścią dni minionych)

Pamiętam list napisany do siebie. To było w dniu urodzin. Pisała go 14 – letnia dziewczyna, ale adresatem była 18-to latka. Młodsza opowiadała starszej o tym, co czuje i jak myśli, jednocześnie pytała starszą, jak wygląda jej życie. Zaklejona koperta, zgodnie z napisem : „otwórz za 4 lata” czekała cierpliwie na pełnoletność. To w zasadzie było dość zabawne. Starsza czytając młodszą trochę się nie poznawała, tamta pierwsza brzmiała obco, choć sympatycznie. Wydała się jednak starszej nader ciekawska z tymi pytaniami o przyszłość. To chyba dobrze, że pamiętnik w ilości pięciu 96-kartkowych zeszytów zamienił się wcześniej w konfetti i spoczął na śmietniku.

Teraz mam przed sobą inny zeszyt. Opowiada o minionych radościach i zachwytach, o odkrywaniu i dzieleniu. O delektacji i pożeraniu pełną gębą. O namiastkach, odczuciach, cieple i zimnych dłoniach. Widzę obrazy, przypominam sobie konteksty, czuję smak na końcu języka – łapię nieuchwytne. Trochę się nie poznaję, marszczę czoło, a jednocześnie uśmiecham i łowię słowa, zdania, całe teksty. Karmię się nimi. Czytam: „Urodziłam się na krótko dla słodkiej chwili. Nakarmiłam ją – na powrót umieram.” Ale... nadal nie dowierzam.





Słodka seria – kotlety z żurawiną (źródło: kuchnia.tv - Ainsley rusza w plener, oko na zielono)

100 gramów świeżych, dojrzałych żurawin (były suszone)
0,5 kg mielonego mięsa z dzika lub wieprzowiny (była świnka)
2 łyżeczki posiekanego rozmarynu
3 rozgniecione ząbki czosnku
skórka otarta z cytryny (pominięte)
6 posiekanych dymek (pominięte)
sól, pieprz do smaku

Składniki kotlecików włożyć do miski i wyrobić rękoma na gładką masę. Formować równej wielkości spłaszczone kotleciki i smażyć je 5-8 minut z każdej strony na rozgrzanym grillu lub na patelni grillowej.

A teraz oko: po pierwsze suszona żurawina była z braku świeżej - ustawy pożarły mi czas i nie miałam rzeczonego, wobec powyższego, na sklepową marnację. Po drugie – zamiast patelni grillowej była zwykła. Po trzecie (wynikające z pierwszego i drugiego): kilka żurawin trochę mi się przyhajcowało, bo się oddaliłam od pryskającej patelni, bo przecież z rozgrzaną się spieram. Ale w ostatecznym rozrachunku kotlety były git. Dużo dobrego dał z siebie rozmaryn. Reszta jest milczeniem? Bynajmniej! - do towarzystwa była kasza jęczmienna i gotowana karotka. Karotka była się pokroiła w kostkę, a już ugotowana, acz jeszcze ciepła - omaściła masłem, a potem obsypała mielonym kardamonem i cytrynowym pieprzem.


A co na to Lec? ---> "Wystarczy się oddać iluzji, aby odczuć realne konsekwencje."



22 komentarze:

  1. Sis, ciekawy ten kotlecik nie powiem:)
    Słońce, mowisz,że pisałaś listy do siebie? Ja pamiętnik pisałam, a także jakieś opowiadania, ale chyba juz wszystkie spaliłam;)

    Buziole:**

    OdpowiedzUsuń
  2. Kotleciki pyszne, suszoną żurawinę właśnie nabyłam, to może skorzystam niebawem :)
    Eh, ja moje pamiętniki spaliłam. Ale mam gdzieś zamkniętą ankietę, co mi Córa robiła w okrągłe urodziny, do otwarcia za 10 lat... A to już niedługo, ha!

    OdpowiedzUsuń
  3. fajny pomysł na zdjęcia, pamiętam jak swoich trufelków fotki zrobiłam na śniegu w kieliszkach od martini, ale one mi się podobały.

    i jeszcze jeden fajny pomysł z listem, ja to chyba sobie teraz takowy napiszę i na koniec studiów odczytam... albo za 10 lat jak 30 mi stuknie... ciekawe co się zmieni

    fajne pomysły masz Oczku!

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczko, podrzucisz jednego kotleta, pliiiiis..? Takiego mi smaka narobiłaś - z żurawiną, mmm...
    Fajny pomysł z tymi listami, chociaż nie wiem czy bym się odważyła przeczytać :D sama nigdy pamiętników ani nic takiego nie pisałam, ale miałam kochane psisko z kłapciatymi uszami i on to się nasłuchał moich zwierzeń.. :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Taak! Robiłem niedawno hamburgiery z żurawiną, jak ona tam szaleje! A połączenie mieloniec - karota - kasza jęczmienna to jedno z najlepszych, najapetyczniejszych.
    Pamiętników nie pisałem, bo ciężko się pisze grając całymi dniami w gałę. Ale znalazłem tomik poezji typu massakryczna ;) i z 30 stron zaangażowanej powieści inspirowanej Kafką i Claude'em Simon. Hihi, śmieszne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Siostra--->liczyłam na lukier ;))
    Listy to ilość naciągana. Był jeden. Reszta to pamiętniki. Dawno poszły na śmietnik.

    Grażka--->a o czym ona? - ta ankieta w sensie?

    Viri--->pamiętam! bajdełejem - przydałby mi się teraz taki jeden kieliszek, bo Siostrze obiecałam szczelić fotę martini ;))

    Monia--->mnie jamnica słuchać nie chciała, za bardzo była zainteresowana sobą ;) Ale! - misia miałam - niebieskiego ;)))

    Jantoś--->zaprezentuj swoim kumom koszelewskim tę maskaryczną. Możesz nas nakarmić nią w klubokawiarni, na odsłonięciu pomnika wyciosanego z malinowego mydła, co to mi go w hołdzie obiecała Mój Menażer Peggosława Karolowa. Akuratnie okazja jest. A toast wzniesiemy naszym sztandarowym produktem by "komuna koszelewska company" - śnieżynówką ;))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ekhem! Masakryczną - miało być ;))

    OdpowiedzUsuń
  8. Maskaryczna też jest niezła. Nooo, to by chyba musiało być po siedmiu gąsiorkach, bo inaczej podśmiechujkom nie byłoby końca. Chociaż, przy odsłonięciu pomnika to nie widzę żeby miało być mniej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oczko, też miałam niebieskiego - w granatowych portkach :D
    A Jantosiowa poezja to może i masakrycznie, ale dobra - masakrycznie dobra! Musowo Antoni musisz wieczorek zorganizować, będziem słuchać a za każdą strofę toast śnieżynówką!
    :-)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Ainsley'a kocham, uwielbiam i nie wiem co jeszcze. Jestem na etapie rozpracowywania całej jego książki (mam nadzieję przynajmniej). Dlatego kotlety po prostu MUSZĘ, bo do tego jeszcze ta żurawina. A patelnię grillową posiadam.

    Listy do samej siebie wspaniała rzecz.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jantoś--->nie inaczej, siedem pęknie już przy pierwszej strofie ;) Wszak coś na rozruch trza będzie uskutecznić ;)))

    Moni---> a mój był bez portek. Nagus? Może właśnie powinnam go nazwać. Zawsze mówiłam mu per "Miś".

    Kaba--->hmm, a ja z nim nie miałam przyjemności. Te kotlety same mi się rzuciły, ot tak! ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo ciekawy wpis, przypomnialy mi sie moje zmagania z papierem i ze slowami:)
    Pozdrawiam zurawinowo, u mnie podobny klimat panuje, bo rodzinka z Warszawy paczke przyslala...

    OdpowiedzUsuń
  13. Konsti, papier i słowa to fajna rzecz. Zwłaszcza jeśli można z tego dziergać zdania ;))

    OdpowiedzUsuń
  14. To musi byc ciekawe doswiadczenie czytac listy do siebie po latach...
    Ja pisalam kiedys pamietnik i schowalam gdzies na strychu...do dzisiaj znalezc nie moge...a szkoda :)
    Bardzo lubie polaczenie miesa z owocami wiec kotleciki juz mi przypadly do gustu:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mięso i owoce? Możemy sobie podać rękę ;) Bajdełejem - kaczka w malinach mi się marzy :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Grzegorz Mełł30 marca 2010 09:09

    I jeszcze sos wiśniowy jest doskonały do mięska, a zwłaszcza kaczki ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. No widzisz, a ja swój pamiętnik podarłam w strzępy ponad osiem lat temu - i tak nic mi nie mówił, ostał się tylko zeszyt z wierszami, teraz schowany w piwnicy - czasem bym chciała do niego zajrzeć, ale nie zaglądam bo się boję, że i on w strzępy poleci - jakoś nie idzie mi pisanie wspominków ... no, ale się rozpisałam, a ja chciałam tylko napisać, że widzę iż mam sporo do nadrobienia słodkości u Ciebie i jeszcze pięknych kadrów, no to lecę nadrabiać :)

    Aaaa, no i te kotleciki to pycha, ale wiesz co - to zdjęcie to dopiero smakołyk dla oka :)
    Buziak Mała :*

    OdpowiedzUsuń
  18. Grzegorzu, który miele--->sos wiśniowy, powiadasz? Jakieś szczegóły może? Chętnie mu się przyjrzę - podniebiennie.

    Lipka--->bo z tymi słowami z przeszłości jest tak, że czasem się w nich nie rozpoznajemy. To jak u Rotha w "Konającym...":wracając do lektury tej samej książki po 10 latach, odbierasz ją zupełnie inaczej, bo czyta ją już zupełnie inna osoba.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja też napisałam list do siebie, tylko 15-latki do 25 i nie wierzyłam, że kiedykolwiek znajdę się w tak odległej przyszłości. Oczywiście w końcu się znalazłam :) I miałam napisać kolejny, ale jakoś jeszcze nie zdążyłam. Starych pamiętników na razie nie tykam, poczekam, aż zaczną budzić moje rozczulenie, bo na razie tylko irytację, co w sumie jest bez sensu, bo chyba musiałam przejść przez ten etap egzaltacji, żeby stać się taką (ciągle niedoskonałą) osobą jak teraz. Lec bezkonkurencyjny.

    OdpowiedzUsuń
  20. Oczku jak Ciebie czytam to mam wrażenie że moja młodość była dość nudna...

    Uściski wieczorową porą :*

    OdpowiedzUsuń
  21. Oczkownico...
    dzisiaj z żalem patrzyłam na nowy system szycia aktów, wspominałam moja ukochaną oczkownicę... :)

    pomysł z listem fantastyczny.
    może popełnię taki...
    to jest myśl.

    a kotlety... :)
    muszą byc mniamnuśne, Oczku:)

    Kuma Peggy :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Karola--->zastanawiam się nad nowym listem ,ale czytając zeszyt sprzed roku jakoś nie jestem przekonana. Lec jak to Lec - czesze trafnie :))

    Polcia--->no coś Ty! Jak myślę o sobie, to chyba nudna jednak byłam :)

    Menażerze Mój Karolowy--->a rozetki? co z rozetkami? Pamiętaj o pozłacanej oczkownicy jak już otworzysz podwoje :) Widziałam, że Jantoś zaczął działać :))) Kum, kum! ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Pozdrawiam
oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...