piątek, 26 marca 2010

Słodka seria - z bananami

Na zmianę zagłębiam się w dwa światy. Pierwszy - przepastny, oparagrafowany, cały czas na prawo*. Bezustannie coś stanowi, czegoś zabrania, na coś daje licencję, bądź ją odbiera. A potem wsiadam do metra i obezwładnia mnie świat drugi**, który kpi z paragrafów, jest ciemny. W nim zabronione jest dozwolone, sam sobie przyznaje licencję na istnienie. Pomiędzy jednym i drugim potrzebuję oddechu. Z domu wywabia mnie słońce. Zakładam kolorowe rajtuzy, wdziewam kieckę i idę na spacer. Dzisiaj powietrze przeciął mi pierwszy motyl. Nieodwołalnie ogłaszam nastanie wiosny :) Jest ciepło, niebawem dzień zyska jeszcze jedną godzinę, tym samym też wydłuży się czas światła do fotografowania.... jedzenia – rzecz jasna :) Bajdełejem - ze zdjęciami obiadów zjedzonych kojarzą mi się Jego dwa ulubione spostrzeżenia, które zwykł wyrażać, kiedy pochylona nad obiadem ze szklanym okiem uskuteczniałam wyścigi z czasem i stygnącą potrawą:

Zdanie pierwsze: „więcej fotografujesz, niż łyżką wiosłujesz” (to o zupach)
Zdanie drugie: „A! Już wiem, po co robisz zdjęcia obiadom. Jak coś ci zaszkodzi, pójdziesz do lekarza ze zdjęciem i powiesz: panie doktorze, wczoraj zjadłam „to”” ;)

Przeglądam zatem zdjęcia obiadów ostatnich i stwierdzam, że trochę sobie słodzę ;) Mimowolnie wyszła z tego słodka seria. Lubię słodycze – cóż poradzić ;) A waga i tak leci w dół... Eh!


Słodka seria – kurczak w mleku kokosowym (przepis – wycinek z jakiejś gazety skrzętnie ukryty w cytrynowym segregatorze)

oliwa
świeży, starty imbir
cebula
marchewka
pierś kurczaka
papryczka z Espelette (dzięki! Betsi :))
chili (w płatkach)
woda
mleko kokosowe
banan
rodzynki (sparzone)

Na oliwę rzuciłam imbir i chwilkę smażyłam (przyjemny zapach :)), potem dorzuciłam pokrojoną cebulę i marchewkę. W przepisie miały się lekko zrumienić, ja je tylko trochę potrzymałam na ogniu, nim dostały pokawałkowanego (obtoczonego w oliwie i mielonej papryczce z Espelette oraz posolonego)kurczaka i chili (w przepisie była czuszka***). Później podlałam trochę wodą i dusiłam do miękkości mięsa, by potem zalać mlekiem kokosowym i uszczęśliwić pokrojonym bananem i rodzynkami. Wszystko razem się jeszcze chwilę gotowało, aż sos - dzięki bananom - zrobił się przyjemnie zawiesisty. Na koniec – doprawienie. Aha! Posypałam natką, ale kolendra bardziej by tutaj pasowała.


A co na to Lec? ---> "Miej w życiu jeden monolog, ale kładź akcent stale na inne słowo."


* ustawa, za ustawą...
** Roberto Saviano – „Gomorra - podróż po imperium kamorry”
*** lubię brzmienie słowa czuszka – brzmi trochę jak “czastuszka” – rosyjska, ludowa, wesoła przyśpiewka

46 komentarzy:

  1. Z bananem nigdy nie jadłem, ale pikantny kurczak, z mlekiem kokosowym, kolendrą i owocami... brzmi lepiej, niż nieźle. Postaram się zapamiętać i wypróbować. Mlasku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczak w mleku kokosowym to jedno z moich ulubionych dań, chociaż częściej mlekiem jest słodka śmietana. Jednak ostatnio jadłam to już nie wiem kiedy, więc trzeba by ten smak odświeżyć. A wiosna cieszy, jak bardzo, też mogę powrócić do moich ukochanych spacerów, bo jednak na mróz (i w ciemność) to wychodzić mi się nie chce. A w świecie pierwszym, zamiast paragrafów mam teraz facebooka na tapecie, hi, hi. Dziwny jest ten świat.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jantoś--->"Nieźle" - to lepiej czy gorzej względem "niekiepskie"? ;)

    Karola--->ja teraz tylko bym się włóczyła tam i siam, ale samej mi się mniej chce...

    OdpowiedzUsuń
  4. Też lubię słowo "czuszka" - łakomCZUSZKA. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Siostra, po pierwsze - motylek ! Czyli wiosna!:))
    Po drugie - zazdroszczę - jedzenia słodyczy mimo tego spadania wagi. No,ja nigdy tak nie miałam, a chciałabym, chciała ;)

    Po trzecie Ty rajtuzy i kieckę, a ja dres, adidasy i z dzieckiem do lasu...biegać...,a po bieganiu spacer nad morze :)

    Ps, A teraz to bym się martini napiła;)

    Buźka:**

    OdpowiedzUsuń
  6. Krokodillo--->no patrzaj! na to nie wpadłam! Zmyślna bestia z Ciebie! :)

    Siostra--->ja bym chciała ważyć 50, bo mam marzenie, a mogę je zrealizować, dopiero przeskoczywszy ten próg. Tymczasem do takiego pułapu jeszcze daaaaleko, niestety.

    Martini, powiadasz. Jeszcze deliberujemy z Jantośkiem, czego nam brakuje oprócz słomki i limonki ;)))

    OdpowiedzUsuń
  7. 'zakładam kolorowe rajtuzy, wdziewam kieckę i idę na spacer' no za parę chwil jeszcze jedne będzie miała Pani do wdziania ;))

    tak sobie myślę że musisz mieć figurę podobną do mojej Siostry, 46kg przy 158cm bodajże czy ile ona tam ma ;) malutka jest po prostu, ja mam wzrost po Tacie, Sis po Mamie :)

    pozdrawiam bananowo!

    OdpowiedzUsuń
  8. Violetki! :))))))

    Hmmm, do 46 i 158 trochę mi jednak brakuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. no coś TY, to niezłe z Ciebie chuchereczko Oczkowe!

    tak tak violetki ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobrze, że wiosna przyszła - nie muszę już kamieni nosić w kieszeniach ;))))

    OdpowiedzUsuń
  11. Sis, kofana to ile Ty Słonce ważysz?
    Proszę na priva info dla Siostry ;))
    Ciekawam cóż to za marzenie, że trzeba mieć 50 kg;))

    Buziole Mała:**

    OdpowiedzUsuń
  12. Żeby zostać honorowym krwiodawcą, Siostra trzeba ważyć co najmniej 50 kilo... Ot i cała zagadka.

    OdpowiedzUsuń
  13. A no tego nie wiedziałam. Sis, to bardzo dobre marzenie. Podziwiam, bo ja... ja się boję.. :( Mdleję przy pobieraniu krwi... :(
    Nie dałabym rady...
    Podziwiam Maleńką Siostrę:))

    Ciekawska Duza Siosta ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. M@upa poszła - możesz sobie porównać ile mi brakuje do pożądanego pułapu ;))

    OdpowiedzUsuń
  15. Zemi czy ten tekst to z ust Przyszywanej? :)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Sobie myślę, że taki kurczak to na pewno by mi smakował :) i ten zapach imbiru na początek... ach i och!

    Marzenia gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  17. jak ja bym chciała tak jeść i nie tyć... też tak kiedyś miałam, do czasu. W końcu nadszedł kres bezkarnego podjadania i teraz rośnie wszystko... no, prawie wszystko.
    a taki kurczaczek to kusi, oj kusi...
    Ja wczoraj też skorzystałam z pogody, nawet podwójnie - spacerowałam z Marchewką :) A ona zachowywała się prawie jak pies :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak się złożyło, że wczoraj kupiłem puszkę mleka kokosowego, a nigdy nie próbowałem potrawy z jego dodatkiem. Może spróbuję właśnie Twojej propozycji - wygląda bardzo ciekawie.
    Zapraszam Cię do udziału w moim konkursie (jeśli już zapraszałem Cię wcześniej to wybacz, że się powtarzam) - szczegóły tu: http://kuba-pichci.blogspot.com/2010/03/konkurs.html
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. Kurczak podoba mi się bardzo, lubię mięso z takimi dodatkami. A tego, ze Ci waga leci, to ja Ci bardzo zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Polcia--->siem dopytać musiałam, bo pewna nie byłam. Ale już czaję ;) Nie Przyszywana, a Tom.

    Ami--->ja imbir teraz mam często na tapecie - głównie w zielonej miętowej herbacie z limonką. Taki plaster sobie pływa w kubasie :)

    Rudomi--->wzięłaś Karotę na smycz? ;)

    Kuba--->kokosowe jak na razie dla mnie najsmaczniej sprawuje się w pomidorówie :)
    Luknę później, co tam proponujesz, dzięki.

    Grażka--->mi to się podobał z tą herbatą. Zapisałam sobie :)


    pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  21. Z bananem keidyś robiłam kuraka, a systematycznie chodziłam do takiej jednej restauracyjki - pyszna sprawa! ale rodzynki bym wyrąbała :)


    Oczkowa, a co robisz z prawem? Studia podyplomowe, nauka do aplikacji czy rozwijanie hobby? ;)))

    OdpowiedzUsuń
  22. a no wzięłam :) a dokładniej - na szelki :) żebyś Ty ją widziała jak z zadartym do góry ogonem eksplorowała okolicę!
    ps. moja mama stwierdziła, że okoliczni mieszkańcy wezmą mnie za wariatkę..

    OdpowiedzUsuń
  23. Truskawka--->drugie i...trzecie ;) Chociaż i pierwszym bym nie pogardziła. karne jest bardzo zajmujące. Ostatnio w księgarni wypatrzyłam książkę o prawie karnym w krajach islamskich, ale posknerzyłam i wyszłam z niczym.

    Rudomi--->hehe, to fajnie! A dopasowałaś chociaż kolor do futra? ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Moim zdaniem lepiej ;) E, znowu zapomniałem kliknąć żeby wysyłał kolejne komenty.

    OdpowiedzUsuń
  25. ty to masz dobrze z tą wagą no!
    ja to mogę 7 poty z siebie wylewać a waga w górę pójdzie :/

    a kto to jest "Jego"?

    OdpowiedzUsuń
  26. Jantoś--->czaję, czyli git!

    Princi--->Ten co był, a już nie jest.

    OdpowiedzUsuń
  27. szeleczki są zielone, to chyba dopasowane? ;)

    Rysiowi kupiłam takie rudawe/rdzawe, bo tylko takie były w rozmiarze XXL... ale on jeszcze nie był na spacerze.

    OdpowiedzUsuń
  28. A! Niby taka natka do Marchewki ;) Bardzo twarzowo ;]

    OdpowiedzUsuń
  29. Oczko, też widziałam motyla - wiosna jak nic, wreszcie :-))) Godzina dłużej światła - hihi, to już istne szaleństwo, ale i tak nie jest źle, już nie trzeba się spieszyć żeby do 14 zdążyć :D
    Z bananami mnięska jeszcze nie jadłam - a może to błąd?
    :-)))

    OdpowiedzUsuń
  30. "Dwa motyle" brzmi co najmniej jak "stado" ;)))

    OdpowiedzUsuń
  31. A może to był ten sam? Lata sobie to tu, to tam.. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  32. A dmuchnijcie go do mnie, bo u mnie jeszcze nie był i nie wiem, czy już się na wiosennie, czy jeszcze na zimowo ubierać.

    OdpowiedzUsuń
  33. Wygląda na to, że jest długodystansowcem. Spokojnie Jantoni, kiedyś przyleci.

    OdpowiedzUsuń
  34. och, z bananem
    jak to musiało niezwykle smakowac..

    OdpowiedzUsuń
  35. Hmm! Karotka, chyba bym tak nie gloryfikowała ;) Niezłe było, niekiepskie nawet, jak mawia Jantoś, ale jadałam znacznie lepsze frykasy ;) Łoś na ten przykład! O! to jest persona dobra na wszystko ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Wesolo tu u Ciebie... :)
    "Jego" teksty bardzo mnie rozbawily a potem tez Twoj komentarz :
    "Dobrze, że wiosna przyszła - nie muszę już kamieni nosić w kieszeniach " hahaha super!

    OdpowiedzUsuń
  37. No bo wiesz, Magoldie...teraz jak zawieje, to przynajmniej będzie to delikatny zefirek, a nie jakiś halny ze śnieżnymi podmuchami. A i kurtka wiosenna nie ma tak pakownych kieszeni, co ta zimowa ;))

    OdpowiedzUsuń
  38. hmmm nio banany i kurczak...czad..tylko te rodzynki...nie przepadam za nimi:)ale kawa z syropem bananowym jak najbardziej polecam:)
    pozdrawiam
    i może zrobię tego kurczaka z bananem:)
    to pisałam ja Iskierkowa:)

    OdpowiedzUsuń
  39. A cześć, Iskra! Wiesz, te rodzynki to nie musowo, można się obejść. Gorzej jakbyś nie chciała dawać do tego kurczaka. To myślę... że potrawie by raczej się nie spodobało ;)))

    pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  40. Aaaaa! Karne jest fajne, niestety teraz mało mam z nim do czynienia...

    OdpowiedzUsuń
  41. W temacie penitencjarnym też chętnie bym się zagłębiła. Miałam świetnie wykładany przedmiot na uzupełniających. I pozostał niedosyt.

    OdpowiedzUsuń
  42. Dwa światy mówisz - no tak to jest już z prawem, że jest i lewo :) A ten kurczaczek to na prawo i na lewo by mi smakował, bo ja wprawdzie nie przepadam za bananami, ale na ciepło to one jakoś zyskują :)

    Słodź sobie Kochana, słodź i uśmiechaj się na prawo i lewo :)
    Buziak :*

    OdpowiedzUsuń
  43. Na ciepło najlepsze są jednak z czekoladą! Mniam! :))

    OdpowiedzUsuń
  44. I z kulką lodów mmmm o tak :) Zrobiłam się głodna :P idę na owsiankę, a potem będę się rehabilitować :) Do zobaczyska :*

    OdpowiedzUsuń
  45. O tak! idziesz dobrym tropem :))

    Główka już mi schnie :) 14-ta nie jest zbyt odległa :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Pozdrawiam
oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...