poniedziałek, 24 października 2011

Gotowanie na okrągło: mielone kulki z oliwkami. Oraz Food Film Festiwal

W ostatni weekend w Kinie Kultura odbywał się całkiem smaczny festiwal filmowy Food Film Fest. Co ciekawe - zainteresowanie było spore. Nie spodziewałam się takiego tłumu na żołądkowych dokumentach. Cieszy, że kultura okołokulinarna ma wzięcie. W związku z tym jednak – nie udało mi się dostać na film, na którym zależało mi najbardziej: „Jiro śni o sushi”. Wyprzedane zostały również bilety na najbardziej promowany film festiwalu „Tost. Historia chłopięcego głodu”. Inny film, po którym sobie dużo obiecywałam - „Ostatnia wieczerza” zawiódł do tego stopnia, że z Princess ewakuowałyśmy się w połowie jego trwania. Za to nagrodą (sic!) były „Trzy gwiazdki” o kulinarnych wyróżnieniach Michelina.
Dokument ten oglądałam z autentycznym zainteresowaniem. Spostrzeżenie pierwsze: okazuje się, że elitarność nie zawsze gwarantuje sukces finansowego. Sam film sprytnie zestawił nerwową atmosferę w chociażby „Nomie”, spokój i rodzinną atmosferę w „Dal Pescatore” oraz ogromny szacunek wśród pracowników wyrażanym w „Ishikawie”.
Inna rzecz: szef Nomy zaledwie 5 km od centrum miasta wybiera się na poszukiwania dzikich roślin, o których zwyczajny kucharz w ogóle by nie pomyślał, że można je wykorzystać, dalej na południe Europy - w Dal Pescatore smażą się na patelni placuszki z parmezanu, a w innej restauracji na szparagach podaje się mini bliny wielkości paznokcia. Natomiast szef restauracji „Arzak” pomimo tego, że ma pomieszczenie wypełnione od podłogi po sufit regałami z liofilizowanymi składnikami, uważa, że błędem jest nazywanie gotowania w laboratoryjnych kuchniach per: „molekularnym”. Wyjaśnia to w prosty sposób: „Każda kuchnia, bez względu na to, czy używa ciekłego azotu, czy zwykłej zamrażarki, gotuje w próżniowych workach czy we wrzątku jest tą samą kuchnią molekularną. Wszak w każdym produkcie tkwią przecież atomy i molekuły”.
Największy szacunek i podziw wzbudził jednak tokijski szef Hideki Ishikawa. Na temat gwiazdek ma szczególne zdanie: „Gwiazdki mogą motywować, jak również zdemotywować. Dla mnie najważniejsze jest, że cały zespół poświęca się swojej pracy z dumą i pracowitością bez względu na to, czy restauracja ma gwiazdki, czy też ich nie ma. Dla mnie osobiście hańbą byłoby, gdyby goście jedli u nas tylko ze względu na to, że jesteśmy w tym elitarnym gronie.”* Brawa dla tego Pana.

Podsumowując cały film - bez względu na to, w której części świata znajduje się restauracja i co serwuje w menu, to będąc w gronie wyróżnionych oprócz jedzenia serwuje przede wszystkim teatr. Publiczność wymaga dobrego smaku: zarówno w jedzeniu jak i w całej otoczce.

* (to nie jest dokładny cytat, zapamiętałam kontekst wypowiedzi, poskładany z kilku wypowiedzi rzeczonego pana)




Ponieważ w 1,5 godzinnym filmie było tyle wyszukanego jedzenia, pokuszę się o zaserwowanie czegoś zupełnie zwyczajnego. Nadal jednak w koncepcji „gotowania na okrągło” i z małym pomysłem, który pojawił się przy okazji czyszczenia lodówki z zapasów. To miały być zwykłe mielone kulki, ale w słoiku pływało kilka oliwek nadziewanych papryką. Postanowiłam je wykorzystać. Pokroiłam i wrzuciłam do mięsa. To była świetna myśl! Następnym razem pokuszę się o suszone pomidory albo kapary z zalewy.



Mielone kulki z oliwkami (pomysł własny)

0,5 kg mięsa mielonego z indyka
drobno pokrojona cebula
jajko (do środka oraz na zewnątrz jako element przyczepny dla panierki z bułki tartej)
pokrojone oliwki (można też suszone pomidory albo kapary z zalewy)
bułka tarta (do środka w razie potrezby oraz do obtaczania)
pieprz, przyprawa do mięsa mielonego

Mięso mielone wymieszałam zresztą składników, obtaczałam w rozbełtanym jajku i bułce tartej. Smażyłam na rozgrzanym tłuszczu.






Dodaję do akcji:


13 komentarzy:

  1. Mniam, fajne te kuleczki Sis. Widzę,ze lecisz sobie w kulki:),ale to dobrze, bo smaczne:)

    Uściski:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kulki jak się patrzy, smacznie się prezentują. A może tak w kształcie gwiazdek :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam tak zakręcona, że zapomniałam o tym festiwalu!
    A te kulki fajne, zjadłabym z sosem słodko-kwaśnym :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm, nie wiem dlaczego na widok tych kulek zamarzyly mi sie faszerowane jajka :DD Ale Oliwki Oczku rzeczywiscie to 4 wymiar w tym daniu!

    OdpowiedzUsuń
  5. O, fajne! Przypomniały i się kotleciki CasiPaw z oliwkowym...oczkiem:))

    OdpowiedzUsuń
  6. To teraz trochę żałuję, że jednak nie wyskoczyłam na ten festiwal do stolicy :-S A widząc kulki, myślałam, że skusiłaś się na powtórkę tych z winogronową wkładką ;P

    OdpowiedzUsuń
  7. Fakt Jiro o sushi był chyba najlepszym z pięciu oglądanym przeze mnie filmów, najlepiej nakręcony. Mój L: Chyba nie zdązymy tam pojechać przed jego emeryturą. I chyba mi mignęłaś moja droga, ale cię nie goniłam bo zostałam na Toście. Pan Slater bardzo sympatyczny, czego nie da się powiedzieć o panu A. L: teraz mówi do mnie jak pan konferansjer 9 manieryczny). Ale cały festiwal udany uważam: ciekawe filmy miły akcent przekąskowy i po kazdym filmie goście. Za rok idę na bank.

    OdpowiedzUsuń
  8. buuu, nic nie wiedziałam o tym festiwalu :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Sisi--->pewnie, że lecę ;)

    Kamilo--->wtedy to już nie byłoby gotowanie na okrągło, tylko gwiazdorskie gotowanie ;)

    Grace--->dobry pomysł!

    Basia--->a propos jaj - właśnie mi przypomniałaś, że od ponad roku Pan R. planuje zrobić panierowane. Muszę Mu to przypomnieć! ;)

    Aniu--->nie pamiętam ich. I szkoda, że Kasia już nie pisze...

    Komarko--->a tych z winogronami to nawet nie spróbowałam

    Gospodarna--->tak, ja też idę. Byłaś w Rejsie na gwiazdkach?

    Jwsm--->nic straconego, biorąc pod uwagę frekwencję - za rok będzie znowu :)


    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Niom! Zrób sobie z suszonymi tomatami :)

    OdpowiedzUsuń
  11. to i ja dorzucę oliwek do mielonego... a co :)
    pozdrowienia słoneczne :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Pozdrawiam
oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...