poniedziałek, 3 października 2011

Z wizytą w Pyrlandii :)

W pierwszy październikowy weekend razem z Princess wsiadłam w pociąg, który zawiózł nas obie do Pyrlandii. W gościnę do swojego domu zaprosiła nas Kuma Grażyna, z którą znam się blogowo już dłuższy czas, ale nigdy wcześniej nie było nam po drodze spotkać się na żywo. I oto właśnie nastała sprzyjająca pora, aby to zmienić.
Cieszę się za każdym razem, kiedy mogę porozmawiać z blogerami nie tylko za pomocą klawiatury, ale też siedząc przy jednym stole. Wszak nic nie zastąpi interpersonalnych kontaktów z żywym człowiekiem, do którego notabene żywi się bardzo dużo pozytywnych emocji.

Czas gościny choć krótki (nieco okrojony weekend), to obfitował w spacer (podczas specjalnie zamówionej na nasz przyjazd przez Grażynę, pięknej słonecznej i ciepłej pogody), dużo dobrego, sytego jedzenia i niewiele mniej rozmów. To takie bardzo budujące, że spotykasz się z kimś pierwszy raz i masz wrażenie, że nie możesz się nagadać, bo czasu jest odwrotnie proporcjonalnie do tematów, które chciałoby się poruszyć. I nic nie szkodzi, że nawet nie jesteśmy równolatkami.

Z innej strony - szkoda, że pojemność żołądka jest ograniczona, bo naprawdę było co smakować. Grażka zadbała o to, byśmy były najedzone.

Zacznijmy od początku. Pojawiłyśmy się w sobotę w porze obiadowej, tym samym na stół wjechały regionalne szare kluski ze skwarkami. To była dla mnie kulinarna ciekawostka. Swoją drogą, szkoda, że mało promujemy regionalne kuchnie polskie. Przekonana jestem, że nie są mniej interesujące od eksplorowanych przez nas smaków z kuchni świata.
Wracając do szarych kluch – rzeczone podane zostały z gotowaną kapustą kiszoną, ogórkami, fasolką szparagową i grillowanymi roladkami ze schabu z serem i suszonymi pomidorami.



Do tego dwa kompoty: czerwony (Grażka ratuj, bo zapomniałam z czego, gdyż zajęłam się opróżnianiem dzbanka z drugim ;)) i jabłkowo – miętowy (jak dla mnie hit) oraz czerwone wino.


Później przyszedł czas na deser: ucierana szarlotka z przepisu mamy Grażki (właśnie pojawiła się na blogu), której kilka kawałków zwinęłam jeszcze do domu, owocowe ciasto z kruszoną, ciemne ciasto z białym kremem, ciemne ciasto z wiśniami i polewą, zielona pianka i przekładane nutellą ciastka (które piekła w Warszawie Princess).





Później przyszedł czas na spacer po okolicy z Piotrem i Julią. A wieczorem pora na kolację, w tym między innymi grill: marynowany kurczak i kiełbaski. Piotr znalazł sprytny sposób na szybkie rozpalanie brykietu – myślę Grażka, że mogłabyś o tym któregoś razu opowiedzieć. Pojawił się też, obiecany wcześniej, bigos :) Po kolacji Piotr rozpalił ogień w kominku i rozmawialiśmy we czwórkę do późna, sącząc wiśniówkę Grażki. Ja niestety przez to, że biorę teraz leki przeciwzapalne, umoczyłam tylko język, ale wierzcie mi – zawartość kieliszka to było naprawdę coś!

Sen dopadł nas nad Wartą, a rankiem zasiedliśmy do stołu ze śniadaniem. Pierwszy posiłek dnia powinno się jeść po królewsku? No to czytajcie dalej, co na takim śniadaniu serwują dobrego. Zacznijmy od chleba z czybrzycą i suszonymi pomidorami – rewelacja.


Czekam na przepis, gdyż jestem przekonana, że i Panu R. on posmakuje. Do chleba ogórki, które kosztowałyśmy też dzień wcześniej: z curry, z papryką i zwykłe kiszone. Inną ciekawostką był śliwkowy sos sojowy. I jeszcze: peklowana szynka (jadłam ją z polanym po wierzchu sosem czosnkowym), biała kiełbasa ze słoika i smalec ze skwarkami.




Kawka, herbatka, kompot – do popitki. Zjadłabym jeszcze :)

W międzyczasie przemykały dwa czarne koty: gadatliwy Nuki i nieco mniej towarzyska Frida.


A do domu dostałyśmy suszone pomidory i suszone jabłka.


Te drugie kojarzą mi się z pierwszymi latami szkoły podstawowej, gdyż mama bliskiej koleżanki z klasy też robiła takie robiła. To taka nieco sentymentalna przegryzajka, która od dziś będzie jeszcze mi się kojarzyć z wypadem do gościnnej Pyrlandii.


To był bardzo przyjemny weekend – Kumo Grażyno, Piotrze i Reszto Rodziny bardzo dziękuję za ugoszczenie. Było naprawdę bardzo sympatycznie i smacznie. Princi – Tobie też dziękuję, nawet za to, że jęczałaś w pociągu ;)
Oby więcej takich wycieczek i takich spotkań :)


A już za niecałe dwa tygodnie pora na Blog Forum 2011 w Gdańsku - do zobaczenia na miejscu :)


12 komentarzy:

  1. przeczytałam z przyjemnością a teraz idę coś zjeść bo zgłodniałam :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Suszone jabłka i pomidory to mój hit lata. Jabłka lepsze niż jakiekolwiek chipsy i inne przegryzajki, pomidory ciut... za pomidorowe do jedzenia same, ale w towarzystwie fety, grzanki, to cud-miód-malina. Peklowana szynka, schab - uwielbiam. A jak jeszcze z wieprzowiny z zaprzyjaźnionego gospodarstwa, a taką kupujemy co pół roku, to po prostu niebo w gębie.

    OdpowiedzUsuń
  3. zazdroszczę! ach jak Wam zazdroszczę!!
    :)
    Yummy & Tasty

    OdpowiedzUsuń
  4. Pyzo--->słusznie zgłodniałaś, bo to było dobre jedzenie ;)

    Kubełku--->w kwestii jabłkowej przegryzajki zgadzam się z Tobą całkowicie! :)

    Małgo--->bardzo lubię takie blogowe spotkania, może i nam uda się któregoś razu spotkać :)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ pyyysznie i miło Wam było:)))

    Pozdrówki Sis:*

    OdpowiedzUsuń
  6. DZiękuję Oczko za miłe słowa i jeszcze raz napiszę, jak się cieszę, że Cię poznałam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Sis--->aha! :)

    Kumo--->i ja! :) No to się widzimy za niecałe 2 tygodnie :)


    buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  8. ja Ci też dziękuję, nawet pomimo tego nie odbierania tel ;P

    Ty a ta czybrzycą to co to?


    p.s. kompot czerwony był z wisni bodajże

    OdpowiedzUsuń
  9. Ależ wypas. Prawda co mówią że kumy wielkopolskie gospodarne są jak się patrzy. No no.
    A jabłka też sobie susze a co!

    OdpowiedzUsuń
  10. Stół na bogato. Po poznańsku. :-)Miło i smakowicie Wam było, fajnie to czytać i podglądać smakołyki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ależ przyjęcie..., królewskie po prostu... Nic dodać , nic ująć... Powiem tylko - cudownie Was Grażynka ugościła:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Princi--->czybrzyca to przyprawa, nie pamiętasz? W hali Mirowskiej mam kupić razem z tomatami, tylko jeszcze nie wiem kiedy

    El, Zuzo, Ewelajno--->aha! stół był cały zastawiony ;) Można było przebierać :)

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Pozdrawiam
oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...